Przejdź do głównej zawartości

Nasze interesy a Jezusowy Krzyż..

Wiemy, że Pan przyjdzie znowu…Że czeka na nas uczta. Smakowanie Jego obecności. Jaką jednak strategię przyjąć, by nie przegapić momentu otwartych drzwi?

 Dzisiejsza Ewangelia zdaje się być podprowadzeniem pod tą strategię. Okazuje się, że nie wystarczy zacząć budować, by zbudować. Nie wystarczy walczyć, by zwyciężyć. Trzeba wpierw usiąść i pomyśleć. Zastanowić się nad zasobami jakie posiadam. Jest to pytanie o wewnętrzne bogactwo. O siłę ducha.

Bo tak się zastanawiam…Jak Jezus odwrócił się do tłumów które szły za Nim i powiedział „kto miłuje ojca lub matkę, brata lub pole bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien”, to po co to powiedział? Być może znając ludzkie serca wiedział, że tłumy ciągną za Nim dla zysku. Ludzie chcieli mieć znajomego Jezusa, bo wtedy łatwiej było o jakieś profity.  Może podobnie jak matka synów Zebedeusza, pragnęli w królestwie jakie miał zaprowadzić Jezus w ich mniemaniu na ziemi być ministrami, ważnymi osobistościami. Być może ludzie epoki Jezusa, przez chodzenie za Nim chcieli zapewnić sobie i swoim rodzinom byt…

A Jezus mówi o tym, że zaczęli budować ale nie wystarczy im sił na dokończenie…bo…jak  zobaczą zgorszenie krzyża porzucą cegły, i uciekną…A miało być tak pięknie. Mieliśmy mieć swoje królestwo i swojego króla i…nici.

Jezus nie podlega manipulacjom,  jest tak pięknie wolny. Zakochany w pełnieniu woli Ojca choć wie… że zwycięstwo Jego królestwa rozpocznie się na krzyżu.

Dlatego mówiąc o nienawiści własnych rodziców, nie ma na myśli braku miłości do nich. Ma na uwadze ludzkie intencje dla których przychodzą do Niego. Chce powiedzieć…Nie załatwiajcie na mnie ludzkich interesów. Nie jestem drogą do taniego sukcesu dla was i waszych rodzin.Jeśli idziesz za mną…weź też i mój Krzyż.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…