niedziela, 4 grudnia 2016

Prosto.

"Kiedy misjonarz, chrześcijanin idzie głosić Jezusa, nie robi tego, by uprawiać prozelityzm, ani nie jest kibicem, który szuka kolejnych zwolenników dla swej drużyny" 


Tymi słowami przemówił dziś do wiernych Papież Franciszek. To mocne słowa. Oznaczają, że bycie chrześcijaninem nie ma nic wspólnego ze stylem tego świata. Nie chodzi o zdobywanie zwolenników, ale o ukazywanie wartości "ciasnej bramy"(Mt 7,13).

Pokazywanie drogi w uczciwy sposób, bez retuszów, przekolorowań. 


Ewangelia nie potrzebuje reklamy. Ewangelia potrzebuje świadków. Świadek to ktoś, kto jest autentyczny, kto sam przeszedł ścieżkę którą zaleca do wędrówki.Świadek sam się zmienia, nie wszystkich w koło.


Ewangelia i Słowo nie potrzebują coatchingu... wystarczy ziarno, ziemia i woda.

niedziela, 27 listopada 2016

Zgoda która ufa...

W paradoksach istnieją odpowiedzi na największe pytania. Pytanie o sens życia często, o ile nie zawsze znajduje swą odpowiedz po śmierci. Pytanie o odpoczynek odkrywam, gdy ciężko się napracuję. Istotę wspólnoty poznaję w doświadczeniu samotności. Szczęście dostrzegalne jest jaśniej w sytuacji jakiegoś braku i pustki ( nieszczęścia ).

Wniosek jaki z tego płynie jest prosty: By żyć naprawdę, trzeba wejść w życie z całym spektrum tego co ono oznacza. Bo skoro moja samotność objawia mi tyle prawdy o ludzkiej miłości i więziach to jej brak byłby dla mnie uszczerbkiem. Moje cierpienie, smutek i tęsknota wprowadzają mnie w doświadczenie jakiejś łączności z tyloma ludzkimi istnieniami, które doświadczają cierpienia o stokroć bardziej niż ja. Moje cierpienie uwrażliwia mnie, bo poznaję przez nie co oznacza cierpieć i mogę współczuć…mogę wzbudzić w sobie tę szlachetną odmianą poruszenia, które staje się modlitwą za drugiego człowieka, który jest w potrzebie…

Moje cierpienie pokazuje mi też czym jest szczęście, że nie trzeba szukać go nie wiadomo gdzie  lecz, że okazuje się być ukryte w sprawach, miejscach i spotkaniach najprostszych.

Paradoksy…

Okazuje się, że każde ludzkie doświadczenie sprawia, że żyjemy naprawdę. I choć jest w nas naturalna tendencja do ucieczki, przed „ciemną stroną” ludzkich doświadczeń, okazuje się, że jedynie ona czyni nas w pełni sobą. Odwraca od egocentryzmu i pokazuje szerszą perspektywę życia.

Znaczy to, że błąd jaki popełniamy polega na nieprzyjmowaniu, na zaprzeczeniu. Bo kiedy życie implikuje jakieś trudności, naturalnie się przed tym wzbraniamy.

Nie mówię tu o jakiś tragediach, lecz o prostych sytuacjach w których coś nie poszło po naszej myśli. Gdy życie wymknęło się nam z wzorowo ułożonego grafiku wydarzeń. Zaprzeczenie to rodzi w nas wewnętrzny kwas, który często sami sobie fundujemy. Bo często trudno nam przyznać, że nad czymś nie mamy już kontroli, że życie nas zaskoczyło i poszło nie po naszej myśli.

