Przejdź do głównej zawartości

Jak gąbka.

Przy okazji drugiego dnia świąt i postaci św. Szczepana nasuwają mi się dwie sprawy.
Pierwsza to hart ducha, druga to świadectwo. Św. Szczepan jako pierwszy oddał życie za Chrystusa. Poszedł na całość i nie zostawił dla siebie nic. Z pewnością, nie stało się to przez przypadek. Szczepan do tego dojrzewał. Niepozorna wierność małym rzeczom i umiejętność zgadzania się z przeciwnościami wytworzyły w nim zdolność do oddania życia.

Gdy o tym myślę przygniata mnie myśl o komforcie w jakim żyję. O tym jak szybko przywiązuję się do wygodnego życia i jak trudno mi wyjąć do drugiego człowieka. I cóż…Prawdopodobnie, nie stać by mnie było na gest Szczepana.

Jesteśmy często jak gąbka. Nasiąkamy tym, czym się otaczamy. Nie ma mocnych. Gdy choć na chwilę odchodzę od Ewangelii od razu zaczynam żyć światem i jego logiką. Mówię tak jak świat, myślę jak świat i działam jak świat. Tylko Ewangelia i spotkanie w głębi duszy z obecnym tam Bogiem nasyca mnie Życiem, przez duże „Ż”. Inaczej po prostu wydzielam z siebie śmierć. Współczesność jest bowiem przesycona kulturą śmierci.

Dlaczego tuż po Bożym Narodzeniu, wspominamy męczeństwo? Toć to paradoksy, narodziny i śmierć? Może właśnie dlatego, że nasze życie jest nieustanie zawieszone pomiędzy tymi dwoma…Życie i śmierć nierozerwalną parą chodzą.

To jest właśnie przesilenie, które w tym okresie roku astronomicznego obserwujemy w przyrodzie. Dzień i noc a noc wydaje się zwyciężać. Życie i śmierć a przecież to śmierć wydaje się zwyciężać. Ostatecznie nikt przed nią nie ucieknie…Pozornie! Bo to właśnie w tych najkrótszych dniach roku światłość wielka zstąpiła na ziemię. Światłość, która pokonała ciemności. Pozornie! Bo przecież kiedyś śmierć została pokonana przez życie i niektórzy wszak dożyją paruzji. Nie mamy pewności czy nie będziemy to my!

Śmierć Szczepana pod gradem kamieni jest początkiem życia Pawła, Który stoi i patrzy na tę sytuację. U jego stóp składają szaty umęczonego Szczepana i to on-Paweł założy je już nie długo na siebie, sam po kawałku oddając życie aż do męczeństwa.

Życie więc ostatecznie zwycięża. Światło zwycięża.  

Szczepan i Paweł, bracia krwią złączeni. Oboje wzięli swe brzemiona na siebie. Życie konsekrowane wymaga takiego spojrzenia.  To trudne, oddawać życie za współsiostry, szczególnie wtedy, gdy te nie okazują wielkiej wdzięczności. Ale…Paweł widząc kamienowanie Szczepana też jej nie okazywał…Potrzebował czasu.

Modlę się dziś bym potrafiła żyć tym o czy czytam w dekrecie Perfectae Caritatis , że:
Zakonnicy, jako członki Chrystusa, w obcowaniu braterskim powinni wzajemnie się wyprzedzać w okazywaniu czci (por. Rz 12,10), jeden drugiego brzemiona nosząc (por. Gal 6,2) koro bowiem miłość Boża rozlana jest w sercach przez Ducha Świętego (por. Rz 5,5), wspólnota zakonna, jako prawdziwa rodzina zgromadzona w imię Pana, cieszy się Jego obecnością (por. Mt 18,20). Miłość zaś jest wypełnieniem prawa (por. Rz. 13,10) oraz węzłem doskonałości (por. Kol 3,14) i wiemy, że dzięki niej przeszliśmy ze śmierci do życia (por. 1 J3,14)

Komentarze

  1. "Tylko Ewangelia i spotkanie w głębi duszy z obecnym tam Bogiem nasyca mnie Życiem..." - piękna konstatacja, i tego się trzymajmy! Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…