Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Ocalić Małego.

Bóg to prostota i kruchość mały jest i goły bezdomny i w tułaczce.
Mały w świecie naszych urojonych wielkości na chwilę co rok zwraca na siebie nasze oczy.
Więc Go zechciejmy zauważyć Przyjąć do siebie nie tylko na święta.
Zacząć zupełnie na nowo. Wierzyć w moc ukrytą w najmniejszym.
Ocalić pokorę i oddanie drugiemu by w nas PRZETRWAŁ.

O modlitwie, która szuka człowieka.

Moje myśli krążą ostatnio bardzo intensywnie wokół imienia Jezus. Przyznam, że nie bez skruchy, ponieważ zauważyłam, że imię nie zawsze jest używane przeze mnie w celach w jakich używane być powinno.Właściwie czuję się trochę jak ślepiec, któremu wrócił wzrok. Naprawdę, dotąd bardzo często używałam imienia Bożego na daremno. Z pomocą przyszła modlitwa Jezusowa i tradycja filokalii. 

Chodziła bowiem za mną jakoś uparcie, wracała, choć ją porzucałam, pukała spokojnie do serca, lecz nie było w niej natarczywości. Bez narzucania się, jakby mnie szukała. Doświadczenie bycia szukanej przez modlitwę, jest naprawdę czymś mocnym. Kiedy sobie to uświadomiłam, wzbudziło się we mnie wielkie wzruszenie i wdzięczność. Bo naprawdę modlitwa Jezusowa chodziła za mną jakoś mimo mego uporu i braku uwagi.

Może to dlatego, że cechami którymi można by opisać tę modlitwę najlepiej są: pokora,cierpliwość, łagodność i wierność. 

Szczerze powiem, że z rok temu przyszła znów-już po raz "enty", przyszła i…

Miłosierna.

Skruszona, skulona w sobie…niczym zaciśnięta piąstka noworodka, bo przecież dopiero co powstała. Ewa-zaciśnięta własnym poczuciem winy, żalem i konsekwencjami zła, których jako pierwsza z nas mogła doświadczać. Jej dramat zdaje mi się być o tyle straszniejszy, że przecież znała smak życia bez grzechu, znała inną jakość życia.
Teraz jednak skulona w sobie i obezwładniona, z kulejącą od ukąszenia w piętę nogą. Iż wszyscy kulejemy tym ciosem. Idziemy kuśtykając raz po raz, niepewnie. Zwątpienie i smutek to nasz codzienny chleb. I byłoby nadal tak strasznie ponuro, gdyby nie ONA…Niepokalana.
Sekret jej pokory i uniżenia, oraz tajemnica bycia zawsze w cieniu Syna-jej milczenie i wskazywanie na Pana. Kobieta w której słowo Matka osiągnęło najwięcej możliwych konotacji. Cała w ofiarowaniu, nic nie zatrzymująca dla siebie, przez co nazwana pełną łaski –kecharitomene.
We mnie odnajduję obydwie. Widzę w sobie ukąszoną egoizmem Ewę, lecz dostrzegam też i Maryję. Są we mnie postawy wynikające z Mar…

Przesłanie do rozdartej ziemi.

Pustynia…jak kanwa na której zbudowana jest Ewangelia II niedzieli  Adwentu. Błogosławiona pustka adwentowego oczekiwania. Okazuje się bowiem, że to właśnie pustość –wytwarza odpowiedni klimat, dla głosu, który jest słyszany z pustyni. Słyszę głos, lecz jeszcze nie rozumiem Słów. Jestem może za daleko, a może Słowo rozmyte jest jeszcze w dawnym tonie –tonie Starego Przymierza. Głos wołającego w pustości staje się echem –słyszę głos – ale wciąż czekam na zrozumienie Słowa.
Jan Chrzciciel mieszkał w pustyni, posiadał więc pożądaną przeze mnie pustość –nie mylić z pustotą. Pustość to nie brak apetytów, to pozostawanie na tym co wystarcza, to zmaganie z apetytem. Jan zmagał się z własnym apetytem dosłownie…ale zmagał się również z apetytem na bycie wielkim prorokiem, nauczycielem, nawet mesjaszem. Jednak pozostał najmniejszym, bo tak wybrał, bo ku małości został wybrany . Choć, przecież nazywany jest największym z narodzonych w Starym Przymierzu.
Pustynia jest taka! To na nią wychodzi się z…

Daj się pocałować.

