Przejdź do głównej zawartości

Spróchniały Dziad towarzyszem naszego adwentu.(CzI)



Jego serce było jak spróchniały pniak, przynajmniej tak sam o nim mówił. Czuł, że trawi go jakieś wewnętrzne robactwo, coś co nie pozwala być w pełni sobą. Nie było mu z tym dobrze. W rzeczywistości życie jest nieustannym, stopniowym traceniem- myślał, nie zachowasz do końca tego pięknego pragnienia młodości, które zdecydowało( bądź nie) o tym kim teraz jesteś. Ten ktoś kim jesteś jest bowiem kimś, kto wykoleił swe marzenia…każdy…-myślał dalej, bez wyjątku chce dobra, a jednak potrafią wytrwać w nim jedynie święci. Wyrzucał  to sobie Spróchniały Dziad, jak sam o sobie myślał. W gruncie rzeczy, właśnie to, że miał tak skonstruowany sposób myślenia było powodem jego rozpaczy. Jak wiele zależy od tego w jaki sposób myślisz…Jak wiele…A Bóg? Czy On myśli? Czy  może tylko mówi odwieczne stwarzające wszystko Słowo? Czy ten, który wie wszystko…Czy On potrzebuje się zastanawiać? Czy może myśli jedynie w Synu, którego stworzył, a który przecież jest obrazem tego kim  my wszyscy jesteśmy. Czy zatem Bóg myśli jedynie w Synu i ….w nas? I czy w takim razie myśli w nas przez zamieszkałego w nas przez łaskę Syna? Jeśli więc tamten, czuł się jak spróchniałe drzewo, które już nikomu, na nic (chyba z wyjątkiem robali) może się przydać. Dlaczego tamten tak myślał? Czy brakowało mu obrazu Bożego Syna w nim? A próchnica ma to do siebie, że zaraża wszystko, całą przestrzeń drzewa. To znaczy, że jak myślał źle o sobie i czuł się tak podle z własną duszą i osobą, to widział innych równie spróchniałymi, a jeśli byli zdrowi pragnął by spróchnieli i  tą myślą zarażał … Był niesamowicie biedny i żal ściskał mi serce gdy go takim ujrzałem. Wpatrywałem się w jego ból, zamknięty wewnątrz próchniejącej skorupy, nie zdolny by wyjść poza. Jego ból, był złym duchem, którego nikt poza mną nie mógł wyrzucić. Dlatego przyszedłem, ja Syn, by mógł się we mnie przejrzeć, by odkrył we mnie kim był zanim spróchniał. Więc Ojciec wyrzekł mnie – Słowo. Oczekuj …Przybędę.

Komentarze

  1. A jeśli się nie potrafi zmienić sposobu myślenia o sobie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest kwestia chwili, to proces. Aby zmienić choć w małym stopniu sposób myślenia o sobie niezbędne jest dobre, mądre kierownictwo duchowe i szczera rozmowa z Bogiem o charakterze pytania "jaki obraz Boga posiadam", nasze patrzenie na siebie jest usytuowane na fundamencie tego jak pojmujemy Boga...To długa i pracochłonna droga ale warto.

      Usuń
  2. jak pięknie, niebiesko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nowa szata graficzna odpowiada:)

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…