Przejdź do głównej zawartości

Dobry dystans leczy

Historia magistra vitae est...Znamy to powiedzenie. Rzeczywiście, nic w naszym życiu nie jest pozbawione tego kształcącego aspektu. My tylko bywamy może zbyt opornymi uczniami. 

Miniony tydzień był dla mnie okazją do popatrzenia na życie z dystansu...Bardzo jest to potrzebne. Nie przypadkowe jest pewnie i to, że ważne wydarzenia w Biblii rozgrywają się właśnie na górze. Od Abrahama po Kalwarię. W Księdze Izajasza zaś jest wzmianka o górze na której Pan przygotuje dla wszystkich ludów ucztę z najwyborniejszych dań ( Por. 26, 5-10a). Więc i koniec czasów rozegra się w archetypie góry...

Z góry widzi się rzeczywistość mniej dramatycznie, widzi się więcej.

Jezus sam często praktykował odejście na górę...To jest trop. Z tej góry wyciszenia i zamyślenia, na której masz czas dla Boga i nie musisz się spieszyć możesz ujrzeć swoje życie w nowym świetle...

Ja z mojej góry zobaczyłam wyraźnie, że tereny, które były w moim  życiu szczególnie trudne. Te "ciemne doliny", stały się szczególnym czasem kształtowania duszy wędrowcy. Pasterz wie, jakie drogi uformują duszę tak jak On chce...Dusza jednak, kiedy idzie w ciemności i przechodzi trudny szlak nie rozumie zamysłu Pasterza. Pozostaje jej ufność i wiara.

Owocem mojego odejścia na górę jest zrozumienie małego odcinka życia...Trudnego odcinka. Odcinka przeze mnie przeklętego, lecz będącego w prawdzie błogosławieństwem. Zobaczyłam kim się stałam dzięki tej drodze i wiem, bo z góry to zobaczyłam wyraźnie-ta droga była najlepszą z możliwych.

I widzę, że jestem czasem tak bardzo śmieszna w swoich pomysłach na życie. I że Bóg wcale nie chce mnie takiej jaką to ja być pragnę...On chce bym służyła Mu całą sobą, z tym co we mnie jest czasem zabawne i niedoskonałe. Nie jestem doskonała i wcale być nie muszę...Bóg chce mnie taką jaką jestem, doskonałym może się stać jedynie On sam we mnie, lecz na pewno  nie ja sama z siebie.

Komentarze

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…