Tak sobie myślę o tym, co dziś próbuję usłyszeć. Ewangelia mówi o rozradowanym Jezusie, Który się cieszy w Duchu Świętym, z tego, że Ojciec pokazuje tajemnicę swą tym, którzy są jak dzieci. W sumie nieco mnie to powaliło…Po głębszym namyśle jakoś przyszło mi do głowy proste odkrycie. Objawianiem Boga jest Jezus-to raczej do nas dociera, ale gdyby zapytać o to co Jezus najpełniej o Ojcu powiedział, to wychodzi na to, że powiedział proste „Tatuś”-Abba. Jezus mówiąc „Tatuś”- opowiada jednak o Nim jak o kobiecie, która nosi niemowlaka-czyli nas.
I przypomniało mi się, że jest w biblistyce takie pojęcie jak RAHAMIM(רַחֲמִים) -którym określa się MIŁOSIERDZIE. To słowo, oznacza też…ŁONO MAMY.
Wniosek jaki mi się nasunął jest kojąco piękny. Bóg w swoim Miłosierdziu cieszy się jak to widzimy u Jezusa w dzisiejszej Ewangelii, kiedy my traktujemy Go jak dzieci.
Czyli o co chodzi?
Chodzi o taką prostą sprawę, żebyśmy potrafili zrobić tak jak każdy malec wówczas jak go coś boli. My się krępujemy naszy…

Stanie, czekanie i prawda.

Już po pierwszych nieszporach…więc się zaczęło. Czas ciemności, oczekiwania na światło. Przypomina mi on o tych niezliczonych osobach, które żyły w tym pierwotnym adwencie dziejów. O tych, którzy wsłuchani w głosy proroków, z wiarą przyjmowali, że „oto Pan Bóg przyjdzie”-że wydobędzie ich z mroku, jaki spowijał ich serca, z okropnego potrzasku grzechu zaciągniętego przez prarodziców.
Myślę o nich, bo jak nigdy wcześniej stają mi się dziś bliscy. Ze względy na swoje czekanie, swoją wiarę i swoją ciemność. Adwent bowiem, to nie tylko kolorowe, roratnie lampiony, i choć nuta radości w faktu Wcielonego w Maryję Mesjasza dźwięczy nam kojąco w uszach, Adwent przypomina i uobecnia owe oczekiwanie pełne mroku.
Widzę dziś taką stronę Adwentu, która rozgrywa się w głębi duszy ludzkiej. Adwentu który przeżywa się wówczas, gdy chce się naprawdę spotkać już Pana, ale serce, dusza, wszystko w człowieku pogrążone jest w ciemności.
Adwent dziś mówi mi, że muszę w tą ciemność wejść, jak do kościoła, tuż …

Przymus czy prawda?

Piłat zapytał Jezusa „Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?”. Bardzo bezpośrednio, bez konwenansów i wprost. Piłat zresztą jak podają źródła historyczne nie słynął z wrażliwości i raczej się nie patyczkował z ludźmi, był to człowiek surowy i twardy.
Jezus odpowiada „Czy to mówisz sam od siebie, czy też inni powiedzieli Ci o mnie?”-pytanie za pytanie.
Później Piłat obnaża swą pogardę wobec Żydów „naród twój i Arcykapłani wydali mi Ciebie”. Bardzo mocno oddziela się od tego, co żydowskie.
Ale rzecz wydaje się być jeszcze bardziej złożona. Chodzi o to pytanie „czy to mówisz sam od siebie?”. Pytanie to jest istotne. Człowiek przecież bardzo lubi wyrokować, na podstawie pogłosek. Taka krzywda spotkała, chyba każdego z nas-pomówienie, że ktoś coś tam komuś na nasz temat powiedział. Efekt jest taki, że trudno później cokolwiek zmienić w obrazie jaki ktoś na nasz temat wymalował.
Pytanie Jezusa jest ważne „czy to mówisz sam od siebie?”. Przecież i my, mamy o Jezusie jakieś tam zdanie.  Nasz obraz Boga…

Moje serce żyje w klasztorze.

