człowiek chwili

Czerwone światło. Przejście dla pieszych pod Pocztą Główną w Krakowie. 

Dzień…raczej zwykły(może nieco cieplejszy niż poprzednie). Ktoś stanął obok mnie-siostra zakonna, jak ja. Uśmiechnęła się do mnie nad wyraz serdecznie, jakbym jej sprawiła radość swoją obecnością w tym jakże prozaicznym miejscu. Odwzajemniłam uśmiech, dość szczerze…na ile było mnie stać i pomyślałam… „ zadowolona z życia, w dodatku ukierunkowana na kogoś poza sobą …”. Następna myśl „pewnie nie z Polski-zbyt spontaniczna”….Światło tymczasem zmieniło się na zielone, siostra M, przeszła przez pasy nieco szybciej niż ja. Na „drugim brzegu” ulicy, skupiona na chodnikowych płytach nagle ujrzałam jak stojący wcześniej nieopodal mnie przed przejściem czyjś sandał odwraca się w moim kierunku. „To jakaś faza”-  pomyślałam. Siostra w sandałach zaczepiła mnie czego się już spodziewałam. Nie miałam jednak ochoty na szczególną dyskusję…. Mimo to siostra okazała niezmierne zainteresowanie moją osobą. Chcąc odwrócić jej uwagę zaczęłam więc pytać o jej pracę, Zgromadzenie, miejsce gdzie służy itp…Taka ot, bardzo zwyczajna rozmowa. Powiedziała, że idzie do Kościoła Mariackiego, postanowiłam dotrzymać jej towarzystwa-było mi przecież po drodze. Droga do Mariackiego upłynęła szybko i już miałyśmy pójść każda w swoją stronę, kiedy Siostra M, stwierdziła, że musi jeszcze podejść pod sukiennice-znów było mi po drodze. Przed samymi sukiennicami udało się jej wydobyć ze mnie coś o mnie. I zaczęło się dziać…

Powiedziała mi rzeczy o których jej nie mówiłam. Rzeczy, które bardzo silnie nurtowały moją duszę. Bez potrzeby mojego opowiadania o czymś, udzieliła mi porad, mówiąc zwyczajnie parę słów świadectwa, o sobie. Cała rozmowa mogła trwać góra 10 min a usłyszałam odpowiedzi na pytania, których nawet nie ośmieliłabym się zadać. To było jak spotkanie w drodze do Emaus. Po raz kolejny Jezus ukrył się pod postacią człowieka. Po raz kolejny wcale nie miałam ochoty z Nim rozmawiać. Jak uczniowie byłam pogrążona w rozmyślaniu nad zawiedzionymi nadziejami. On tak przychodzi…

Czasem więc posyła do nas kogoś w Kim się objawia i mówi przez niego. Człowieka tej chwili-Bożego posłańca. Modlę się, bym potrafiła tak samo odpowiedzieć na zaproszenia Ducha Świętego by zainteresować się kimś kto zwyczajnie obok czeka wraz ze mną na zielone światło do przejścia na drugą stronę ulicy.

Komentarze

  1. To właśnie w takich spotkaniach człowiek odkrywa jak się Ktoś nad nim pochyla :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto pragnąć takiego pochylenia, wówczas człowiek odkrywa, że sam może stać się dla kogoś ikoną Chrystusa, to zaś rodzi szacunek i poczucie godności każdego człowieka.

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom