Przejdź do głównej zawartości

Zawiązane oczy i droga.



Trzeci z zakonnych ślubów zdaje się nastręczać najwięcej trudności.
Posłuszeństwo.
Wydaje się, że kiedyś mieli z nim łatwiej. Jakoś prościej pojmowano Boga i zakonność.
Człowiek nie wikłał się w to co mu się należy a co nie…
Być może…Jednak posłuszeństwo od zawsze nastręczało zakonnikom i zakonnicom nie mało trudności. Ślub ten jest bowiem uwarunkowany pewną cnotą, która jest dla nas wszystkich mega wymagająca. Chodzi o pokorę.

Zasadniczo to na niej zbudowany jest cały gmach życia duchowego. Bez niej nie ma nic, jest fikcja i gra pozorów. Można więc uchodzić za doskonałą siostrę zakonną i z pychy aż pękać…I to z pewnością wielce cieszy wroga zbawienia. Niestety, haczyk ten jest niezwykle pociągający. Złowiony na niego człowiek zaczyna robić wiele dla Pana, nawet wiele ofiarować, pościć, odprawiać długie modły…Tak! Ale wszystko to jedynie dla pochwał i dobrego samopoczucia.

Posłuszeństwo zakonne wymaga nie raz rezygnacji z własnego zdania, porzucenia planów na przyszłość, i co jest bardzo bolesne rezygnacji z własnego czasu. Czas zakonnika to czas Pana. Cały czas ucho mego serca ma być przyłożone do serca Boga. I Bóg, posługując się nie raz naprawdę bardzo ograniczonymi ludźmi, prowadzi mnie przez życie drogą na której cały czas mam niejako zawiązane oczy.

Dziś często dość negatywnie wypowiadamy się o tak zwanym „ślepym posłuszeństwie”. Jednak…w istocie życie ślubem posłuszeństwa jest trochę jak gra w ciuciubabkę. Człowiek o zdrowym zmyśle wzroku pozwala sobą kierować. My też, posiadamy wszelkie zdolności do prowadzenia życia „o własnych siłach” jednak zdajemy się na przełożonych.

Jestem w zakonie 11 lat i powiem, że im więcej drogi przebyłam, tym wyraźniej widzę, że nawet te niezrozumiałe dla mnie decyzje przełożonych ukształtowały we mnie  człowieka, którym bez nich nigdy bym się nie stała…

To trochę jak w filmie „Bezcenny dar”. Człowiek chciałby otrzymać w spadku fortunę a tu, jakiś dziadek zza światów, każe najpierw doświadczyć bezdomności, ubóstwa, więzienia, przyjaźni. Posyła Cię w miejsca, gdzie masz tego wszystkiego doświadczać. Możesz w trakcie przeklinać dziadka, ale po skończony zadaniu stajesz się innym człowiekiem . Film gorąco polecam!

A Perfectae Caritatis  nam powie :
Niech przeto zakonnicy w duchu wiary i umiłowania woli Bożej ukazują swym przełożonym, zgodnie z przepisami reguły i konstytucji, pokorną uległość, wykorzystując siły rozumu i woli, jak też dary natury i łaski do wykonywania poleceń i spełniania powierzonych im zadań w przekonaniu, że się przyczyniają do rozbudowy Ciała Chrystusowego wedle Bożego planu. Takie posłuszeństwo zakonne nie tylko nie umniejsza godności osoby ludzkiej, ale owszem, doprowadza ją do pełnej dojrzałości, pomnażając wolność dzieci Bożych.( PC 14)

Komentarze

  1. Myślę, że pokora jest cnotą, którą nabywamy przez posłuszeństwo np. przełożonym. Można by powiedzieć, że jest to ewangeliczne ćwiczenie polegające na "nie stawianiu oporu złemu", tj. na odbieraniu niszczącej mocy naszemu przeciwnikowi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla zainteresowanych polecany przez Siostrę "Bezcenny dar"...
    https://www.youtube.com/watch?v=nMwNb-gzB0I

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję... "Bezcenny dar", to dar życia, którym mamy się podzielić, by w końcu go całkowicie oddać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak rozumieć słowa,że życie zakonne wymaga nieraz rezygnacji z własnego zdania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o to, że mimo tego, że mamy swoje zdanie ostatecznie poddajemy się pod decyzję przełożonych. To nie raz boli.

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…