Jak to jest kiedy się jest w klasztorze dopiero kilka dni? Wszystko jest nowe i egzotyczne. Bardzo systematycznie ułożony plan dnia, spięty klamrą modlitwy sprawia, że człowiek czuje się trochę jak na nowej planecie. Ta planeta niby jest tu, w świecie supermarketów i internetu a jednak, jest to inna planeta.
Życie w klasztorze musi mieć w sobie tę nazwijmy to kosmiczną egzotykę. Jest to przecież życie oparte na zupełnie innej logice aniżeli ta, która panuje przed jego murami . Logika ta, jest skoncentrowana wokół ołtarza, ciszy, milczenia, pracy…
Jeśli cokolwiek mnie rozczarowało w pierwszych dniach bycia w klasztorze, to zbytnie zbliżenie do tego z czego dopiero co wyszłam –jakaś świeckość. Dopasowanie się do klasztornego planu dnia, nie było dla mnie rzeczą łatwą, lecz chyba bardziej bolesne okazało się to, że można tu-na tej innej planecie prowadzić życie podwójne. Żyć w rozkroku między tym co zakonne a tym co typowo światowe.
Dziś gdy o tym myślę dochodzę do wniosku, że zakonność to …

Światło w nas.

Bardzo często tęsknię za tym, by po prostu być. Odnaleźć ukojenie w tym co jest, co się przytrafia. Zgodzić się na teraźniejszość, zrozumieć jej sens.
Wszyscy jesteśmy w jakiejś drodze, choć różnie to bywa ze świadomością jej sensu. I wizja tego, kim chcielibyśmy być wówczas gdy już dotrzemy zaciera się nam. Chociażby idąc drogą powołania, często na początku widzi się jaskrawiej to kim chce się być. Później przychodzi rzeczywistość, zmaganie z tym co ludzkie i co odziera z fikcji. Obraz się zmazuje, cel się przekształca. Czasem oddala na tyle daleko, że go nie dostrzegasz. Zagubiony w tym co tylko tutejsze i dzisiejsze raczej nie patrzysz w to co nadchodzi.
A przecież to ważne, by wiedzieć kim się jest, kim się być chciało. Czasem bardzo uczciwie, trzeba popatrzeć prawdzie w oczy, odważyć się do stwierdzenia własnej choroby. Bo raczej łatwiej nam żyć w słodkiej iluzji o nas samych.
W modlitwie są takie momenty, kiedy światło chce nas dotknąć, oświetlić serce, zakamarki okryte woalkami b…

Jeśli serio chcesz się modlić.

Jeśli myślisz o modlitwie na poważnie. I jeśli na poważnie myślisz o swoim życiu wewnętrznym posłuchaj…Czeka Cię survival. Bo prawda jest taka, że mamy wielką tendencję do życia w fałszu. Lubimy żyć w pozorach, nawet sami specjalnie je tworzymy. Chcemy pozorować przed innymi ale również przed samymi sobą.
Prawda o nas jest jednak prosta: Jesteśmy wszyscy  ludźmi zranionymi grzechem. Zranionymi grzechem cudzym, zranionymi grzechem własnym. Jesteśmy pełni nieuporządkowania. Choć prawdą jest, że jedni z nas mniej a drudzy bardziej.
Człowiek zgodził się na życie w chaosie i nieporządku, choć pierwotnie był pięknie, kosmicznie wręcz uporządkowany i spójny. Teraz jesteśmy niepoukładani, nawet jeśli z pozoru wyglądamy na takich, co mają wszystko dopięte na ostatni guzik. Bo przecież, bardzo często się zdarza, że kreujemy się na zawsze przygotowanych, doskonałych i schludnych właśnie po to by ukryć panujący w naszych duszach chaos. Brak kontroli nad życiem wewnętrznym, przerzucamy na potrzebę …

Kwitnąca pustynia.

