Przejdź do głównej zawartości

genderowa herezja



                Idąc za ciosem piszę część dalszą moich przemyśleń na temat dżenderu, ta spolszczona nazwa jest  moim zdaniem bardziej odpowiednia dla czegoś co nie ma nic wspólnego z nauką, jest za to czystą utopią.

                     Narodziny utopii łączą się z próbami podważenia chrześcijańskiego porządku świata a za szczególny punkt historii, mający wpływ na rozkwit utopii uznajemy rewolucję francuską, która też rozpoczęła szczególnie znaczącą dla zrozumienia tematu epokę jaką było oświacenie. Co  znaczy słowo utopia? Początkowo znana jako topia. Greckie Słowo topos  znaczy miejsce, przedrostek ou doprawił mu Tomasz More- święty Kościoła Katolickiego, umęczony z powodu braku układności politycznej.  More dodając słówku przedrostek ou, oddał właściwy sens nurtowi który pączkował już XVw, choć w pełni zakwitł w wieku XVIII i kwitnie do dzisiaj w postaci m.im  genderyzmu. Słowo utopia ( gr outopos) oznacza nie –miejsce, miejsce którego nie ma. Utopia znaczy więc błądzenie. Z chrześcijańskiego punktu widzenia błądzenie, choć jest rzeczą ludzką może się zakończyć dojściem do nikąd .Tylko, że nikąd nie istnieje…Takie trwanie w błędnym rozumieniu Boga i świata teologia nazywa herezją, czyli twierdzeniem, które przeciwstawia się spójnemu obrazowi Boga i prawd chrześcijańskich. Utopia gender, ma pewne znamiona, dzięki którym można posądzić ją o bycie herezją. Dlaczego? Dotyczy struktury człowieka i wkracza na pole aktu stwórczego. Istotą tej herezji jest pomieszanie ról. Pierwszą przyczyną sprawczą nie jest tu Pan Bóg, lecz człowiek i jego wizja mającego powstać lub już zaistniałego życia innej osoby, lub własnego. Gender uderza wprost w akt stwórczy i przeczy metafizycznej konstrukcji człowieka, która posiada niezmienne przypadłości, nie można więc decydować o tym jaką płeć posiada dana osoba, gdyż jest to zawarte w akcie jego zaistnienia, jako konkretna płeć. Nie można się zgodzić z teorią płci kulturowej, której twórczyni Judith Butler, jest jedną z najważniejszych postaci współczesnego ruchu feministycznego, chodzi tu o ten rodzaj feminizmu, który jak się nad nim głębiej pochylimy okaże wiele znamion neomarksistowskich. Ta czołowa amerykańska feministka wysunęła tezę o performancyjności płci i przyczyniła się do tego, że queer znaczy coś sympatycznie odmiennego.

                 O co chodzi? 
                 Wiemy, że angielskie słowo performence, znaczy przedstawienie, gra, wykreowanie czegoś lub kogoś na coś, kogoś kim do tej pory nie był. I bynajmniej nie chodzi tu o dochodzenie do dojrzałości tożsamościowej, gdzie człowiek poznaje kim jest w oparciu o jakiś pozytywny system wartości i o więzi rodzinne. W tym performance chodzi o to, że nie jest ważne to kim tak naprawdę jesteś jako człowiek, to z czego wyrastasz i co Cię konstytuuje. Ważne jest to kim w danym momencie być zapragniesz.

                Można by zadać pytanie, po co takie rzeczy pisać na blogu powołaniowym…? Po to, że w powołaniu chodzi o coś zupełnie innego niż w coraz popularniejszym haśle: performance of your life!!!! -dostosowuj swoje życie, graj w nim rolę jakiej zapragniesz…Powołanie chrześcijańskie rządzi się zupełnie nie genderowym  stylem życia, gdzie człowiek musi je odkryć…Gdzie potrzeba pokornego pytania w kierunku Boga –Stwórcy; Kim jestem, skąd pochodzę i jakie jest moje miejsce w Twoich planach Boże? I w przeciwieństwie do utopii gender,  to miejsce do którego doprowadzi Cię Bóg w Jego planie na Twoje życie jest miejscem realnym. To miejsce gdzie odkryjesz, że najgłębszą prawdą o tym kim jesteś i jaka jest Twoja tożsamość jest ta, że jesteś dziedzicem Królestwa. A Twoim Ojcem jest Król Wszechświata nie jakaś głupia utopia.  

Komentarze

  1. Wszystko zasadza się chyba na pytaniu o istnienie Boga, bo jeśli ktoś uznaje, że Bóg nie istnieje, a człowiek i tylko człowiek kieruje swoim życiem, to stwarza swoje utopie- może to jest jego wrodzona skłonność pytająca o początek, a kiedy jej nie odnajduje, próbuje sam kreować. Ale, z drugiej strony, nawet człowiek niewierzący powinien mieć w sobie jakieś etyczne wskazówki dotyczące ingerencji w cudze życie, bo nie jesteśmy maszynami, a ludźmi, istotami czującymi, myślącymi... To jest chyba najbardziej straszne, kiedy człowiek czuje, że może stwarzać i niszczyć człowieka, zmieniać go, ,,ulepszać". Pytanie, jak odkrywać swoją tożsamość? Można pytać Boga o swoje istnienie, jego sens i cel, ale bardzo trudno uzyskać odpowiedź, albo może łatwo tylko... właśnie, tylko co? Co trzeba zrobić, bo to odkryć?
    Może coś Siostra napisać o ,,metafizycznej konstrukcji człowieka"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się udzielić odpowiedzi na Twoje pytania w następnym poście, choć przyznam, że to o co pytasz nie jest zagadnieniem na które łatwo udzielić odpowiedzi. Uzbrój się zatem w cierpliwość a ja pomyślę, poczytam, pomodlę się i coś tam jeśli Pan Bóg pomoże napiszę. Pozdrawiam :)

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Dbałość, miłość, pielęgnacja...słów kilka na temat rozwoju więzi.

Gdyby nie spotkanie z kilkoma osobami wszystko byłoby inaczej…Myślę o tym, że w życiu tak bardzo istotne są relacje. Ogólnie więzi, które zawieramy.
Może nie jestem jakaś bardzo stara…ale tak teraz mam, że patrzę z perspektywy. Widzę, jak konkretne spotkania, z konkretnymi ludźmi wpłynęły na to kim jestem, co robię, jaki jest standard mojego samopoczucia.
Jakby nie było, ludzi spotykamy od początku…Ledwo wyjdziemy z łona matki. Tak bardzo relacje rzutują na to jaki jest nasz świat. To wręcz oszałamiające…Prawdą się okazuje przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje” i jakaś niezwykła mądrość jest w biblii, kiedy mówi ona o tym, by unikać przewrotnych i złych. Już w psalmie 1 czytamy, że „błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wkracza na drogą szyderców”. Lecz…czy to oznacza, że mam uważać niektórych za gorszych i nimi gardzić?-Bynajmniej. Biblia pokazuje w ten sposób o wiele głębszą prawdę. Chodzi w niej o to, by głębokie, przyjacielskie relacje budować z…

Ocalić Małego.

Bóg to prostota i kruchość mały jest i goły bezdomny i w tułaczce.
Mały w świecie naszych urojonych wielkości na chwilę co rok zwraca na siebie nasze oczy.
Więc Go zechciejmy zauważyć Przyjąć do siebie nie tylko na święta.
Zacząć zupełnie na nowo. Wierzyć w moc ukrytą w najmniejszym.
Ocalić pokorę i oddanie drugiemu by w nas PRZETRWAŁ.