Przejdź do głównej zawartości

Użalanie a wolność.

Jezus posiada mentalność dawania, nie zaś brania. Oddaje wszystko, nie broni swego. Jest w tym tak bardzo nieżyciowy. Niepokoi moje chciwe serce. Jezus jest człowiekiem wolnym. Jego szczęście polega na tym, że żyje w postawie daru z siebie.

Ja jestem zarażona wirusem zabezpieczania własnego życia, walki o swoje. Dałam sobie wmówić, że więcej mi brakuje aniżeli mam. Dałam się wpuścić w tę samą pułapkę co Ewa i Adam. Mając wszystko skupiam się na tym, czego mi jeszcze brakuje.

To prawda, nasze życie to nieraz historia naznaczona wieloma brakami, stratą, bólem. Problem w tym, że często wierzymy, że nasze życie to tylko strata, ból, brak. To kłamstwo i echo szeptu spod rajskiego drzewa. My się na to dajemy nabrać i postrzegamy życie w perspektywie straty. To błąd!

Matka Paula Zofia Tajber, Założycielka mojego Zgromadzenia pisała, że należy Bogu wiele dziękować. Miała świadomość, że kto żyje w ciemności wkrótce zapomni o istnieniu światła. Czasem jednak wystarczy tylko otworzyć okno i popatrzeć. Wystarczy się zatrzymać.

Nie jesteśmy wcale w tak  bardzo żałosnej sytuacji jak się nam zdaje. Jeśli dotyka nas strata, ból, cierpienie, jest tego przyczyna. Odczuwamy stratę i cierpienie, bo jesteśmy powołani do wolności. Ból wywołany złym słowem ukazuje nam nasze pęknięcie w tej wolności, nasze powątpiewanie czy aby na pewno jestem wartościowy?

Wolność rodzi się na nowo w spotkaniu ze stratą, z bólem…Cieszę się pierwszym wiosennym kwiatem, bo straciłam z oczu widok kwiatów na całą zimę. Strata uświadamia mi pewną wartość.

Nie jesteśmy jednak powołani do bycia pochylonymi nad stratami. Bóg chce byśmy byli radośni. Byśmy przestali żywić żale i pretensje do życia. Byśmy umieli dawać.

Nie jest łatwo uśmiechać się do sytuacji w której masz poświęcić coś, co jest dla Ciebie ważne. Jednak, przyjdzie w Twoim życiu taki moment, gdy będziesz musiał oddać to, co masz najcenniejszego – własne życie. Jeśli nauczysz się oddawać, będziesz umiał uśmiechnąć się do śmierci.

Nie zatrzymujmy się na pretensjach do życia. Zaprośmy życie do nas. Żyjmy w postawie daru.

Matka Zofia Paula Tajber napisała:

„Dlaczego dusza ludzka musi się uczyć uwalniać od wszelkiego wpływu: od wpływu otoczenia, warunków, od wszelkich wypadków i różnych chwil życia, które nadarzają się, by zmienić ludzki los?…

Oto, dlatego, by nic ją od Boga żyjącego w niej odciągnąć ani na chwilę nie mogło a ona coraz bardziej wżywała się w Niego, który dla niej jest wszystkim, czym tylko Bóg może dla stworzenia być.”


Komentarze

  1. Oj, ten wirus zabezbieczania swego życia jest jak koń trojański... Mnie też dopadł.
    Ale na szczęście jest jeden Lekarz i Jego lekarstwo, które ma nad nim moc.
    Pozdrawiam. Dziękuję, że piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi miło takiego gościa na blogu widzieć:) Siostro ... Ty u siebie pięknie piszesz, o tym Lekarzu i o tym jak nas leczy. Pokazujesz jak dotyka chore miejsca. To ważne. Cieszę się tym odnalezieniem siebie w "sieci" jak dwie ryby ;) Idziemy w tym samym kierunku :)

      Usuń
  2. Tak, dawaj nawet jeśli wydaje Ci się że nie masz, a z każdym krokiem w tę stronę zacznie Ci przybywać, stanie się cud rozmnożenia naszego chlebka, rybki lub jak kto woli dwóch wdowich groszy... Dziękuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Ale najwięcej trudu przynosi dawanie niematerialnych darów, lub wyrzekanie się przywiązań które są nie warte człowieka. Kiedy jest mi coś zabrane dostrzegam jak ważne dla mnie było i pytam, czy na prawdę w oczach Bożych ma to taką wartość.

      Usuń
  3. Potwierdzam w pełni powyższe słowa Siostry, a w odpowiedzi pozwolę sobie zacytować św. Teresę od Dzieciątka Jezus: "Męczeństwo serca jest nie mniej płodne i owocne od przelania krwi."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym męczeństwie serca ból jest bólem duszy, psychiki, ducha. Taki ból jest uciążliwy, rodzi się jednak gdzieś głęboko w sercu radość z wolności która rodzi się z tego bólu :)

      Usuń
  4. Tak "męczeństwo serca" jest bolesną drogą pojednania, pójściem za Chrystusem ku przebaczeniu swoim nieprzyjaciołom, którzy najpierw zamieszkują nasze wnętrze, a później pojawiają się w relacjach które nawiązujemy. Tylko wtedy relacja będzie zdrowa gdy oboje będą się kochać, ze względu na Boga, który stworzył Człowieka - Adama i Ewę jako wolnych, dobrych i umiłowanych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda ...nieprzyjaciele najpierw mieszkają we mnie, nie pojednana z sobą przerzucam wewnętrzny konflikt na otaczający mnie świat.

      Usuń
  5. Kiedy czytałam to, co Siostra napisała o oddaniu najcenniejszego, to od razu naszły mnie dwie takie myśli. Po pierwsze, że dla mnie jako matki nie moje życie jest najcenniejsze, tylko moich dzieci. Tu pytanie,czy tak być powinno? Nie wiem. I druga myśl - wspomnienie. Kiedy moja córka przygotowywała się do sakramentu Eucharystii, bardzo polubiła wszelkie nabożeństwa, w których brała udział, gdzieś tam pojawiały się pytania o życie zakonne. Wtedy pomyślałam: a co będzie, jeżeli ona kiedyś wybierze taką drogę? Zrodził się we mnie bunt tak silny, że musiałam to z siebie "wyrzucić" na spowiedzi". Zdałam sobie jednak z czasem sprawę, że przecież nie wychowuję jej dla siebie. Komuś jest przeznaczona, a ja mogę tylko starać się ją prowadzić na początku drogi. Potem wybierze sama. Cokolwiek zrobi ja będę odczuwać stratę, ważne, żeby ona widziała moją radość, nawet jeśli będzie ona przez łzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to jest wielkość macierzyństwa, że dojrzewa ono do oddanie komuś innemu "ciała z własnego ciała". Dziękuję za świadectwo.

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…