Przejdź do głównej zawartości

Emocje wieczernika.(początek kolacji)

Wieczernik….
Poruszyło mnie, gdy odkryłam jak wiele panowało tam emocji. Ewangelista Jan pisze o „głębokim wzruszaniu” Jezusa, przed momentem ujawnienia zdrajcy. U Łukasza natomiast czytam, że uczniowie „byli smutni”, kiedy Jezus powiedział im o zdradzie popełnionej przez jednego z nich.
Nigdy wcześniej nie widziałam tego, jak bardzo ludzka jest ta scena.
Pomyślmy…Tam była istna burza emocji. Scena pełna uczuć. Z pewnością wzruszenie Jezusa, które  dobrze zaobserwował będący najbliżej Jan udzieliło się wspólnocie Apostołów.
Być może spoglądali na siebie z podejrzliwością, albo robili szybki rachunek sumienia.
Tylko jeden z nich wiedział o co Jezusowi chodzi.
Jednak ten ludzki element współczucia z Jezusem, jest tu niezwykle poruszający. Oznacza to, że serca (uczucia) Apostołów, są już odpowiednio uformowane. Pojawia się czucie z Jezusem.

Skupieni na tym co powiedział i z pewnością na sobie nawzajem…Z jednej strony uczestniczą w wielkim zwierzeniu Mistrza, z drugiej zaczynają się dziwnie wyprzedzać w usprawiedliwianiu „chyba nie ja”. To „chyba” jest zastanawiające, tak jakby do końca nie wierzyli w siebie, jakby czuli, że mają coś „za uszami”.

Ale jeden z nich w tym momencie był już gdzie indziej…Niby ciałem w jeszcze w Wieczerniku, a jednak w więzieniu własnego „ja” i pomysłu na życie. Judasz w tym momencie był CAŁKOWICIE SKONCENTROWANY NA SOBIE, i został takim aż do ostatniego swego tchu. Jego egoizm i wiara w siebie ( wierzył bardziej w własny projekt życie, niż w Słowa Mistrza) doprowadziły go do tego, że nawet własnej śmierci chciał stać się panem.


Judasz był mocno skupiony na sobie. I  to dla mnie nauka, by czuć z Jezusem i z innymi, by nie dowierzać własnym projektom na życie.

Komentarze

  1. Po przeczytaniu powyższego, pomyślałem sobie, że mocnym tytułem dla tego tekstu mógłby być, o taki: Emocje w Refektarzu (początek wieczerzy)...?!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst jest o ostatniej wieczerzy z Jezusem i stanowi pewnego rodzaju lectio do Ewangelii, nie wiem skąd skojarzenia z refektarzem, chyba że Anonimowy nazywa wieczernik refektarzem wspólnoty Apostolskiej.

      Usuń
    2. Refektarz Wspólnoty Apostolskiej - brzmi nieźle :):):)

      Usuń
  2. "Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu" (Mt, 26, 20)

    OdpowiedzUsuń
  3. Emocje w Wieczerniku sięgały zenitu, pulsowały tam bodaj wszystkie uczucia, które mogły się zrodzić z miłości i jej zaprzeczenia. "Chrześcijaństwo to wspólnota przyjaciół" - bardzo mi się podoba ta zwięzła i zarazem głęboka definicja, którą jako chrześcijanie powinniśmy urzeczywistniać w każdym czasie. Wcielać, czyli budować autentyczne relacje przyjaźni, nadawać realność Zmartwychwstałemu Ciału...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też bardzo się ta definicja podoba. Tworzyć wspólnoty oparte na przyjaźni, to ważne zadanie, Jezus myjący stopy uczy nas tego.

      Usuń
    2. Tak, "umyć drugiemu stopy" to nie bać się upokorzenia, co najwyżej ucierpi nasze dumne "ego", ale właśnie o tę małą śmierć chodzi! Zaraz potem popłynie radość od Zmartwychwstałego, który uczy nas poszerzania granic swego Królestwa poprzez gesty przyjaźni, dobre słowa i uczynki miłosierdzia...Dobranoc:)

      Usuń
    3. Poszerzanie granic własnego serca...Oto porywające zadanie członków jakichkolwiek wspólnot...Oddawanie życia za drugiego. Marzy mi się to, może do tego dojrzeję...

