Przejdź do głównej zawartości

Ofiary Miłości


Dlaczego jest życie zakonne??? Jak myślisz? Po co ludzie zamykają się w klasztorze, wyrzekają majątku, wolnego wyboru, czasu, rodziny??? Na pozór trudno odnaleźć odpowiedz na te pytania. Szczególnie w dzisiejszym świecie wybór takiego stylu życia wydaje się być bezsensowny, ograniczający...  A jednak znajdują się "szaleńcy" którzy na to "idą". Co ich popycha? Jaka motywacja?Czego człowiek szuka w klasztorze? 
Nie łatwo udzielić jednej odpowiedzi na te pytania. Ludzie z różnych racji przychodzą do zakonu...Dlaczego niektórzy z nich zostają aż do śmierci? Narzuca się odpowiedz, że wytrwają Ci którym to jakoś odpowiada...Może odpowiadać z różnych przyczyn. Skąd więc biorą się zadowoleni zakonnicy i zakonnice? Skąd spełnienie w ich życiu? Bo wybrali "dobrą" wspólnotę? Taką co "żyje na prawdę"....Być może...ale wątpliwe. Szczęścia nie daje nawet najcudowniejsza wspólnota i najpiękniejsza liturgia, wspaniali przełożeni i praca. Sekret tkwi w jednym, małym, prostym i niemodnym wyrazie"ofiara"z Miłości. Powołanie do życia zakonnego jest bowiem niczym innym jak powołaniem do ofiarowania z Miłości życia. U prawdziwie powołanych ta ofiara rodzi głębokie poczucie szczęścia, bo przez nią człowiek łączy się z Tym Którego ukochał, z Bogiem Który jest Nieustannie dziejąca się ofiarą Miłości za nas.


Komentarze

  1. nie ma za co.. przyjemność po mojej stronie Siostro :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "U prawdziwie powołanych ta ofiara rodzi głębokie poczucie szczęścia(...)"
    Też chciałabym tego głębokiego poczucia szczęścia z realizacji swojego powołania :/

    OdpowiedzUsuń
  3. @Anonimowy
    ...jeśli pójdziesz za Tym do czego jesteś powołana i będziesz temu wierna z pewnością szczęście to się pojawi:)

    OdpowiedzUsuń
  4. z drugiej strony szczęście można różnie interpretować , bo może to być po prostu "szczęście"... ale nie musi ono być tak oczywiste, czasem szczęście może kryć się pod wieloma krzyżami, ciemnościami duchowymi. np Matka Teresa z Kalkuty - na jej twarzy widniał uśmiech, ale w duchy przeżywała długoletnią ciemność- którą potem pokochała, mimo że tak cierpiała przez to. Czasem warto po prostu ufać, jest to trudne, nawet bardzo - ale do wykonania. Tak dobrze pokazała nam to własnie Matka Teresa. Polecam ksiązke "Pójdź, badz moim światłem".
    Pozdrawiam serdecznie .

    OdpowiedzUsuń
  5. @emily
    To prawda, wyraz "szczęście" można różnie interpretować. Jednak wydaje się, że ma ono jeden podstawowy wymiar, jest nim stałość.Szczęście bowiem w odróżnieniu do radości jest stanem stałym, nie zawsze jesteśmy radośni, czasem się smucimy, lecz mimo to możemy pozostawać osobami szczęśliwymi, nawet w smutku, jak M.Teresa o której piszesz. Twoje spostrzeżenia są bardzo wartościowe-dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem się smucimy. Ja w odróżnieniu od tego "czasem się smucimy" czasem jestem radosna.Ale tego mojego szczęścia nie mam mimo,że idę za tym co myślę,że da mi szczęście.Czas mija a szczęścia nie ma. Tylko stała tęsknota za nim

    OdpowiedzUsuń
  7. "Każde głębsze uczucie prowadzi do cierpienia. Miłość bez cierpienia nie jest miłością."

    OdpowiedzUsuń
  8. może warto zdefiniować: co to jest szczęście?Pewnie każdy z nas rozumie je inaczej. Dla mnie ważne jest przekonanie, że szczęście nie jest celem moich wysiłków, dążeń ale skutkiem. Jestem więc mile zaskakiwana poczuciem szczęścia, spełnienia. Chwała Panu za to.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczęście to nie euforia,nie radość nie zadowolenie ... szczęscie to pokój serca który wypływa z Miłości i wiernści tam gdzie się wypowiedziało swoje "TAK" wewnętrzne łzy, cierpienie, trud dają szczęście którego nigdy się nie zapomina i który daje pokrzepeinie w momencie zniechęcenia czy załamywania się...

    OdpowiedzUsuń
  10. Patrzę na świat z perspektywy żony i matki, i jestem przekonana, że to też ofiara z Miłości - codzienne życie nie jest usłane różami, człowiek najbliższy czasem potrafi zranić najmocniej, bo zna wszystkie nasze słabości i wie, gdzie uderzyć... Codzienność to sztuka przebaczania, rezygnacji z własnego JA, ale każdego dnia dziękuję Bogu za to, że powołał mnie do bycia tym, kim jestem i staram się być.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie uważam, że ten wybór jest bezsensowny. Są ludzie, którzy nie nadają się do życia rodzinnego. Tak po prostu. Jeśli są wierzący, myślę, że łatwo odnajda się we wspólnocie ze zorganizowanym czasem wolnym, wiktem i opierunkiem. Potrafię sobie nawet wyobrazić, że to może dawać dużo szczęścia, choć sama nie widziałabym się w takim miejscu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…