Czy mnie przekona?

Ażebym została zbawiona muszę spełnić dwa zasadnicze warunki. Pierwszy z nich to muszę się dać przekonać Duchowi  Świętemu o grzechu. Drugi to przyjąć zupełnie darmowe przebaczenie i Miłość Miłosierną.

Chcę się dziś zatrzymać na tym pierwszym warunku.
Dać się przekonać o grzechu…To wcale nie jest łatwe. Nam co prawda łatwo jest powiedzieć „jestem wielkim grzesznikiem” ale…czy to nie jest swego rodzaju asekuracja. Tak na wszelki wypadek…jakbyś mnie Jezu chciał przekonywać w życiu o mej nędzy to ja Ci już teraz mówię  „jestem wielkim grzesznikiem”.
Bo… „straszną rzeczą jest w paść w ręce Boga żywego”( Hbr 10, 13) i lepiej żeby mnie o niczym co się mnie samego odnosi ten Bóg nie przekonywał.

Ale…Jest jeden mały problem. Otóż…ZBAWIENIE JEST DLA GRZESZNIKÓW. Nie ma innej opcji. Do nieba wchodzą ludzie zbawieni. Zbawieni od grzechu. I tu się sprawa naszej błogiej samoświadomości zaczyna sypać. Bo my mamy gdzieś w sobie takie tamy i mówimy Bogu, że dalej już NIE! Dalej nie będę patrzyła, dalej nie chcę wiedzieć co jest we mnie, dalej…jest taka kraina w nas która nas przeraża. Dalej jest nasza NIEWOLA. Jest ziemia jeszcze nie zbawiona, choć OBIECANA. Ziemia budząca w nas postrach, tereny o których wolelibyśmy zapomnieć.

Ziemia poznania, ta na której rośnie wciąż rajskie drzewo…Moje osobiste rajskie drzewo. Ziemia mojej osobistej zdrady Boga. Bóg wysyła do serc naszych Kogoś, kto ma nas o tej przeklętej ziemi przekonać. Jest Nim Duch Święty. On zasmuca nas przeczuciem istnienia tej ziemi. I przekonuje, że i ona – ziemia nędzy, ma zostać zbawiona. Że to ze względu na Nią, przychodzi Jezus. Chce tej ziemi…Jest zdobywcą.

Proces dochodzenia do prawdy o własnej nędzy jest wyjątkowo trudny, ze względu na pychę żywota. Ta zaś, broni fałszywego wizerunku nas samych. Wizerunku bez skazy. Ale…my mamy skazę. Piętno nędzy nas dotyczy, choć strasznie próbujemy grać superbohaterów. Nie jesteśmy nimi…

Przekonywanie Boże o naszej nędzy rozgrywa się w przeróżny sposób. Czasem poprzez sytuacje w których nasze życiowe powołanie zostaje postawione pod murem pytania o jego autentyczność. O to czego, kogo tak naprawdę szukałam wybierając konkretną drogę życia. Wiąże się to z tym, że nagle zauważam, że tak wiele we mnie egoizmu, szukania siebie, tak mało miłości i że nie potrafię być wierna…TO DOŁUJE. Lecz…jest KTOŚ, kto właśnie wtedy przekonuje mnie o grzechu.

Chodzi o tą prostą prawdę, że w niebie są  ludzie, którzy zostali przekonani o własnej niedoskonałości i nędzy. Być może dlatego, by nie powtórzył się bunt najpiękniejszego  z aniołów-Lucyfera…Ten zbyt mocno uwierzył w swą doskonałość. I faktycznie, każdy święty miał to głębokie przeświadczenie o własnej nędzy. Jest to zbawienne przekonanie.

Komentarze

  1. Przeczytałem niedawno odkrywcze i zarazem przekonujące mnie zdanie: "BYĆ WINNYM, ABY STAĆ SIĘ WOLNYM"! Tak, trzeba nam się odsłonić, aby przestać inwestować cenną energię w obronę własnego wizerunku "niewiniątka", czy też "sprawiedliwego", ponieważ samoświadomość nieusuwalnej winy i konsekwencji grzechu jest wyzwalająca! Dzięki niej wychodzimy z Egiptu i udajemy się do Ziemi Obiecanej! Przyjmujemy od Boga dar przebaczenia, który jest rezultatem poznania prawdy o sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie to ująłeś...właśnie o to chodzi. Trzeba przestać grać niewiniątka. Jesteśmy winni i ta prawda nas WYZWALA do przyjęcia ZBAWIENIA.

      Usuń
    2. "Kocham Cię i pozwalam popełniać błędy", zdaje się mówić miłosierny Ojciec do córki, czy też marnotrawnego syna. Jakże wyzwalające jest miłosierdzie Boże! Musimy być jednak uważni i wyrozumiali uwzględniwszy, że także w naszym wnętrzu czai się, ów starszy brat czy siostra, którzy będąc blisko domu, wracają utrudzeni pracą słysząc muzykę i odgłosy radosnej zabawy...

      Usuń
    3. Swoją drogą piękna jest ta wolność Boga, który postępuje ze swoimi dziećmi tak jak chce...Dla nas to nie pojęte i się gryziemy z tym faktem, że od jest dobry dla tych według nas niewdzięcznych i złych. A On czyni swoim dzieciom tak jak chce... Jest Bogiem Miłosierdzia.

      Usuń
    4. Piękna, to prawda, dlatego warto do niej dojrzewać w cieple promieni Miłosierdzia, pomimo, że czasem to bolesne przejścia...

      Usuń
    5. ,, Byc winnym by stac sie wolnym" no nie wiem, w dziesiejszym społeczenstwie gdzie cały czas ktos kogos o cos oskarza, gdzie słyszy się jestes winny tego czy tamtego, ja widze ludzi już zanadto naznaczonych tym WINNY, że trudno uwierzyć im w piękno ktrego sa nośnikami

      Usuń
    6. Anonimowy...chodzi właśnie o to, że kiedy Duch Św przekona nas o winie, nikt nas już nie obwini...Duch Św nie obwinia, On przekonuje o winie by otworzyć na NOWĄ JAKOŚĆ. Jakość w której żadne poczucie winy nie ma mocy nade mną bo wiem jaka jest moja wina i jaka moja nędza a mimo to Duch przekonuje mnie, że z tym wszystkim jestem nieskończenie umiłowana. Ukochana po ofiarę z życia.

      Usuń
  2. "Być winnym" to mieć świadomość zaciągniętego długu, który stanowi darowane nam życie. Ma to zasadnicze znaczenie, kiedy staniemy przed dylematem przebaczenia. "Niwiniątko" nie przebaczy, "sprawiedliwy" również, bo niby w imię czego? Grzesznik natomiast, dodajmy skruszony ma taką szansę, bo nie czyni się lepszym, ani gorszym, może tylko troszeczkę innym. Potrafi być za to solidarny w niedoli, bo wie co to są pęta grzechu i sytuacje pozornie bez wyjścia. Prawdą jest, że desperacja zmusza grzesznika do szukania lekarstwa, często wtedy znajduje także Lekarza. I jak tu nie nie być wdzięcznym za tak wspaniałomyślne zmiłowanie...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom