Chrześcijański fitness..

Dziś w liturgii znak drogi. Jezus jest w drodze dziś i jutro a trzeciego dnia będzie u kresu. U św. Pawła natomiast w pierwszym dzisiejszym czytaniu znaleźliśmy bardzo praktyczne porady co ze sobą na tę drogę zabrać. Poza całym rycerskim ekwipunkiem Paweł zaleca coś szczególnie ważnego: założyć na nogi gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju.

Gdy tak siedząc w Kościele słuchałam dziś homilii naszego wikarego, olśniło mnie nagle odkrycie całkiem oczywiste. Być chrześcijaninem, to znaczy być człowiekiem w ruchu. Ten ruch odbywa się na konkretnej wyznaczonej nam drodze. Nazwa drogi: JEZUS. Nie to jednak było najbardziej pocieszającym odkryciem dzisiejszego Słowa. Zrozumiałam coś jeszcze… Nie chodzi o to by nie błądzić. Nie chodzi o bezbłędnie wyznaczoną trasę i pokonanie jej bez pomyłki. Błądzić jest rzeczą ludzką i właściwie, dopokąd żyję, błądzić będę. Chodzi o coś zupełnie innego, o bycie idącym w imię Pana.  O bycie idącym! O to by się ruszać!  By duchowo nie zastygnąć.

Więc się dzisiaj modlę: Panie jak po mnie przyjdziesz, proszę: zastań mnie w ruchu. Spotkaj mnie idącą i w butach dobrej nowiny o pokoju. Nawet jeśli przyjdzie mi leżeć, niech moja dusza nigdy nie przestanie wędrować za Jezusem do Jerozolimy.Amen.

Komentarze

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom