Dopasowanie w relacjach.

Coraz bardziej rozumiem, że aby pokochać, trzeba poznać. Jest to stwierdzenie nie modne. Dziś raczej ludzie bazują na emocjach. Kochają kogoś lub coś bo tak czują. A te uczucia to bardzo często takie dołki, na gruncie naszych dusz. Dołki które powstały z braku ziemi.

Gdy w Biblii czytamy o stworzeniu świata, to dowiadujemy się o ziemi-materii z której Bóg stworzył człowieka. To zadziwiające. Przecież autor natchniony redagując fragment o stworzeniu nie miał pojęcia o budowie materii i o atomach, które ciągle są w ruchu. Biblia jednak przedstawia ten ruch atomów pokazując że człowiek z ziemi jest wzięty i do ziemi wróci…Faktycznie! Czy Ty albo ja wzięliśmy się z niczego? NIE!

Wzięliśmy fizyczny początek z komórek naszych rodziców. Oni stali się początkiem nas. A jednak nie do końca...oni sami. Poprzedza nas całe pasmo przodków aż do prarodziców. Wszyscy więc niejako jesteśmy z tej samej „ziemi” o której czytamy w opisie stworzenia świata. Materia ta cudownie mnoży się poprzez dar przekazywania życia. Ale …nie jesteśmy samą materią.

Jak się to ma do duchowych dołków?
Dołki to brak ziemi…Aby je zapełnić potrzeba ziemi. Nasze dołki są bardzo często wynikiem braku jakiego doznaliśmy od tych, którzy dali nam materię-ciało. Faktycznie, widać, że pewne cechy, które mamy są dziedziczne a nie ze wszystkich jesteśmy zadowoleni.

Taki brak w sobie  ( poczucie że jestem niekompletny ) faktycznie wywołuje w nas często postawę poszukiwania brakującej w nas części u kogoś innego. To działa jak magnez i magnezem tym są właśnie uczucia. Jest to mechanizm nieuświadomiony. Szukam w innych brakującej części siebie. Kiedy to spostrzegam zaczynam tego pragnąć i rodzą się uczucia chęci posiadania, które często fałszywie definiujemy jako miłość.

Czy zatem wszystkie nasze relacje to wzajemne okradanie się z „brakującej części”?
Czy każde uczucie sympatii do kogoś musi się skończyć na wzajemnym czerpaniu korzyści?

Hmm…Myślę, że nie można spoglądać na to tak dramatycznie. Bóg od początku stworzył nas niekompletnych. Choć bowiem kobieta i mężczyzna byli przed grzechem kompletni i święci to jednak od początku człowiek ( Adam) odczuwa jakiś brak. Gdy widzi Ewą wyraźnie czuje się pełniejszy.

To relacja pozioma, międzyludzka. Ale człowiek ( Adam)  nawet z Ewą nie czuł się kompletny. Potrzebował TEGO, z którym przechadzał się po ogrodzie Eden…Tego który jedyny był pełny sam w sobie – Boga. I kiedy człowiek naruszył tę PIERWSZĄ  przyjaźń odczuwa rozbicie i chowa się…Czuje się zdekompletowany.

Czyżby więc Stwórca miał plan w tym, że stworzył człowieka niewystarczającym samemu sobie i odczuwającym jakiś głęboki bytowy brak? Skąd człowiek posiada w sobie te tereny, przepiękne wewnętrzne krajobrazy? Tereny na których zdarzają się dołki? Skąd dusza?

To właśnie ona sprawia że nasza niekompletność nie ogranicza się jedynie do potrzeby dopełnienia płciowego. Że poza tym, co instynktowne mamy właśnie ten wewnętrzny świat. Że mieszkają w nas uczucia, które to właśnie bardzo często nam pokazują, że jesteśmy potrzebujący kogoś drugiego. I choć, niektórzy twierdzą, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka, to nie spotkałam jeszcze kogoś, kto doznałby od swego pupila prawdziwego wsparcia…Potrzebujemy innych ludzi.

Nasze emocjonalne dołki, które zasypać chcemy ziemią, od kogoś kto w naszym odczuciu ją posiada, są więc po coś…Być może po to abyśmy zrozumieli jak bardzo potrzebujący jesteśmy i jak tęsknimy za prawdziwie głęboką więzią. Wszystkie podboje miłosne świata ukrywają w sobie tą fundamentalną tęsknotę, za poczuciem pełni w relacji z kimś.

A ludzie się wzajemnie rozczarowują sobą. Okazuje się, że wyidealizowana przez emocje osoba jest zwykłym i tak samo jak ja poranionym człowiekiem. I tu się zaczynają schody. I małżeństwa przeżywające kryzys nam to potwierdzą…Bo nagle odkrywamy, że drugi chce nas wykorzystać ( wziąć naszą ziemię do swojego ogródka).

Więc…Jak budować trwałe relacje?
Po pierwsze. Bóg jeden wystarcza, pisała Teresa z Avila i miała rację. Nie znaczy to, że tylko Bóg wystarcza, ale że jedynie On zaspokaja nas w pełni i nigdy nie powie, że czuje się wykorzystany. Poszedł na Golgotę z naszymi grzechami, by zasypać nasze dołki, nic nie chcąc w zamian!

Jedynie patrząc na Jego wzór, na tego, który stał się chlebem i pozwolił się nie tylko wykorzystać ale i zjeść. Jedynie spożywając Go mogę sama karmić tych, którzy przynoszą mi swoje dołki i błagają o moją ziemię. Jestem z ziemi i jeśli wydam ją całą zostanie we mnie wewnętrzna kraina…Moja dusza żyć będzie a moje ciało stanie się nowe i zmartwychwstanę w ciele Chrystusowym. Przestanę żyć ja a zacznie żyć Chrystus uwielbiony we mnie.

Jestem więc w nieustannej potrzebie i dążę do ziemi…Szukam jej niczym Hebrajczycy Kanaanu. Błądzę…ale wiem że dojdę do Ziemi Obiecanej.

Komentarze

  1. Interesujący temat oraz żywy język tekstu i zdania, które pozostają...: "Gdy widzi Ewą wyraźnie czuje się pełniejszy."[...] Mieszkają w nas uczucia[...} abyśmy zrozumieli jak bardzo potrzebujący jesteśmy i jak tęsknimy za prawdziwie głęboką więzią.[...] Nie znaczy to, że tylko Bóg wystarcza, ale że jedynie On zaspokaja nas w pełni i nigdy nie powie, że czuje się wykorzystany.[...] Jestem z ziemi i jeśli wydam ją całą zostanie we mnie wewnętrzna kraina…" Dziękuję...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Mniej masz-więcej umiesz.