Pod wiatr

Od sierpnia mieszkam prawie nad samym morzem. Tereny jak dla mnie zupełnie nie znane i przez to intrygujące. Korzystając z ostatniej niedzieli wakacji dokładnie dwa tygodnie temu wybrałam się na wycieczkę rowerową w nieznane. Wiedziałam jedynie, że zmierzam w kierunku Bałtyku. I już na wstępie powiem, że nie warto wybierać ścieżek rowerowych…Są co prawda bezpieczne i oznakowane ale za to bardzo przewidywalne. Jeżeli chcesz doświadczyć czegoś więcej musisz się odważyć obrać inną ścieżkę, zaryzykować nieznane, porzucić lęk-paralizator radości wewnętrznej. Więc wyruszyłam polną ścieżką oznaczoną muszelką. Pokonując kolejne kilometry, choć dróżka była wyboista, a rower przeznaczony na miejskie drogi, coraz mocniej doznawałam zachwytu światem na którym mnie Dobry Bóg usytuował. Mnóstwo cudownych pejzaży koiło moje skołatane nerwy a mewi śpiew dodawał wszystkiemu okrasy. Po godzinie jazdy w końcu dotarłam nad Bałtyk. Ustawiłam rower na tarasie, skąd można podziwiać całą plażę i napawałam się morską bryzą oraz szumem fal. W pewnym momencie moją uwagę zajęła pewna niepozorna mewa. Na plaży wiał okazały wiatr, ona zaś sprawiała wrażenie, jakby bawił ją szaleńczy opór wiatru, który uniemożliwiał jej lot w upragnionym kierunki. Zobaczyłam, że mewy mają ciekawe usposobienie, lubią bawić się z wiatrem. Jego opór zanosi je tam, gdzie chcą. Potrafią wykorzystać jego siłę. Nie boją się. Więc ta bawiąca się z wiatrem mewa, która choć machała skrzydłami, przez opór powietrza właściwie stała w miejscu, dała mi dobrą lekcję…Z tym co utrudnia życie trzeba się umieć odpowiednio zabawić, niczym ta mewa. Umieć wykorzystać siłę przeciwieństw do lotu tam, gdzie chcemy. Zauważyć, że czasem oklepane ścieżki rowerowe są ograniczeniem i spróbować nowego, choć stawiającego opór szlaku po niewygodnych wybojach. Wtedy, można zobaczyć nowe pejzaże życia. Warunek jest jeden…Ten mewi trening, stawianie twarzą w twarz z wiatrem, by jego siła wysmagała pióra z pyłu ziemi.

Komentarze

  1. Siostro :-) Jakie było moje miłe zaskoczenie, jak natrafiłem na Twój blog ;-) Nie wiedziałem, że prowadzisz swój :-) I widzę, że już jakiś czas... Pozwolę sobie w wolnym czasie zerknąć na posty, a już teraz pochwalić za miły wygląd. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, dziękuję za Twoje "lajki" itp. i błogosławię ;-) + Niech Dusza Jezusowa będzie Twoją twierdzą, w której trwasz i się uświęcasz. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Umieć wykorzystać siłę przeciwieństw, prawdziwe jest to co napisałaś. Niech Jezus zawsze Cię obdarza tym co dobre dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten mewi trening, stawanie twarzą w twarz z wiatrem, by jego siła wysmagała pióra z pyłu ziemi. W przeciwnościach Duch Święty smaga nas z chorej ambicji, własnych wyobrażeń o wielkości, pokusy znaczenia. Stójmy wytrwale, jak mewa zawierzając Bogu naszą słabość. Siostro, dobrze, że znowu coś napisałaś, długo do Ciebie zaglądałam i bezskutecznie. Pomyślnych wiatrów od zalewu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom