Róbta co chceta!


Odpowiedź na Boże wezwanie domaga się wolności i nie możliwym jest autentyczne życie ślubami bez niej. Czym jest jednak wolność? To pytanie frustruje. Okazuje się, że nie jest łatwo udzielić na nie odpowiedzi.

Hipis powiedziałby, że wolność to życie zasadą „róbta co chceta”. Ja zaś poważnie się zastanawiam nad tym, czym ona jest dla mnie…Jak ją definiuję? Jak wysoko cenię? I niepokoją mnie odkrycia do jakich dochodzę.

Gdyby zabrać się do sprawy etymologicznie okaże się oczywiście, że wolność to kwestia woli. I tu zdaje się być pies pogrzebany. Bo istotnie, my dziś nie bardzo wiemy co to w ogóle jest wola. Dla nas naprawdę jest to wyraz często obcy. Nie wiemy, gdzie go przypiąć i gdzie przyłatać. A przecież jest to polski wyraz…!

To właśnie tu jak mi się zdaje ma początek nasza ignorancja wobec wolności. Nie rozumiemy jej, choć instynktownie wszyscy czujemy, że należy jej bronić a nawet w imię jej walczyć.

Czym w takim razie jest ta WOLA?
Najprościej jest chceniem. Nie jest jednak zachcianką. Wola jest stałą dyspozycją ku czemuś. Znaczy to, ze wola pomaga nam dążyć ku czemuś co uznaliśmy za warte zachodu.

I tu już widzę, że  wbrew pozorom hasło Owsiaka jest niezwykle ambitne. Bo z doświadczenia raczej sprawdza się dylemat św. Pawła. Choć pragnę dobra, którego chcę, wybieram to zło, którego nie chcę…Zatem!  Ludzie którzy naprawdę kierują się tym czego chcą, należą w tej naszej konsumpcyjnej rzeczywistości do rzadkości. Bo robić co się chce nie znaczy bynajmniej posiadać wszystkie reklamowane produkty i sprawować władzę nad czyimś życiem. Robienie co się chce, to posiadanie własnego życia i decydowanie o własnym życiu w sposób odpowiedzialny a więc taki, gdzie wszystkie konsekwencje biorę na siebie.

Więc…wolność to jednak nie swoboda. Wolność to bycie panem samego siebie. A kiedy posiądziesz siebie będziesz mógł ofiarować się Bogu i drugiemu człowiekowi.

Zakon właściwie jest szczególnym miejscem rozwoju wolności. Jest przestrzenią w której można się nauczyć robienia tego, czego się naprawdę chce, nie tego co mi się zachciewa. Dziś jeszcze wyraźniej widać to niż dawniej. Wielu z nas jednak o tym zapomina i tonie w odmętach łatwej psychologii mówiącej o tym, że jeśli mój organizm czegoś się domaga to z pewnością ma on rację. Każdą jego potrzebę należy więc realizować. Tylko…po co w takim razie cały kodeks prawny. Czyżby wymyślili go chorzy nerwicowcy frustrujący swe potrzeby? Być może przejaskrawiam, jednak naprawdę nie zawsze nasze potrzeby mają rację. Trzeba nauczyć się słuchać własnego wnętrza by zrozumieć mowę dialogujących w nas : duszy, ciała i psychiki.

I co?
Okazuje się, że przydałoby się wrócić do tego czego nauczali ojcowie pustyni, do ascezy. Jest lepsza niż coaching, uczy dyscypliny wewnętrznej naprawdę i jest gwarantem sukcesu życiowego. Bo…zastanówmy się chwilę…

Sukces jest owocem długotrwałego dążenia do założonych sobie wcześniej celów. Jest więc uwarunkowany konsekwencją i często łączy się z odmówieniem sobie pewnych zachcianek. Tak widział to św. Paweł gdy pisał o zapaśnikach.

Wolność…kwestia dla ludzi. Związana z zaszczytem jakim jest bycie koroną Bożego stworzenia. Coś co niezwykle upodabnia nas do Boga. Sł. B. M. Paula Tajber pisała, że wolność upodabnia nas do  Niego w tym przymiocie jakim jest Wszechmoc. Hmmm….no tak,  Bóg faktycznie jest wszechmocny i widzi wartość tego stanu rzeczy. Dał więc człowiekowi wolną wolę.
I kto pierwszy  powiedział „róbta co chceta”?.

Komentarze

  1. Chciałoby się wykrzyknąć: "I wszystko jasne!" ten "drugi", albo to drugie hasło to dość toporna podróbka przeinaczona sprytnie przez "ojca kłamstwa"!?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, trzeba wyraźnie rozróżnić dar wolności, który w pełni przyjmujemy tylko w pakiecie z odpowiedzialnością od tej łatwej, zachęty do robienia byle czego, z nieświadomością konsekwencji. W pierwszym wypadku nie jest nam wszystko jedno, w drugim zaś wszystko jedno, byle tylko coś się działo, by zakrzyczeć utajoną we wnętrzu pustkę i beznadzieję...

    OdpowiedzUsuń
  3. RÓBTA CO CHCETA, a w podtekście KOCHAJTA SIĘ - jest w tym sprytna perwersja, która odwraca ewangeliczny porządek tkwiący w zdaniu św. Augustyna: "KOCHAJ I RÓB CO CHCESZ". A więc najpierw pokochaj, i dopiero wtedy uczyń co zechcesz, już ze światłem w sercu, intencjonalnie, a nie bezmyślnie przysparzając sobie i drugiemu cierpienia i łez...No, ale jeśli inaczej się nie da, bo ów człek jest krnąbrny to nie ma rady cierpieć musi aż do skutku i niejako na własne życzenie...Zapewne i w tych doświadczeniach uda mu się kiedyś odnaleźć zbawienny sens albo i nie...?!?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom