Przejdź do głównej zawartości

Bodźce w życiu siostry zakonnej....

Kultura duchowa…Sprawa niezwykłej wagi jeśli o życie zakonne idzie. Czym jest? Jak ją rozwijać i po co?

Kultura duchowa, to dbałość o wyposażenie wewnętrzne człowieka. Tak, jak dbamy o kulturę bycia poprzez ciągłą pracę nad odnoszeniem się do świata. Chodzimy do teatru, opery lub czytamy literaturę piękną. Czynimy to bo, jak czujemy czyni nas to ludźmi bardziej obytymi z kulturą. Tak samo, by posiadać kulturę ducha trzeba się porwać na pewne duchowe „luksusy”. Mieć miejsca skąd czerpiemy…Na sucho nie bardzo się da.

Kultura duchowa to kultura modlitwy. Wewnętrzne wyciszanie, pokój duszy i mądrość serca.
Nie da się jej praktykować bez dbałości o częste spotkania z Jezusem w modlitwie. Potrzeba ponadto przestrzeni kontemplacji. By stworzyć takową niezbędna jest zaś pustka. Pozytywna pustka która zostawia miejsce dla LOGOSU. Logos to stwarzające Słowo, Słowo które czyni rzeczywistość na swój obraz i podobieństwo. Słowo to sens, jak tłumaczył Filon. Słowo w końcu stało się Ciałem w Jezusie Chrystusie – to Wcielony LOGOS.

Pozytywna pustka, może się nam kojarzyć niezbyt dobrze…Jak pustka może być pozytywna? A jednak…Ojcowie nazywali ją pustynią. Pustynia to rzeczywistość, gdzie każdy dźwięk słychać wyraźniej…wszystko zaczyna się uwydatniać bo jest tam nie wiele bodźców. Właśnie o to uwydatnienie chodzi …I o bodźce.

Kiedy rzeczy się uwydatniają, uwydatniają się i bodźce. Jakie bodźce są mi potrzebne? I po co?
To ważne pytanie dla budowania duchowej kultury. Jeżeli młody zakonnik potrzebuje większej ilości bodźców niż ten sędziwy ( co sama psychologia tłumaczy ) to jak ma dobrać te bodźce by uwydatniły w nim sprawy duchowe?

To pytanie indywidualne. Każdy musi odpowiedzieć sobie na nie sam. Jak to zrobić, by moje sensory nie czuły się skrajnie stłumione a jednocześnie bym stworzyła w sobie pustynię…

Każda pustynia ma swoje oazy, są to miejsca skąd można zaczerpnąć sił na dalszą drogę. W życiu duchowym także potrzebne są takie oazy. Co jednak zasadzę w swojej oazie, by nie rozrosła się w tropikalny las?...Lub nie stała się miastem?

Hmm…Po pierwsze na pustyni warto mieć przyjaciół. Relacje, które czynią nas pięknymi. Uczą wychodzenia poza własny koniec nosa i pozwalają pokochać. Relacje gdzie obie strony rosną ku niebu. Więzi, które opierają się nie tylko na tym, że się dobrze ze sobą czujemy ale na tym, że razem podążamy w jednym kierunku. Czujemy się więc dobrze ze sobą, bo jest coś więcej niż my sami co nas łączy. Nie zazębiamy się w dawaniu sobie nawzajem dobrego samopoczucia i nie zniewalamy warunkami jakie drugi ma spełnić. Nie manipulujemy, dajemy wolność.

Takich relacji nie tworzy się od razu ad hoc… One rodzą się, powstają, są budowane z tych kalekich i ułomnych, niedojrzałych…ALE!!! Zdolnych do większej miłości. To znaczy, że my na starcie w relacjach raczej nie umiemy kochać. To relacje uczą nas miłości, wolności, ofiarności…Uczymy się tego wszystkiego na błędach…Jak jednak rozróżnić dobrą lecz niedojrzałą relację, od tej toksycznej?

Z pomocą przychodzi to co nas łączy. To co łączy osoby duchowe nie może się zawierać jedynie w nich samych. To znaczy jeżeli to co mnie łączy z drugą siostrą to jedynie czyste uwielbienie wobec niej lub fakt, że to ona mnie uwielbia jest to więź szkodliwa…Jeśli zaś poza początkowym zachwytem ( normalnym na początku każdej głębszej relacji ) występuje jeszcze poczucie obopólnej odpowiedzialności za siebie nawzajem przed Bogiem, to to już ma przyszłość i jest nadzieja, że taka znajomość zaowocuje głęboką relacją opartą na kimś spoza nas.

Taka więź może stanowić świetny pozytywny bodziec na pustyni. Dobrze jeśli takich więzi jest parę, nie tylko jedna, choć wiadomo, że będą się one różniły intensywnością.

Poza tym bodźcem budującym kulturę duchową może być dobra literatura duchowa. Znów, mądrze dozowana, tak by nie stała się ucieczką z pustyni. Ma ona raczej być jak wskazówka na drodze, legenda pomocna do odczytania mapy.

Młodzi ludzie często mają zapotrzebowanie na muzykę i film. Również i one mogą pomóc i mogą zaszkodzić. Po prostu, nie oglądajmy byle czego. Obrazy, które widzimy zostają w nas i pracują w podświadomości. Warto by były zatem wartościowe, wtedy budują duchową kulturę, nie dewastując. Tak samo muzyka. Ona niesie ze sobą emocje i czasem warto rozweselić ducha pogodną piosenką ale niech to rozweseli ducha, nie zaś nasuwa złe myślenie.

Dbajmy o kulturę ducha, o higienę myśli jak pisała nasza Założycielka M. Paula Zofia Tajber.

A dekret Perfectae Caritatis na to:
Niech zakonnicy przez całe życie starają się troskliwie doskonalić tę kulturę duchową, naukową i techniczną, a przełożeni - w miarę możności - niechaj im dadzą do tego sposobność, zapewnią pomoce i czas. Jest też obowiązkiem przełożonych troszczyć się o to, żeby dyrektorzy, kierownicy duchowni i profesorowie byli jak najlepiej dobrani i starannie przygotowani.( PC 18)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Boska latarka i noc zmysłów.

Przyszła pora na obalenie kolejnego mitu. Jest nim mit ciała. Jest to w dodatku mój osobisty mit, bo często –chyba zbyt często na tym blogu pisałam o ciele trochę zbyt nowocześnie. Nie ujmując niczego godności jaką posiada ludzkie ciało, która to godność jest wielka, bo przecież w ciele zmartwychwstaniemy, trzeba popatrzeć na ciało też od tej drugiej, równie prawdziwej strony.
To właśnie cielesność jest w nas powodem nieuporządkowania, to od niej zaczyna się walka o duszę. Nie można zaczynać książki od ostatniej strony, tak samo, nie można praktykować modlitwy wewnętrznej bez pracy duchowej, która jest uporządkowana.
Przez to, że nasze ciało jest mieszkaniem zmysłów, walka zaczyna się właśnie od zmysłowości. By zbudować człowieka wewnętrznego, należy zacząć od uporządkowania sfery zmysłowej. Dlatego też pierwszym oczyszczeniem na drodze do kontemplacji jest według mistrzów duchowych oczyszczenie zmysłów, nazywane czasem „nocą zmysłów”.
Bóg, chcąc zanurzyć duszę ludzką w sobie, prowadzi…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Ocalić Małego.

Bóg to prostota i kruchość mały jest i goły bezdomny i w tułaczce.
Mały w świecie naszych urojonych wielkości na chwilę co rok zwraca na siebie nasze oczy.
Więc Go zechciejmy zauważyć Przyjąć do siebie nie tylko na święta.
Zacząć zupełnie na nowo. Wierzyć w moc ukrytą w najmniejszym.
Ocalić pokorę i oddanie drugiemu by w nas PRZETRWAŁ.