Adwent....

Wszystko w świecie ma naturę wyczekującą...jakby wciąż niepełną, zmuszoną do pytania o następny krok. Bywa, że zuchwale myślimy, że znamy drogę ale czy na pewno? Patrzę na Jezusa, wydanego na cierpliwe oczekiwanie "godziny", jest pokorny w czekaniu, poddany Słowu Ojca, jest PROWADZONY. Wszyscy jesteśmy prowadzeni, jedni mniej, drudzy bardziej świadomie. Pytanie, które stawiam brzmi: KTO MNIE PROWADZI? Psychologia powie nam, "bądź Panem Swego losu", weź życie w swoje ręce, kształtuj osobowość. Patrzę na Jezusa, PROWADZONEGO i dochodzę do wniosku, że życie domaga się zawierzenia Prowadzeniu. Potrzeba celów i konsekwencja w dążeniu do nich jest niezmiernie ważna, jednak nie mam wpływu na to przez jakie krainy poprowadzi mnie ów PROWADZĄCY do owych wyznaczonych sobie celów. Właściwie jestem  ślepcem udającym widzącego. Bo wiara idzie po omacku podając dłoń PROWADZĄCEMU....

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom