Jak w gospodzie( Tęskonta Michaela cz V)

Cała ta sytuacja mocno podziałała na młodego człowieka, szczególnie ostatnie słowa Adventisa o matce. Nie potrafił już zatrzymać fali, która przetaczała się przez całą jego istotę, coś zaczęło się dziać, uruchomił się  jakiś proces.
Zbliżający się zmierzch sprawił, że zrobiło się już dosyć chłodno, Adventis również zdawał się zziębnięty. W końcu to już grudzień, choć tego roku wybitnie łaskawy.
-zimno się zrobiło...-rzekł młodzieniec do Adventisa.
-właśnie miałem ci zaproponować gorącą herbatę, mieszkam nieopodal-powiedział zziębnięty Adventis.
-nie jestem pewien, czy herbata z Nieznajomym schizofrenikiem to najatrakcyjniejsza oferta na dzisiejszy wieczór- pomyślał Michael. W Adventisie  było jednak coś, co nie pozwalało puścić tego spotkania w niepamięć. Coś jakby przystań, gospoda. Michael czuł emanujące od Spotkanego wewnętrzne ciepło i nie potrafił wyzwolić się spod jego uroku. Rzeczywiście, nie spotkał dotąd człowieka o takim oddziaływaniu, którego nie dało się zdefiniować inaczej jak tylko w słowie POKÓJ.
CZY ZASTANAWIASZ SIĘ NAD ATMOSFERĄ JAKĄ ROZTACZA TWOJE ŻYCIE I ISTNIENIE W ŚWIECIE?



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom