Przejdź do głównej zawartości

Nie postanawiaj bez namysłu.



Postanowienia? Hmmm …..słyszymy o nich od dziecka. Dwa razy w roku na Wielki Post i w Adwencie, trzeba coś sobie postanowić…Popracować nad sobą. Ale po co? I czy ma sens raz, dwa razy w roku się „pomęczyć” by później z tęsknotą wrócić do „starych przyzwyczajeń”? Jaki jest sens postanowień? Czy w ogóle mają jakiś sens? Popatrz, wielu ludzi postanawia coś , by się poczuć dobrze, że „wytrwali”, sprawdzili swoją wolę…i są spokojni. Ale czy naprawdę o to chodzi w postanowieniach? Chyba nie.
Więc o co w nich chodzi?
Postanowienia mają dużo głębszy sens, ich istota tkwi w poście. Post nie ma na celu poprawy własnego wizerunku przed sobą samym i w oczach innych ludzi, lecz ma prowadzić od OCZYSZCZENIA DUSZY. To oczyszczenie jest leczeniem, jest terapią, namaszczaniem nadwyrężonych miejsc balsamem ukojenia. Postanowienia zatem wcale nie muszą się kojarzyć  z czymś przykrym. Cała sztuka polega na tym by nie podchodzić do nich banalnie. Większość z nas gubi sens postanowień, przez banalne ich  zrozumienie. To nie chodzi o nie jedzenie słodyczy,  odstawienie papierosów i nie oglądanie TV czy tym podobnych. Tu chodzi o poddanie się kuracji wzmacniająco leczącej. Takiej która Cię na tyle wzmocni, że będziesz potrafił w wolny sposób korzystać z rzeczy, które Cię otaczają. Cała sztuka polega jak zwykle na trafnej diagnozie i odpowiednim doborze lekarstw. Warto popatrzeć na swój adwent w perspektywie własnych spowiedzi i w szczerej rozmowie z Jezusem zapytać, jaki lek by mi polecił na moje słabości.

Komentarze

  1. wielkie dzięki za podpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  2. pisz więcej siostrzyczko, dobrze to robisz

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…