Kwitnąca pustynia, przejawy życia w tym co zdaje się być śmiercią. Deszcz z suszy i z nieba obdartego z chmur. Bóg przychodzi w nicości, Bóg stwarza z nicości.

Nicość to droga jego przyjaciół, to Jego droga. Ścieżka wyzuta z krajobrazów, suche nic.
Bo zanim wyrzekł On swoje najświętsze Słowo, było tylko nic i On. W tej nicości Trójjedyna relacja wyprowadziła z siebie Słowo, które wybrzmiało w nicości aktem stwórczym. 

Jego płodność wykwitła w niczym, choć Sam jest wszystkim. I nicość napełniła się treścią Słowa i zakwitł kwiat istnienia i kwitnie...

Początkiem dewastacji był akt zawłaszczenia, akt pięknego anioła, który piękno jakim został napełniony przypisał samemu sobie. I po raz pierwszy coś przestało w pełni należeć do Boga. Anioł postanowił wziąć swoje piękno do własnej dyspozycji. 

Dziś bardzo poruszają nas słowa Jezusa " Jeśli kto przychodzi do mnie a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem"Łk…

Duchowy teleskop Hubble'a.

Słuchałam ostatnio ciekawego wykładu ks. Prof. Michała Hellera – jest to wybitny matematyk, fizyk i astronom. Z obszernego i jakże ciekawego wykładu o wszechświecie, moją uwagę przykuł dość prosty fakt-nie możemy zobaczyć naszej galaktyki, nie możemy jej sfotografować , możemy jedynie wnioskować na przykładzie innych, których zdjęcie posiadamy dzięki chociażby teleskopowi Hubble’a.
Ma to głęboki związek z naszym życiem duchowym. Posiadamy w sobie życie duchowe, nie tylko cielesne, nie potrafimy go jednak do końca zobrazować, jest ono dla nas swoistą tajemnicą. Podobnie więc jak teleskop Hubble’a potrafi badać czasoprzestrzeń kosmosu tak i my, potrafimy wnikliwie opisywać świat i osoby które nas otaczają. Mamy jednak problem z opisaniem własnego świata wewnętrznego i bardzo często potrzebujemy  drugiej osoby aby zdać sobie sprawę z naszych uwikłań oraz by choć trochę zrozumieć zachodzące w naszej duszy procesy.
Hubble nie może sfotografować naszej galaktyki, bo jest od niej mniejszy i ni…

Przylgnięcie.

Istnieje w człowieczym sercu taka przestrzeń, która chce przylgnięcia. I w Bogu jest taka przestrzeń, do której serce człowieka może przylgnąć. Jest to przestrzeń kojąca, niczym chłodny wiatr w upale, a czasem przestrzeń ta grzeje, jak w lodowany dzień promień słońca. W przestrzeni tej człowiek znajduje najbardziej możliwe na ziemi ukojenie.
Wszystkie dobra tej ziemi, wydają się bowiem nas koić i poniekąd zaspakajać nasze pragnienia, a jednak mamy ciągły niedosyt. Osiągnąwszy marzenia, pragniemy jeszcze więcej. Słowo „więcej” nas definiuje. Człowiek  wykracza poza to czego potrzebuje. Człowiek pragnie więcej i jest to najbardziej podstawowe pragnienie Największego. Pragnienie ukojenia serca w Bogu, który sam jeden jest niezmierzony, nieogarniony i wciąż odkrywany.
Jednak wędrówka ku duchowej pełni, ku przylgnięciu serca w Bogu ma zupełnie inną specyfikę aniżeli normalny proces zdobywania czegokolwiek. W tej wędrówce, zamiast się napinać, trzeba wypuszczać powietrze ambicji. Zamiast się…

Monaster moich marzeń.

Widziałam oczami wyobraźni Monaster moich marzeń. Piękny, na skale, z dużym dzwonem. Wisiał nad morzem niczym Greckie Meteory. Słyszałam uszami wyobraźni piękny liturgiczny śpiew połączonych chórów, śpiew modlitwy w której nikt się nie śpieszy.
Widziałam siebie, zawsze skupioną, uważną, skoncentrowaną i obecną. Widziałam Monaster moich marzeń.
To prawda, czasem myślę, że czynne życie zakonne było z mojej strony pomyłką. Ale w tym klasztorze nie było ścisłej klauzury. Każdy tam mógł wejść na wspólną Liturgię Godzin. Każdy mieszkaniec Monasteru był otwarty na ludzi, widząc siebie samego najmniejszym, nawet od tych co do niego przychodzą po radę.
Piękna to wizja, lecz nierealna, nie do zdobycia na dzisiaj. Dlatego jest ona pokusą, ucieczki w to co wymarzone, od tego co tak bardzo zakonne, bo monotonne.
W zakonie uczymy się odnajdywać Bożą obecność w monotonii, czasem w zewnętrznym chaosie spraw i zajęć. Toteż moje czynne życie uczy mnie bardziej trwania w skupieniu, w milczeniu, w modlitwie…

Nieprzygotowanie do życia.

Z prawdziwym, wypróbowanym przyjacielem jest tak, że faktycznie zjadło się z nim „beczkę soli”. Lubię to porównanie, bo rzeczywiście, gdyby mi przyszło z kimś zjeść beczkę soli, to bym się pewnie przy tej okazji wiele dowiedziała o sobie i o moim wspólniku. Taka dość nieprzyjemna czynność podzielona na dwoje .
Właśnie dzięki temu, wypróbowana przyjaźń to rzeczywistość bardzo cenna.  Nie każdego mamy przecież odwagę budzić po nocach bo „mamy problem”.
Jezus mówi, że mamy Ojca traktować jak przyjaciela z którym zjedliśmy „beczkę soli”-takiego do którego nie boimy się pójść w środku nocy za potrzebą i obnażyć przed nim nasze nieprzygotowanie.
Tak to wychodzi, że my raczej jesteśmy permanentnie nieprzygotowani…Życie i okoliczności tylko nam to nasze nieprzygotowanie coraz dobitniej pokazują. Zupełnie jak z tym ewangelicznym przyjacielem, do którego przybył w nocy przyjaciel…Taki no z lekka nie fart-brak nam chleba.
Jezus uczy nas, że wobec Ojca mamy być niemalże bezczelnie prości, kiedy przych…

Inspirujący czy też prawdziwy?

Patrząc na to jak żył Jezus, dochodzę do wniosku, że Jego życie polegało po prostu na tym, że robił On swoje, a że czynił to w sposób autentyczny, stał się przez to inspiracją dla wielu.

Jednak bycie inspiracją, to efekt uboczny życia Jezusa, wiodącym w tym życiu było trwanie w ofiarowaniu samego siebie za braci.

Tak to widzę, że błąd wielu chrześcijańskich celebrytów, a nawet liderów,polega na tym że chcą oni stać się inspiracją, nie podejmując ofiary.

Ofiara codzienności, to życie ascetyczne, które polega na prostym wybieraniu tego co jest służbą, ponad to, co jest przyjemnością.

Jak czynny gej czyta Biblię...

Po raz kolejny potwierdza się, że bez Słowa Bożego nie można budować życia chrześcijańskiego. Zawsze mnie dziwiło, że protestanci, tak wierni  zasadzie „sola scriptura” pierwsi otwarli się na homo związki. Przecież od pierwszych stron Biblii, nieomal po ostatnie jasno wybrzmiewa wartość komplementarności płci.
Czy ksiądz, który jest aktywnym homoseksualistą zna Pismo Święte? Jeśli pracuje na Uniwersytetach Papieskich wnioskuję, że posiada należytą formację intelektualną… Czy więc nie czytał nigdy Pierwszego listu do Koryntian, w którym dobitnie jest stwierdzone, że: „ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą (…) nie odziedziczą Królestwa Bożego” (1Kor 6.9-10). Tego zdania nie da się źle zinterpretować, jest bardzo jednoznaczne.
Zastanawiam się, czy ksiądz który jest CZYNNYM  gejem medytuje codziennie nad Słowem Bożym?
SCLEROCARDIA –zatwardziałość serca.
Dokładnie o tym, jest jutrzejsza Ewangelia. Mojżesz, przez zatwardziałość serc pozwolił n…

Chciwcy i zazdrośnicy.

Trochę sobie po błyszczeć.  Trochę zaimponować. Odnieść sukces. Być kimś o kim mówią ( najlepiej tylko dobrze). Może czujemy pogardę myśląc o ludziach o podobnych dążeniach. Im większa jest jednak nasza pogarda do nich, tym bardziej jesteśmy jednymi z nich.
Ostatnio przeczytałam gdzieś, że zazdrość pokazuje nam to, czego najbardziej nam brak. To znaczy, tylko subiektywnie nam tego brak, w naszej ocenie. Zazdrościmy najmocniej tego, co uznajemy za wartość godną pozyskania. Chcielibyśmy stanąć na miejscu osoby, której zazdrościmy, lecz okazuje się, że to wielka ściema. Kiedy się może zdarzyć, że kogoś wygryziemy z zazdroszczonej mu pozycji, nasz głód, zamiast maleć przeradza się w uczucie jeszcze bardziej destrukcyjne - staje się frustracją.
Frustracja potrafi być metodą formacyjną, i pewnie  z myślą o tym Bóg nam ją dał. Jednak zazdrość jak widać nie jest nigdy nasycona…
W ostatnim czasie Liturgia Słowa dużo nam mówi o zazdrości, może nawet o chciwości. Uczniowie Jezusa, od samego początk…

Po pierwsze - bądź!

Gdy w ubiegłym tygodniu, na katechezie z moimi dziećmi z najmłodszych klas szkoły podstawowej zastanawiałam się nad tym co to jest modlitwa, zdałam sobie sprawę z pewnej prawidłowości.
Doświadczam modlitwy każdego dnia. Od lat praktykuję różne jej formy. Nie mogę jednak powiedzieć, że wiem, czym ona jest.
Moje doświadczenie mówi mi, że jest udziałem w obecności Kogoś, że jest spotkaniem, które potrafi dotknąć i przemienić moje wnętrze.
Święci widzieli sprawę podobnie. Nazywali ją  „rozmową w Tym o Którym wiemy, że nas kocha”(św .Teresa od Jezusa). Pisali do duszy wchodzącej w modlitwę- „Zajmij się nieco Bogiem i spocznij w Nim na chwilę."Wejdź do izdebki" twego umysłu, wyrzuć z niej wszystko oprócz Boga i tego, co cię wspomaga w poszukiwaniu Go, i zamknąwszy drzwi, szukaj Go. Mów teraz, całe serce moje mów teraz do Boga: Szukam oblicza Twego, oblicza Twego, o Panie, poszukuję (Ps 26,8) ( św. Anzelm z Cantenbury).
To wszystko jest piękne, wzniosłe i prawdziwe. Ja jednak i moje d…

Schowani.

Błąd który popełniam polega na diagnozowaniu przypadku. Zamiast dostrzegać człowieka widzę przypadek. Bolesne to i krzywdzące. Ale prawdziwe.

A Ty, mój drogi czytelniku...Powiedz, czy widząc skąpo ubraną kobietę stojącą przy drodze myślisz:człowiek, czy prostytutka? Czy widząc kogoś, kto zażył zbyt wiele środków odurzających myślisz: człowiek czy narkoman, ćpun?

A teraz z drugiej strony...Powiedz, gdy widzisz kogoś, kto jest Twoim idolem, myślisz: człowiek, czy gwiazda? Widząc księdza z pierścieniem na palcu, myślisz człowiek, czy biskup? Tych w sejmie jak określasz? Człowiek, czy polityk?


Dzisiejsza Ewangelia zaczyna się od słów " Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, UJRZAŁ CZŁOWIEKA, siedzącego w komorze celnej, IMIENIEM MATEUSZ" (Mt, 9,9)...
Jezus po pierwsze WIDZI CZŁOWIEKA a nie celnika, po drugie ten człowiek ma konkretne IMIĘ.

