Przejdź do głównej zawartości

Dlaczego Dusza Chrystusowa?


W poprzednim wpisie podzieliłam się z wami najwcześniejszymi „objawami” mojego powołania, ale ten wpis nie jest kompletny. Brakuje bardzo istotnego elementu…Tym elementem jest  charyzmat Zgromadzenia, które mnie pociągnęło. Jest to ważny wątek, ponieważ każde powołanie zakonne kształtuje się w kluczu jakiegoś konkretnego charyzmatu, który nosi w sercu osoba powołana. Ten klucz staje się wielką pomocą w doborze zgromadzenia. Okazuje się bowiem, że autentyczne powołanie charakteryzuje się tym, że posiada ukonstytuowany charyzmat.
Co to oznacza? Mniej więcej to, że jeśli ktoś posiada powołanie zakonne, to to powołanie ma w pakiecie taki bonus w postaci konkretnego charyzmatu, czyli czegoś co szczególnie charakteryzuje dane zgromadzenie, i tak Siostry Albertynki będą miały opiekę nad ubogimi, Urszulanki nauczanie dzieci i młodzieży, Karmelitanki Bose modlitwę w intencji całego świata w kluczu św. Teresy i św. Jana od Krzyża. Nie jest tak, że Bóg pozostawia nam tutaj „wolną rękę”, przeciwnie, wraz z powołaniem daje jakiś przedziwny pociąg do konkretnego sposobu realizacji tego powołania. W moim przypadku dał mi zachwyt Duszą Chrystusową, której obraz po raz pierwszy otrzymałam w liście od siostry odpowiedzialnej za powołania. Pamiętam ten moment doskonale…Wyjęłam pieczołowicie obrazek Pana Jezusa promieniującego (Dusza Chrystusowa) i doznałam stanu, który niektórzy opisują krótkim „zamurowało mnie”. Wychodzące jakby z wnętrza Pana Jezusa promienie zdawały się mnie ogarniać zewsząd, a wyciągnięte z obrazu dłonie sprawiały że w duszy usłyszałam „pójdź za mną” i…znów mnie zamurowało. Spotkanie z tym obrazem pozostawiło w mej duszy jakiś znak, pieczęć na sercu, coś czego nie da się już wymazać. W tamtym liście było zaproszenie na rekolekcje w Siedlcu, które miały się odbyć jakoś trzy miesiące po otrzymaniu zaproszenia. Pamiętam, że czas oczekiwania na wyjazd do Siedlca, był pełen dziwnego napięcia, jakby tam oczekiwało na mnie coś wyczekiwanego, wytęsknionego…Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu na rekolekcje, serce waliło mi szybciej, gdy po błądzeniu w końcu znalazłam się przed pokaźnym białym murem okalającym klasztor. Ogarnął mnie lęk, i może bym stchórzyła gdyby nie koleżanka, którą sama zaciągnęłam na tą „imprezę” i nie wypadało tak nagle dać plamę. Kiedy przekroczyłyśmy bramkę słońce już dawno znajdowało się po drugiej stronie horyzontu, w pamięci mam noc i biały lutowy śnieg, dodający szczypty optymizmu owej jakże przyprawiającej o ciarki sytuacji. Wraz z koleżanką skierowałyśmy nasze kroki do jednego z budynków, po dwóch dzwonkach w drzwiach ukazała się uśmiechnięta siostra w przedziwnym welonie, siostra zaprowadziła nas do domu rekolekcyjnego, gdzie reszta przyjezdnych dziewczyn już radośnie spędzała pogodny wieczór. Zostałyśmy wprowadzone przez kaplicę…I TU TKWI GWÓŹDŹ PROGRAMU!!! W kaplicy bowiem, w ołtarzu wisiał OBRAZ tyle, że o stokroć piękniejszy aniżeli na obrazku, pięknie oświetlony powalił mnie na kolana - tym razem nie tylko że mnie zamurowało ale i powaliło…I co ciekawe, w duszy znów ten sam tekst…żeby pójść. Wzrok postaci na obrazie przeszył najgłębsze tajniki mojego serca i wiedziałam…muszę tu wracać! Wracałam jeszcze przez cztery lata, aż w końcu spakowałam manatki i wróciłam na dobre…Zamieszkałam wraz w Nim.

Komentarze

  1. Siostro dziękuję za cudowne świadectwo, nawet nie wiesz jakie to ważne dla mnie, że przeczytałam je w tej chwili. Niech Bóg będzie uwielbiony za wszystko czego dokonał w Twoim i przez Ciebie w moim zyciu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Siostro, staram się rozeznać moje powołanie. Myślę, że twój blog stanowi w tym niemałą rolę... Bóg zapłać za to! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli dają Ci coś wpisy na moim blogu, to "dzięki łasce, nie dzięki nam samym" :) Ale dziękuję za miłe słowa, są mi teraz bardzo potrzebne:)

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…