Przejdź do głównej zawartości

Hezychia

Myśląc ASCEZA, przychodzi na myśl umartwienie ciała przez poskromienie np: potrzeby zjedzenia czegoś dobrego. To chyba najbardziej nam przychodzi do głowy. Ale…to nie jest ASCEZA. Jeszcze nie, lub nie tylko to…

Asceza to dążenie do duchowej harmonii, do jak nazywali to ojcowie pustyni hezychii. Dziś zapomniana i nie modna hezychia zasługuje na Twoją uwagę jeśli pragniesz zrozumieć istotę ascezy. Hezychia to sztuka, nie metoda. To melodia która rodzi się wewnątrz pogrążonego w milczeniu serca. I znowu…Mylisz się jeśli uważasz, że milczenie to niemówienie niczego. Milczenie to nie tylko brak mowy. Milczenie to cały świat osoby która je praktykuje. To brak rozgadania duchowego.

Rozgadanie duchowe to nieustanna potrzeba dostarczania sobie bodźców, bez refleksji nad ich sensem. To ucieczki w Internet, telewizję, działactwo.
Hezychia to wybór najsmakowitszych spraw tego świata. TAK! Asceza polega na nie wybieraniu byle czego, lecz na umiejętności wybierania z życia spraw najlepszych-najsmakowitszych. Chodzi o taki styl życia w którym karmisz się pokojem, wewnętrzną równowagą i spójnością. Kiedy się duchowo zdrowo odżywiasz.

Hezychia to porządek. To dialog ciała z duszą, które w toku tej wewnętrznej rozmowy są w stanie wyłonić program życia dla człowieka którego dotyczą. Taka dyskusja duszy z ciałem nie jest konfliktowa, naprawdę oboje się podtrzymują i wzajemnie podpowiadają co czynić.

Hezychia to zdolność usłyszenia w sobie tego wewnętrznego dialogu. Jan Klimak znakomity hezychista wskazuje na trzy drogi hezychii są nimi: oderwanie od wszystkich rzeczy, wytrwała modlitwa i nieustanna czujność serca. Drogą ku temu jest właśnie dialog duszy i ciała, które dokonują wzajemnej transakcji dla dobra człowieka. Można by to nazwać analizą transakcyjną Jana Klimaka ( kto liznął psychologii nieco wie skąd zaczerpnięte  jest określenie).


Komentarze

  1. Dziękuję Siostro za ten wpis. Jak można poskromić myśli i w jaki sposób dążyć do takiej ascezy? Czy dobrym sposobem jest uczynienie sobie planu dnia i robienie wszystkiego zgodnie z nim...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie jestem na tym etapie planu dnia. Powiem, że jest ciężko ale warto. Człowiek się bardziej trzyma.Czy wszystko robić zgodnie z planem? Zawsze na początku wszystkich dzieł musi stać miłość, dla niej plan możne a nawet trzeba czasem zmienić...

      Usuń
    2. mam teraz taki czas, że czuję się kompletnie bezużyteczna i zła, bez względu na to, co robię, może właśnie dlatego powinnam robić to, co powinnam w danym momencie, skoro i tak nie wiem, co powinnam tak w ogóle... dziękuję

      Usuń
    3. W gruncie rzeczy nie chodzi o działanie ale o wybieranie tego co bardziej służy duszy. To zależy od powołania itd.

      Usuń
    4. a jeśli ktoś nie odkrył jeszcze swojego powołania?

      Usuń
  2. jakbym czytała Anselma Gruna

    OdpowiedzUsuń
  3. A może, zamiast Analizy Transakcyjnej Jana Klimaka lepsze byłoby określenie Triada Ascetyczna (od Trójkąta Dramatycznego Erica Berne oczywiście)...?

    OdpowiedzUsuń
  4. Chodzi o taki styl życia w którym karmisz się pokojem, wewnętrzną równowagą i spójnością. Kiedy się duchowo zdrowo odżywiasz.
    Chyba o Boga tutaj chodzi, bo skąd pokój, wewnętrzna równowaga i spójność. Kto trwa we Mnie...
    Ten wpis Siostry jakiś inny, niż te do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taki w duchu Ojca Krzysztofa Pałysa, który też często pisze o Ojcach Pustyni --> http://kpalys.blogspot.com/

      Usuń
    2. Pora wyjść na pustynie....Tyle w temacie.

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…