Zbyt łatwo kategoryzuję ludzi, zbyt  często, nie potrafię ujrzeć człowieka, widząc jedynie wszystko co na zewnątrz wskazuje na to kim jest. Określam lud…

Choroba umysłu i wilgoć serca.

Czytając dzisiejszą Ewangelię bardzo poruszył mnie fakt podeptania ziarna. Takie Słowo, które zostało podeptane. Refleksja...o tym, jak ja traktuję słowo w ogóle, nie tylko Słowo Boże, ale i to ludzkie. Na ile cenię własne słowo, czy danego słowa dotrzymuję.

Zdruzgotał mnie fakt podeptania.

Dzisiejsza Ewangelia to jeszcze szersze pole do konfrontacji. Są tam podane istotne trzy zasady owocowania Słowa.

Po pierwsze: UWAŻNOŚĆ -zasada stara jak życie zakonne. Swoją drogą uważność się dziś bardzo zdewaluowała. W zakonach również. Starożytni ojcowie przykładali dużą wagę, do staranności i skupienia w życiu. Czy pierzesz, czy plewisz ogródek, czy piszesz książkę - rób to uważnie i bądź skupiony -radzą. My dziś raczej wiele rzeczy robimy na "łapu capu"- żeby mieć już "z głowy". To mentalność wygody, bardzo dla naszych czasów charakterystyczna.

Dlaczego uważność wynika z tej Ewangelii?
Podeptać można coś, albo przez niezauważenie, albo z pogardy. Mając nadzieję, na to, że nikt …

Dyspozycyjność mnisza.

Życie mnisze w swojej naturze posiada dyspozycyjność. Ta,  pobieżnie kojarzona jest z postawą zawsze gotową do zleconego przez przełożonych czynu. Jest to jednak druzgocące uproszczenie tematu. Dyspozycyjność, kiedy się nad nią głęboko zastanowimy to jak sama nazwa wskazuje brak pozycji. Oznacza to, że człowiek dyspozycyjny nie może być zatwardziały. 
Kompletnie to nie koreluje z dzisiejszą modą na posiadanie własnego zdania, i pewność siebie. Czy więc zakon to miejsce dla bezwolnych i mazgajowatych istot, które muszą być gotowe, by zawsze się podporządkować?
Współcześnie myśląc, wychodziłoby, że tak! Być może to dlatego, ludzie nie widzą dziś czaru życia zakonnego. Lęk, przed poddaństwem i zakwestionowaniem własnego zdania paraliżuje.
Ale to nie o taką dyspozycyjność chodzi. Mnich, mniszka to osoba która nie stoi w miejscu, nie trzyma się kurczowo jednej wygodnej pozycji w życiu. Zakon winien być szkołą dyspozycyjności rozumianej jako ruch. Święty ruch!
Dzisiejsza Ewangelia podpowiada o …

Na jej imieniny.....

Zakonne poranki.

Jest wcześnie rano. Dzwoni dzwonek, i ktoś budzi się ze swego snu, by już za chwilę spotkać się z innymi podobnego typu ludźmi, którzy w pewnym momencie swego życia postanowili że oddadzą je Bogu.
Te poranki są zarówno piękne jak trudne. Odbywa się  często wtedy walka natury z łaską…Poranki są dla siostry zakonnej bardzo istotne. Dla mnie są jak papierek lakmusowy mojej autentyczności. Należę do osób, dla których sen, może trwać do południa. Od dziecka mam problemy z porannym wstawaniem i kiedy usłyszałam w sercu wezwanie, by pójść za Jezusem, byłam przekonana, że jednego nie przeskoczę: wstawania o 5:20.
Właściwie poszło prawie o zakład z Panem Bogiem, że w nowicjacie wysiądę i nie dam rady. Widziałam już spakowane walizki w drodze powrotnej do domu,  z powodu niezdolności do porannego wstawania.
Bóg dał powołanie i w pakiecie dał łaskę – przetrwałam nowicjat. Poczucie humoru nie opuszcza Najwyższego, więc po złożeniu pierwszych ślubów, otrzymałam  pierwszy poważny obowiązek, była nim za…