Przejdź do głównej zawartości

Potrzeby cielesne...

Ciało czy dusza? Dzisiejszy dylemat z liturgii Słowa Bożego jest wspaniałym wstępem do czekających nas uroczystości Wszystkich Świętych oraz dnia zadusznego. Jezus wybiera ciało by uratować duszę.  W dzień szabatu pojawia się przed nim człowiek poważnie chory. Duchowi mentorzy epoki Jezusa, z potępieniem spoglądają jak pochyla się nad potrzebującym pomocy ciałem. Jakby zapomniał o duchowej powinności wobec szabatu. Nie wolno w szabat nawet uzdrawiać.

To świetnie, że Jezus pokazał im odpowiednią kolej rzeczy. Zanim staniesz się duchowy, jesteś ciałem. Jeśli nie zadbasz o ciało, nie dojrzejesz do duchowości. Tylko człowiek głęboko pojednany z własną cielesnością, potrafi złożyć jej „kaprysy” w ofierze dla Pana. Nie może być odwrotnie. Jeśli nie pojednamy się z potrzebami ciała i nie wyjdziemy im naprzeciw, pomimo „szabatu”, nigdy nie uczynimy z naszych ciał daru dla duszy. Będą się nawzajem zmagać kontra sobie.

 Tymczasem bywa, że dusza lepiej dogaduje się z ciałem, gdy ono jest otoczone należytą czcią. Wszak ciała nasze świątynią są Ducha, i Bóg w nas mieszka. Święty Paweł w liście do Filipian modli się o wyczucie dla oceny tego co lepsze… Obyśmy zrozumieli jak ważne jest to wyczucie. Dialog z Duchem mieszkającym w nas, dla poznania co należy czynić. Tak to nasze dusze odziane ciałami, tak pięknie przez Stwórcę utkanymi niech podążają w kierunku świętości. Święty jest zawsze cały człowiek, z duszą i ciałem. Ciało też ma zostać uwielbione.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…