      Usuń
    4. "Tak jest z Królestwem Bożym, jak z nasieniem, które człowiek rzuca w ziemię. A czy on śpi, czy wstaje w nocy i we dnie, nasienie kiełkuje i wzrasta; on zaś nie wie jak. Bo ziemia sama z siebie owoc wydaje, najpierw trawę, potem kłos, potem pełne zboże w kłosie. A gdy owoc dojrzeje, wnet się zapuszcza sierp, bo nadeszło żniwo. I mówił: Do czego przyrównamy Królestwo Boże albo jakim podobieństwem je wyrazimy? Jest jak ziarno gorczyczne, które, gdy zostanie zasiane do ziemi, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Ale gdy zostaje zasiane, wyrasta i staje się większe od wszystkich jarzyn, i wypuszcza tak wielkie gałęzie, że w jego cieniu mogą się gnieździć ptaki niebieskie. I w wielu takich podobieństwach zwiastował im słowo stosownie do tego, jak mogli słuchać. A bez podobieństwa nie mówił do nich. Na osobności zaś wykładał uczniom swoim wszystko. " (Mk 4:26-34)

      Usuń
  4. ..."by nie dowierzać własnym projektom na życie"...bardzo prawdziwe. Nasze emocje często mogą zasłonić nam widzenie nas samych w przeciwieństwie do tego jak widzi nas Jezus...tak naprawdę, w każdym z nas, we mnie, odnajduje Judasza. Bo nikt z nich tam w Wieczerniku nie był pewien swojej wierności wobec Jezusa...dzięki Ci Siostro Hiacynto za ten wpis + :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostro, Twój blog też bardzo wart odwiedzenia...
      Dla zainteresowanych link : http://wnimjestem.blogspot.com/2015/04/wybor.html

      Usuń
    2. Odwiedziłem blog Sr. Beaty, chciałem nawet zamieścić komentarz, ale nie znalazłem tam opcji dla Anonimowego? Pozdrawiam Siostry blogerki :)

      Usuń
    3. Drogi Anonimowy, już zapisałam zmiany do komentarzy. Zapraszam do mojego bloga:http://wnimjestem.blogspot.com/ Dzięki S. Hiacynto :)

      Usuń
    4. Dzięki Siostro, obiecuję tam zaglądać :)

      Usuń
  5. W pracy często słyszę dużo, nazwę to delikatnie, nieprzyjemnych słów na temat kościoła, mówiąc ogólnie. Nie zawsze staję w Jego obronie. Czyli jestem Judaszem, Jezus czuje się zdradzony, bo ja udaję, że mnie tam nie ma. Modlę się, aby ZAWSZE mieć odwagę Go bronić. Słaba jestem, chociaż w tylu dziedzinach życia odważnie mówiąca co myślę. Może jednak kiedyś przyjdzie taki czas, że zaskoczę samą siebie... Mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest tylko Siostry bolączka, u mnie jest tak samo, czasem plotą, aż uszy więdną, ale czy warto dyskutować? Myślę, że nie zawsze trzeba wdawać się w pyskówki, czasem wystarczy jedno słowo, myśl lub milczenie. Jezus też milczał podczas procesu. To, że Siostra zdobyła się na odwagę, aby dostrzec w sobie Judasza, (którego przecież nosi każdy i każda z nas) świadczy o męce Chrystusa we wnętrzu. Tak, słabi jesteśmy, ale łaska w pewnych chwilach daje taką moc, że człowiek jest zaskoczony samym sobą,,, Mamy Nadzieję

      Usuń
  6. Niedawno ktoś pomógł mi uświadomić sobie, że nie aż tak ważny jest jakiś wyobrażony punkt dojrzałości finalnej, docelowej, jak ważne jest to, aby być w drodze do tego CELU. Jak skądinąd wiemy, droga DUSZY jest nieskończona, dlatego też nie musimy się specjalnie spieszyć, oczekiwać z niecierpliwością - WYSTARCZY BYĆ TU I TERAZ, czyli po prostu W DRODZE...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafnie powiedziane...Kiedy będziemy u CELU ? Wtedy, gdy znajdziemy się z ramionach Jezusa na wieki. Ta droga DUSZY polega na byciu TERAZ. Bardzo cenny i ubogacający komentarz :) Dziękuję.

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…