Zaufanie Bogu, to zgoda. Myślę tu o wielu postaciach. S. Faustyna wielokrotnie zmieniająca placówki i ciągle zaskakiwana przez Jezusa poleceniami jakie jej dawał. Św. Paweł, tyle razy będący w tarapatach, jak nie kamienowany, to dryfujący jako rozbitek na morzu. Matka Zofia Tajber, totalnie zdana na Bożą Opatrzność w swojej podróży do Krakowa, gdzie miała zakładać Zgromadzenie…


Szczęśliwe życie nie jest bezproblemowe, lecz szczęście rodzi się w wyniku jakiejś wewnętrznej zgody na  plan Boga. Zgody która ufa.

czwartek, 10 listopada 2016

Dbałość, miłość, pielęgnacja...słów kilka na temat rozwoju więzi.


Gdyby nie spotkanie z kilkoma osobami wszystko byłoby inaczej…Myślę o tym, że w życiu tak bardzo istotne są relacje. Ogólnie więzi, które zawieramy.

Może nie jestem jakaś bardzo stara…ale tak teraz mam, że patrzę z perspektywy. Widzę, jak konkretne spotkania, z konkretnymi ludźmi wpłynęły na to kim jestem, co robię, jaki jest standard mojego samopoczucia.

Jakby nie było, ludzi spotykamy od początku…Ledwo wyjdziemy z łona matki. Tak bardzo relacje rzutują na to jaki jest nasz świat. To wręcz oszałamiające…Prawdą się okazuje przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje” i jakaś niezwykła mądrość jest w biblii, kiedy mówi ona o tym, by unikać przewrotnych i złych. Już w psalmie 1 czytamy, że „błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wkracza na drogą szyderców”. Lecz…czy to oznacza, że mam uważać niektórych za gorszych i nimi gardzić?-Bynajmniej. Biblia pokazuje w ten sposób o wiele głębszą prawdę. Chodzi w niej o to, by głębokie, przyjacielskie relacje budować z namysłem i z odpowiedzialnością.

Często jednak budujemy relacje pod wpływem emocji. Ktoś nas zauroczy, ktoś zafascynuje…poczuję do niego coś, co pcha ku rozmowie i zawiązaniu przyjaźni. Trzeba tu trochę rozwagi. Dobrze jest pozwolić uczuciom, by nieco się schłodziły, poczekać. I choć ( szczególnie młodość ma to do siebie) chce się „kuć żelazo póki gorące”- znacznie lepiej żelazo zahartować włożywszy do wody, ostudzić, by się okazało z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Aby wykuć miecz, należy po wykuciu zahartować go w zimnej wodzie. I może brzmi to dość szorstko, lecz relacjom naprawdę służy taka ochłoda- trochę dystansu, właśnie wówczas, gdy jest bardzo „gorąco”. Dzięki takiemu katalizatorowi, i wystawieniu gorącości swych uczuć na „posuchę”, dzięki zastosowaniu próby jakiegoś czasu i odległości można zobaczyć co się wykuło w tym ogniu. Jak wygląda to narzędzie…

Po pierwsze służy to budowaniu relacji nie tak bardzo zawłaszczających, relacji w których obie strony dają sobie przestrzeń, której i tak prędzej czy później będą potrzebowały. Gdy bowiem „gorączka” pierwszego wrażenia ostyga człowiek wraca do normy i wtedy gdy zaangażowaliśmy się na początku „po uszy” może zaistnieć konflikt, bo któraś ze stron będzie w końcu potrzebowała przestrzeni, którą nie zawsze da się od tak nagle oddać-pozwolić drugiemu na wolność.

Pielęgnowanie relacji opiera się na uczuciu, lecz każde uczucie jest zadaniem i łączy się z odpowiedzialnością. Relacja jest więc bardziej decyzją aniżeli uczuciem. Odpowiedzialność w tej relacji polega na dbałości o drugiego i zainteresowaniu. Polega na pielęgnacji nie zaś na impulsach. Pielęgnacja  wymaga pewnej konsekwencji i miłości, która pragnie by obiekt pielęgnacji był piękny i zdrowy. Bardziej w nastawieniu na wolność drugiego i szanowanie jego granic.

*Wpis ten dedykuję tym, którzy uczyli i uczą mnie nadal czym jest przyjaźń, w relacjach które mi ofiarowali.

wtorek, 1 listopada 2016

Święta przestrzeń resetu.

