Przejdź do głównej zawartości

Coach Jezus?

Jakoś mi nie po drodze ta dzisiejsza Ewangelia. Ogólnie cała Liturgia Słowa. Mam sobie wyobrazić ucztę w towarzystwie chorych, ułomnych, odrzuconych na margines. To jeszcze nic!
Mam sobie uzmysłowić, że nie jestem lepsza! Że należę do tego niezbyt wylansowanego towarzystwa…Bo przecież w pierwszym czytaniu słyszę, że mam oceniać drugich za wyżej od siebie stojących.

Jeżeli chcesz coś dać, daj temu który nie może się Tobie odwdzięczyć. Kochaj tego, kto nie odda Ci miłością za miłość i szanuj osobę, od której nie otrzymujesz szacunku. Pracuj dla człowieka, który Ci nie pomoże. Nie odpowiadaj plotką ma plotkę. Przeciwnie…Błogosław.

Tak. Chrześcijaństwo to nie coaching. To droga totalnie niezgodna z pomysłami współczesnego świata. Jezus, gdyby był coachem, uczyłby że prawdziwym sukcesem jest przezwyciężenie siebie samego. Pojednanie z własną niezgodą na  niesprawiedliwość. Zgoda na to, by mnie ktoś wyprzedził. Pozostawanie na małym i ubóstwo.

Jezusowa wizja wielkości człowieka polega na zdolności wydobycia z siebie czegoś więcej niż jedynie instynktu przedsiębiorczości. Jezus mówi o wyborze ostatniego miejsca. Zaprasza swoich przyjaciół, by zamieszkali w slumsach z tymi których nazywa swoimi braćmi.

Czy Jezus nie chce moich sukcesów? Myślę, że cieszy się naszymi powodzeniami , wie jednak, że nie one dają szczęście i pokój serca. A pokój serca rodzi się z prostoty i umiłowania tego co nie jest szlachetne. Znajduje się w zgodzie na człowieka takiego jaki jest. W zgodzie na siebie samego, takiego jakim jestem. W gruncie rzeczy Jezus jest najlepszym trenerem samoakceptacji .

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…