Przejdź do głównej zawartości

Tajberiańska tajemnica...

Była dumną córką bogatego fabrykanta, posiadała solidne wykształcenie muzyczne, mogła postawić swe kroki tam gdzie zechce. Co się stało, że zrezygnowała z kariery muzycznej, z bogactw domu rodzinnego i w towarzystwie dwóch kobiet postanowiła zamieszkać w skromnych warunkach? Co dało jej siłę do heroicznej wyprawy w głąb Polski, z terenów obecnej Ukrainy? Co skłoniło do znoszenia trudnych dla szlachcianki warunków wyprawy? Przecież…rodzina z pewnością zapewniłby jej bardziej dostatnie życie i możliwości rozwoju. Z pewnością droga, którą wybrała Tajberówna nie prowadziła do samorealizacji. Przeciwnie! Była to podróż przez wyrzeczenie siebie i ogołocenie z wszelkich pozostałości dobrze sytuowanego pochodzenia. Tylko…W IMIĘ CZEGO?

                 W imię tajemnicy…

Tę tajemnicę poznała znienacka.  Rozczytująca się w filozofii materializmu marksistowskiego Zofia Tajber odczuwała pustkę. Pozór „mądrości tego świata” jak powiedziałby św. Paweł nie zaspokoił jej serca ani umysłu. Opróżniona i pragnąca, wciąż nie znająca odpowiedzi na pytanie o sens życia weszła do Kościoła św. Aleksandra w Kijowie i spotkała TEGO, który okazał się być odpowiedzią. TEGO, który jest prawdą, której tak długo szukała.

                Napisała później  w swym notatniku duchowym „moja dusza wciąż obijała się o różne kanty(…) uderzyła w końcu o Kościół”. Niczym rozbitek, na morzu ideologii tego świata, tak bardzo podobna nam wszystkim wreszcie w wielki piątek 1915r dobiła do portu.

                Tak często wydaję się, że szczęście to sukces, spełnienie, docenienie przez innych…Ona po przyjeździe do Krakowa, gdzie chciała zakładać zręby zakonu Boskiej Duszy Jezusa spotkała się z krytyką i niedowierzaniem. Uznana za heretyczkę i głosicielkę nowinek, rozpoczęła pokorną służbę z charakterze pokojówki. Kobieta wychowana w luksusach…Na początku tłukła szklanki i nie wiedziała jak zabrać się za pracę. Ileż upokorzeń…

                Bóg ma swój plan…

By kierować innymi ludźmi, by prowadzić ich dusze trzeba być jak Dobry Pasterz. Praca pokojówki bez wątpienia nauczyła Zofią Tajber szacunku do najprostszych, pospolitych obowiązków życia codziennego. Dała też zrozumienie dla ludzkiej niezgrabności i trudu fizycznej pracy. To wszystko okazało się z pewnością wielką pomocą, gdy po latach przyjmowała do Zgromadzenia osoby pochodzące z terenów wiejskich, naznaczone trudem pracy w polu. Godność ludzkiej duszy, ze względu na TEGO, który w niej zamieszkuje kazała jej dbać o sposób myślenia. Pragnęła myśleć o innych nie sama, lecz w łączności w Jezusem w niej żyjącym. Stała się propagatorką „dobrej myśli”.

I gdy się czyta jej pisma, dochodzi się do wniosku, że w Duszy Syna Bożego odnalazła leki na wiele współczesnych chorób. Zapraszam do kontaktu z myślami i słowami tej niezwykłej Polskiej kandydatki na ołtarze.

Komentarze

  1. Czy to, co jest dostępne w internecie to wszystko, czy są jeszcze jakieś inne kompendia, czy też książkowe pozycje, które warto by poznać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest Wybór pism i szereg opracowań o Matce jak "Łuskanie Kłosów" s.Bogny Młynarz. Zachęcam do podania mi adresu pocztowego na e-mail który można znaleźć w zakładce kontakt:)

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…