Jak odpocząć by czuć się wypoczętym? Jakiś czas temu napisałam parę słów o lenistwie. O tym, że nie wpływa ono na nas  dobrze. Jeden z Waszych komentarzy kazał mi podejść do tematu od strony pozytywnej. Zamiast pisać o złowrogich skutkach lenistwa napiszę dziś o dobroczynnych skutkach odpoczynku.

Po pierwsze. Odpoczynek nie równa się lenistwu i to jest zasadnicza różnica między nimi. Lenistwo jest takim sposobem przeżywania czasu, że nic z niego nie wynika, ani dla osoby leniuchującej ani jej otoczenia. 

Odpoczynek ma swoje zadanie do spełnienia, wszystko zaś, co ma do spełnienia jakąś rolę nie jest lenistwem. Dlatego też sen nocny nazywamy spoczynkiem, a nie mówimy że leniuchujemy. Wiemy przecież, że aby dobrze funkcjonować należy się porządnie wyspać. Podobnie jest z pracą-jeśli ma być efektywna i twórcza winna być poprzedzona mądrym-twórczym odpoczynkiem.

Co to znaczy mądry, twórczy odpoczynek?
Odpoczynek twórczy, to taki, który ani nie jest wysiłkiem ponad siły ( sport, turystyka) ani też nic nie robieniem. Sport, ruch, to doskonała forma odpoczynku ale też nie dla każdego. Ktoś, kto przez cały tydzień ciężko pracuje fizycznie, będzie może wolał wyjazd na ryby, czy spacer w parku.

Można odpoczywać fizycznie i psychicznie. Chodzi w zasadzie o to, by to szło w parze, by w odpoczywającym ciele, odpoczął również i duch-psychika.

Nie można tych sfer jakoś faworyzować, że ciało ważniejsze, lub, że ważniejsza psychika. Wszystkie mają odpoczywać równocześnie. Nie wolno zapomnieć również o duchu, który też ma swoje sposoby odpoczywania.

Nie zawsze odpoczynkiem duszy, jest cisza i milczenie. Dla mnicha być może korzystniejsze okaże się posłuchanie czegoś pięknego, aniżeli siedzenie w milczeniu. W odpoczynku chodzi o to, by odejść na chwilę, od tego co robimy zazwyczaj. Trzeba czasem odejść od regulaminu, by nie stał się on kulą nie do udźwignięcia, lecz by się chciało wypełniać go "nie  z przymusu, lecz z ochoty" jak mawia pewna ludowa pieśń.

Chodzi więc o inność. Takie zresztą są założenia świętowania. Święto, to czas na inność, podkreślamy to w ubiorze, w potrawach, w sposobie spędzania czasu. Chrześcijaństwo, jak i w ogóle religie wiedziały o  tym od początku. Świadczy to, o tym, że duchowe spojrzenie na człowieka zawsze skłaniało się ku odpoczynkowi, który stanowił święto.

Nasza kultura, cywilizacja zasadniczo nie potrafi już świętować. Dla tego stajemy się coraz bardziej leniwi. Mieszają się nam pojęcia. Nie umiemy pewnym dniom nadać świątecznego tonu, więc święta czynimy sobie wtedy, kiedy chcemy.

Oczywiście, w życiu jest miejsce na odpoczynek poza dniami świątecznymi, trzeba czasem pójść na urlop, wyjechać na wakacje....Myślę jednak, że kiedy przyzwyczajamy się do wysokiego standardu  życia przestajemy się cieszyć sprawami, które dawniej były rzadkie i stanowiły formę odpoczynku.

Potwierdza się założenie minimalistów, że im mniej masz, tym więcej korzystasz z życia. Twoja przestrzeń życia, myśli, domu jest luźna...masz przestrzeń w sobie i w koło siebie. Aby odpocząć trzeba mieć przestrzeń.

Potrzeba się zatrzymać-zresetować od nadmiaru bodźców. Ktoś ostatnio mówił gdzieś o tym,  że najbardziej twórcze pomysły przychodzą właśnie wtedy, gdy przestajemy się na siłę koncentrować na tym, by coś wymyślić a po prostu jesteśmy. Wtedy przychodzą twórcze pomysły bo człowiek ( duch, dusza, ciało, psychika) są wypoczęte-mają przestrzeń.


środa, 26 października 2016

Moabitka Rut.

Przyjdź cicho
I zostań
Niech przestrzeń we mnie wyrośnie
Niech się narodzi-miejsce dla Twego pękania
Dla rozdzierającej potęgi życia
Zostań…
Niech nie zabraknie przestrzeni
Zakorzeń się i drąż w głąb, w szerz, do góry
Przyjdź jak przychodzisz zawsze
 cicho
I zostań
Niech splot Twego życia przeora moją glebę
Podbij w swoje posiadanie
Zapieczętuj i... zostań
Twoją chcę stać się ziemią
Choć nie podobnam do tutejszych kobiet
Czy zostaniesz…
Czy przyjmiesz się we mnie Moabem?



Parę słów wyjaśnienia...Mam poczucie głębokiej inności. Towarzyszy mi przeświadczenie o byciu totalnie nie zdolną ziemią-taką jakąś nie do ukorzeniania. Ziemią, w której nie przyjmie się Boskie Słowo. Jadnak ciągle doświadczam przedziwnej rozrzutności Boga, że sypie na mnie sobą tak obficie, jakby nie widział mojego nieurodzaju i skalistych trudnych miejsc. Jakby kochał trudne ukorzeniania, i miał naturę dzielnego wojownika o gołębim sercu.

poniedziałek, 17 października 2016

Gorszy niż cyklon B.

Jest dość podstępny bo wydaje się, ze nikomu krzywdy nie robi…a jednak dokonuje niezmiernych zniszczeń. Trochę jak cyklon B-nie widać go a zabija. Wdziera się niepostrzeżenie i zabiera resztki dobrych chęci. Początkowo krępuje ruchy woli i pokazuje bezsens czynienia czegokolwiek, zniechęca i usypia.

Chodzi o zarazek lenistwa. Występuje w dwóch zasadniczych gatunkach: lenistwo przyrodzone i lenistwo duchowe - które z przyrodzonego wyrasta.

Dlaczego jest tak szkodliwe…a no właśnie ze względu na swą „domniemaną niewinność”, powiedzieć można bezwonność i bezbarwność. Lenistwo jest bowiem grzechem, który nie wywołuje skutków natychmiast. Jego owoce widoczne są zazwyczaj po czasie, dlatego podobny jest trochę do usypiającego gazu.

W sumie łapię się na tym często: wiem, że mam coś do zrobienia, coś pożytecznego, ale natychmiast podsuwają mi się myśli i pomysły o tym, jak przyjemniej i mniej boleśnie można spędzić ten czas. Bardzo często ulegam, tłumacząc się na przykład tym, że w końcu należy mi się od życia chwila relaksu. A jednak leniuch w życiu do niczego nie dojdzie! Tu was zapewniam-no chyba że jest to chytry leniuch i  w swej drodze do sukcesu posłuży się znajomościami i korupcją. Wiemy, że przykładów takich mamy wiele a i diabłu na nich zależy bo nie ma nic gorszego niż leniuch na odpowiedzialnym stanowisku. Doprowadzi on w niedługim czasie do ruiny.

Trzeba z leniem walczyć, brać się w garść i myśleć o swoim czasie jako o darze i zadaniu od Stwórcy. Nie ociągać się, lecz przystępować do dzieł jakie Opatrzność nam powierzyła z zapałem. Pracowitość zawsze wydaje owoce…Nie chodzi wcale o bycie docenionym, jak w przypadku skorumpowanego leniwca, lecz człowiek pracowity- gorliwy, będzie zadowolony, ponieważ uda mu się doprowadzić do celu wiele zamierzeń, to zaś daje poczucie satysfakcji i spełniania.

Dotyczy to również przestrzeni duchowej. Bo w duchowym rozwoju, też potrzeba pracy i zaangażowania. Nie ma co się obijać. Gorliwość nie powinna być jedynie dyktowana emocjami, lecz wypływać z miłości. Kto więc zaangażuje się uczciwie w pracę duchową, będzie miał z niej satysfakcję, nawet jeśli nie będzie to tożsame z pocieszeniem duchowym.

Pracowitość, to jednak coś zgoła innego aniżeli pracoholizm, który często wynika z niskiej samooceny. Człowiek pracuje wtedy po to, by zostać docenionym przez innych a nie by „czynić sobie ziemię poddaną”, czyli by nie marnować Bożego daru czasu i zdolności.

Pracujmy wiec gorliwie-lecz tak by lewa ręka nie wiedziała co czyni prawa, czyli nie dla rozgłosu, lecz na większą chwałę Bożą.


poniedziałek, 10 października 2016

Mistrz duchowy.

Spotkanie modlitewne w duchu Taize w czasie ŚDM w Krakowie.
Chcesz  wiedzieć jakie są owoce praktykowania modlitwy ustawicznej?-zapytał Abba Tezeusz młodego Fanesa.
Abba –powidz słowo-odrzkł Fanes
Wejdź do swojej celi i powtarzaj Jedno Słowo…i niech Cię to napełni modlitwą.
Jakim słowem mam się modlić?-odrzekł Fanes
-módl się Słowem, które wybrzmiało w Tobie, gdy wspominałeś święte teksty Pisma.
Tylko jedno wybierz, a ono doprowadzi Twą duszę do głębokiego pokoju wewnętrznego.

Powyższy fragment jest sytuacją zmyśloną, która powstała w mojej głowie. Przyznam Wam się do czegoś… Zawsze pragnęłam posiadać prawdziwego duchowego mistrza, takiego Abbę, lub Ammę. Kogoś, kto przeszedł w życiu z Bogiem już nie jedno i kto potrafi kompetentnie poprowadzić, wskazać drogę…

Opowiadanie, którym zaczęłam to mój wewnętrzny dialog z jakimś fragmentem duchowych poszukiwań a Abbą Tezeuszem jest wiele osób, która stanąwszy na mojej drodze pokazały własnym życiem, co to znaczy żyć modlitwą. Są wśród nich osoby starsze-duchowne, świeckie oraz moi przyjaciele, którzy (mam takie szczęście) są w większości ludźmi głęboko doświadczającymi Boga. Przyznać muszę, doświadczają Go na tyle, że pociąga mnie ta ich z Nim zażyłość, każe też nie raz zapytać o radę, lub zwyczajnie umówić się na duchowe pogaduchy. Pan  dał mi ich w obfitości.
To bardzo ważne by mieć w życiu duchowym Abbę Tezeusza, czyli ludzi, którzy są autentyczni w swojej drodze za Bogiem i którzy potrafią towarzyszyć.

Mimo to, zawsze pozostaną we mnie pytania, z którymi borykam się poniekąd sama i jakoby po omacku…

Takim pytaniem jest pytanie o pokój – jak stać się człowiekiem pokoju...? Przyznam wam, że głęboko o tym marzę. Widziałam ten pokój już nie raz w innych ludziach, najczęściej tych mocno przesiąkniętych modlitwą- są tacy chociażby bracia z Taize.


Co robić, by pogodzić się z utratą i chętnie oddać własne zdanie, funkcję, stanowisko, statut, czyli ewangeliczny płaszcz. Jak stać się takim człowiekiem, który potrafi zamiast 10 kroków iść z kimś 100?Gdyby jeszcze człowiek ów okazał się sympatyczny…a jeśli okaże się zgredą i zrzędą? Jak stać się człowiekiem miłosierdzia? Jak stać się człowiekiem pokoju?