Przejdź do głównej zawartości

Posty

Stwórz własną markę!

Czy zastanawialiście się kiedyś nad fenomenem, jakim jest potrzeba ukrycia własnego "ja", za logiem, tytułem, marką, statusem społecznym?

Czy autentycznie czujemy się lepiej gdy mamy lepszej marki ciuchy? Gdy zwą nas jakimś tytułem? Gdy "coś" może potwierdzić naszą wartość?

Zastanawiając się nad tym zagadnieniem, w grupie moich młodych przyjaciół zauważyliśmy u siebie tendencję do szukania wartości w tym co zewnętrzne (ciuchy, styl), bądź nabyte(wykształcenie).

A jednak, w historii świata, znaleźli się ludzie, którzy wypromowali siebie w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, bez pomocy drogich ciuchów, stanowisk społecznych, znajomości.

Po ludzku wydaje się to być niemożliwe. Najlepszym przykładem takiego człowieka, jest Jezus z Nazaretu-cieśla, który wypromował własną markę.Podobnie Matka Teresa,Franciszek z Asyżu, br.Albert Chmielowski...

Co jest tajemnicą ich "sukcesu",który zazwyczaj miał miejsce dopiero po ich śmierci?Myślę, że głębokie życie w prawdzie o …
Najnowsze posty

Poszukiwanie własnej wartości.

Ostatnio było troszkę o kenozie, czyli tym, jak postrzegam cud Wcielenia Syna Bożego.
Jest to poniekąd mega temat. Bóg zapragnął ciała człowieka.

Dziś sięgam jeszcze głębiej. 
A gdzie wiodą mnie moje filozoficznie rozbrykane myśli? Rzecz jasna ku Atenom (hehe).A tak na serio, jeszcze dalej, tam, gdzie był początek pradziejów( oczywiście ten przedhistoryczny).

Przed historią, taką jaką znamy ze szkolnych ław, jest bowiem moi drodzy historia jeszcze inna! Jest to historia duchowa. Może nieco filozoficzna, na pewno spisana językiem przed-historycznym, czyli językiem mitu.

Wszystkie znane nam mity niosą w sobie mniej, lub bardziej udaną próbę odpowiedzi na pytanie o człowieka, Boga ( bogów)  i tego skąd na świecie różne sytuacje i ludzkie sprawy się wzięły.

Pomyśleliście kiedyś może o tym, kiedy po raz pierwszy Bóg zapragnął ludzkiego ciała?
Szok polega na tym, że trzeba stwierdzić, że było to prawdopodobnie w Raju.

Czytając Księgę Rodzaju (księgę bardzo przeze mnie miłowaną), dowiadujemy się, o …

Stał się skandal ciała.

Zdumiewam się coraz mocniej nad kenozą. To greckie słowo oznacza zejście Boga do tego co najniższe, najbardziej wzgardzone, najmniejsze.
Słowo stało się właśnie tym...Odwieczny, wszechmocny Bóg wziął na siebie ludzki sarks. Sarks oznacza coś co jest najbardziej cielesne.Tym słowem Ewangelia Janowa mówi o Wcieleniu. To wydarzenie z gruntu bezprecedensowe...

Oszałamia mnie i zdumiewa, Bóg wybierający nasz ludzki sarks, kondycję tak mizerną i skłonną do tylu słabości.Ten Bóg utożsamił się więc z tym co we mnie najsłabsze i nie był to jakiś ślepy przypadek, lecz świadoma Boska decyzja.

Bardzo często oskarżam swój sarks, mojątendencję do słabości. Oskarżam nawet za to, że czasem choruje. Nie zgadzam się na słabość w sobie i wzrusza mnie Bóg, który nie tylko się na to zgodził ale i pokochał.

Znaczy to dla mnie bardzo wiele, a przede wszystkim to, że moja kondycja stała się mieszkaniem Boga. To istny skandal! Coś, co przede mną samą wydaje się być zbyt wielkim uniżeniem.Bo ja przecież swoje ludz…

Wycieram nosy cudzym dzieciom

Czasem obserwuję ludzi potwornie znudzonych. Ludzi, którzy szukają w życiu jakiegoś rodzaju samozadowolenia. Są niezmiernie nieszczęśliwi, narzekający, niespełnieni i zgorzkniali.

Nie oceniam ich głębiej poza tym co widzę.

Powiem więcej, nawet ich rozumiem. Znam to z własnego doświadczenia. Istnieje bowiem taki rodzaj nie wiary w siebie, który wpędza w chorą gonitwę za nic nie robieniem.

Szczerze jednak powiem...Nie ma chyba większej tragedii, niż zostać Kiepskim, z pilotem i browarkiem w ręku. Człowiekiem,którego świat zawęził się na nim samym. Na poczuciu najedzenia i świadomości posiadania w lodówce jeszcze kilku "browarków".

Czasem myślę o własnych "browarkach" o tym, co to w moim życiu jest? Co to są za przestrzenie, przyzwyczajenia, zachowania, rzeczy, które dają mi złudne poczucie bezpieczeństwa. Co jest moją "lodówką"?

Chrześcijaństwo nie może być chill outem...Kontemplacja to nie odpływ w nirwanę,   nie płytkie samooświecenie. Dlatego też nie zgodzę s…

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…

Skrajność.

Popadam ze skrajności w skrajność-wiemJ
Po miesiącu nic nie pisania, nagle piszę dzień po dniu. Ale wiecie…To ma dobrą wiadomość. Nie jestem jakoś mega związana z tym dziełem.
To znaczy…Nie zrozumcie mnie źle. Chodzi mi o to, że potrafię żyć bez pisania i nie sprawia mi problemu świadomość, że rzadko pisząc nigdy nie będę trendy.
To jest dla mnie ważne. Na świecie dosyć sporo jest narcyzów. Sporo ludzi mających „parcie na szkło”. W starciu z nimi, poczciwy introwertyk, którym jestem ma nikłe szanse.
W moim pisaniu drodzy, nie chodzi mi o ilość wyświetleń. Chodzi mi o jakąś niewidzialną, choć wyczuwalną przeze mnie wspólnotę dusz (Chrystusowych JJJ).
Dziękuję Wam, że od czasu do czasu macie potrzebę tu zajrzeć, że są tacy, którzy zaglądają regularnie. To dla was „trzódko mała” tu w tych Internetach jestem. Jeśli komuś daję coś wartościowego, to moja radość jest wielka.
Będę tu kochani razem z Wami, czasem częściej, czasem rzadzie,j ale będę. A Wy…czujcie się wolni. Dopóki czytanie moich teks…