posłuszeństwo niewidome.



Chciałabym bardzo mieć w sobie to coś, co posiadał niewidomy pod Jerychem. Szczerze mu tego zazdroszczę. On wierzył. Polegał na Słowie, które mu ktoś zaniósł. Jest więc coś w czym nie różnię się od niego niczym i coś w czym różnię się całkowicie. On był niewidomy-ja też (chodzi o duchową ciemność) –tutaj jesteśmy do siebie podobni. Jest jednak coś w czym się od niego całkowicie różnię. To jest Jego wiara, w ogłoszone mu Słowo. Jezus za chwilę tu przyjdzie!!!
On uwierzył. Ja mam nadal nadzieję, że to jeszcze nie teraz…że Pan przyjdzie później. Adwent tuż tuż…Pan przyjdzie! I choć śpiewam w kościele ze wspólnotą sióstr i braci „Marana Tha”-nie wierzę.
Gdybym uwierzyła…Może podjęłabym próbę jakiej się podjął ów niewidomy. Ale…ja nie dowierzam i przecież byłoby wstyd, gdybym zaczęła wołać o pomoc i litość w powietrze.
Jednak Pan przyjdzie. On tu idzie! Muszę się zdobyć na to ryzyko jakim jest wiara. Ogłaszając wszem i wobec, że jeśli On się nie zmiłuje, nad moją ciemnością, pozostanę w odwiecznych mrokach. Dlatego trzeba żebym wołała, odsłaniając tym samym własną nędzę przed światem.

Komentarze

  1. jeśli On się nie zmiłuje, nad moją ciemnością, pozostaną w odwiecznych mrokach.
    Siostro zmiłuje się!!!!! Niech cię prowadzi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Poszukiwanie własnej wartości.

Jezus wybrał bydle.

Gdzie jest dusza?