Przejdź do głównej zawartości

oczyszczenie? więc co?





Jaki sens ma oczyszczenie duszy? Czy warto się o nie starać i jakie przynosi rezultaty…?

W każdej doktrynie religijnej( gdy się bliżej przyjrzymy) mamy do czynienia z elementami oczyszczenia. Obecnie, bardzo na topie jest oczyszczenie umysłu jakie proponuje nam buddyzm, hinduizm, konfucjonizm. Te filozofie pseudo religijne mają na celu wyzwolenie duszy z ciała.  Medytacja transcendentalna będzie usiłowała doprowadzić nas do stanu nirwany, czyli totalnego uwolnienia od zmysłów, głodu, cierpienia, ale i ludzkiego szczęścia. Można powiedzieć że współczesny człowiek, poszukujący duchowości często przypomina starożytnego rozbudzonego zmysłowo greka, który nagle usłyszał o kojącej roli stoicyzmu. Od wieków człowiek poszukuje harmonii ze sobą samym i ze światem, od wieków kieruje nim jakiś pozazmysłowy instynkt duchowy.

Ale czy nirwana jest właściwą odpowiedzią? Być może nirwana jest jedynie najłatwiej osiągalnym stanem, często wywoływanym sztucznie przez różnego rodzaju substancje uzależniające, dające poczucie chwilowego „oderwania” od wszystkiego…

Oczyszczenie duszy nie ma nic wspólnego z nirwaną, jest doświadczeniem bolesnej pustki. Wschodnie sztuki medytacji powiedzą Ci, „spróbuj porzucić własne granice”. Chrześcijańska asceza, która jest dla nas drogą oczyszczającą powie Ci, wejdź w ciemność, w pustkę, we własny ból i poznaj swoje ograniczenie. Poznaj anatomię własnego wnętrza, i doświadcz bólu i radości jaką dostarczają Ci Twoje zmysły. Nie próbuj się uwolnić, ale trwaj, doświadczaj siebie do kresu, zaryzykuj starcie z Twoim wewnętrznym przeciwnikiem, który wiąże Cię ze światem rzeczy bardziej niż ze światem osób.

Oczyszczenie duszy ma nastawić nas na tajemnicę Człowieka. Adwent jest poszukiwaniem narodzin prawdziwego człowieka -Jezusa. Naszego Boga.

Komentarze

  1. Świetny tekst, dziękuję, jesteś odważna siostrzyczko.

    OdpowiedzUsuń
  2. a czy nie jesteśmy wezwani do tego by "porzucac swoje granice"?, czy Jezus nie do tego nas zacheca ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy wezwani by "wypłynąć na głębię", wyjść poza schematy "łodzi" w której czujemy się bezpieczni, jesteśmy więc wezwani by zaufać Jezusowi, to zakłada poznanie własnej kruchości. Piotr wyszedł z łodzi bo wezwał go Pan ale w pewnym momencie zaczął tonąć, poznał granice własnej wiary, potrzebował oprzeć się na KIMŚ więcej niż on sam i jego możliwości. Krzyknął "Panie ratuj mnie!!!". Każdy z nas potrzebuje doświadczyć kresu własnych możliwości by zdobyć się na ten pełen zaufania okrzyk.

      Usuń
  3. "kres własnych mozliwości" nie zbyt przyjemne. Nie uwarzasz? "potrzebować doswiadczyć własnej kruchości", to taki swoisty sadyzm. No cóż, jesli ja sama nie, to inny pomaga doświadczać własnej kruchości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, sadyzm? Czy sadyzmem nazywasz konfrontację z rzeczywistością? Przecież wszyscy mamy ograniczenia...Czy wolisz żyć w fikcji o ich nieistnieniu? Śmierć jest przecież ograniczeniem przed którym nikt z nas nie ucieknie...Na prawdę ludzka egzystencja jest mocno ograniczona i krucha, czym bardziej zrozumiesz tę kruchość tym bardziej przystosujesz się do przyjęcia własnej śmierci fisis. Człowiek jest wezwany do transgresywnosci - wychodzenia poza spektrum własnego "ja" ku drugiem "ty" i cóż faktycznie tak jak piszesz wtedy ten inny nam pomaga.

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…