Miejsce święte

Niepokoi mnie fakt, że wielu ludzi Kościoła pokłada swą ufność w dziełach własnych rąk, w tym ile i co robią. Niepokoi mnie, bo nasza wartość jest głębiej. W dziełach naszych rąk winno odbijać się wnętrze. I choć sama wpadam w pokusę wiary w to, że tyle znaczę ile mnie docenią czuję jednak głęboki zgrzyt. Bo można się zakręcić jak chomiczek w kółku…zapomnieć gdzie się biegnie i po co.Nie wiem jaką jakość posiadają moje czyny, jeśli w duszy pustka i chaos. Nawet moje głoszenie Jezusa…przestaje być głoszeniem z mocą. Zaczynam głosić własny sukces, przeżywam nadmiernie porażki i eliminuję mentalnie ludzi, którzy myślą inaczej, którzy śmią polemizować z moim pomysłem na życie(duchowe)….

To się dzieje powoli, jest jak rdza która po kawałku zabiera dla siebie serce człowieka. Niepostrzeżenie Cię zajmuje fragment po fragmencie. Korodujesz…

Dlatego wybieram pustynię i drogę przez nic…Wybieram codzienną walkę z demonami moich żądz. Wybieram budowanie wewnętrznej celi…MIEJSCA ŚWIĘTEGO. I chce żyć w wolności Bożego dziecka. Nie zgadzam się na własną przeciętność…jest moim balastem-niosę ją stanowczo za długo. Pożera mnie.

Potrzebuję wewnętrznego miejsca świętego, małej celi, mojego schronienia. Miejsca gdzie pachnie żarzącym się kadzidłem…gdzie podtrzymywany jest ogień. Sprawdzianem mojej zakonności nie jest opinia tego świata, ani jego model działania. Ja- siostra Duszy Jezusa muszę mieć przede wszystkim czas na pielęgnację mojej duszy, wewnętrznego sanktuarium. Ono musi być piękne, bo mieszka w nim ON…Pasterz, Brat, Bóg.

Jeśli jej nie zbuduję, pozostanę bezdomna w moim czynieniu…Nie będzie skąd wychodzić i dokąd wracać. Jedynie ona, wewnętrzna cela uprawnia mnie do czynów. Tylko z nią jestem kompetentna.

Komentarze

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom