Przejdź do głównej zawartości

Świat a życie...

Przyznam się bez bicia, że tradycja filokalii ( modlitwy serca ) to dla mnie dość świeże doświadczenie. Na szczęście gdzieś ostatnio przeczytałam, że modlitwa Jezusowa przychodzi na człowieka wówczas, gdy nadszedł na to odpowiedni moment. Widzę, że mnie Pan do tego jakoś tam przygotowywał. Zauważam procesy dochodzenia do tej modlitwy…Myślę też, że znając Pana, będzie prowadził dalej…Że nawet modlitwa Jezusowa nie jest celem samym w sobie. Wszystko ma prowadzić do coraz to prostszego trwania przed Nim w MIŁOŚCI.

Dzięki hezychii zaczynam jednak zgoła w nowy sposób spoglądać na życie…
Po 12 latach spędzonych w zakonie mam wrażenie, że dopiero zaczynam rozumieć czym jest skupienie, milczenie i jaka jest tego wartość. Być może i z pewnością nie ma się czym chwalić …
Życie duchowe to nie wyścigi to ŻYCIE a na ŻYCIE trzeba mieć czas. Być może dopiero zaczynam pozwalać sobie na Życie…

Idąc drogą filokalii medytacja dzisiejszej Ewangelii zaprowadziła mnie właśnie do ŻYCIA. I nie było wcale łatwo. Po 5 godzinach spędzonych w hałaśliwej szkole podstawowej nie łatwo się wyciszyć. Oj tak! Dzisiejsze hamowanie było dosyć drastyczne…Na modlitwie staram się nie patrzeć na zegarek ( sprawdzam jedynie czas rozpoczęcia i moment zniechęcenia, który zawsze się pojawia …prędzej czy później J). Dziś jednak czułam, że etap wyciszania, który od jakiegoś czasu polega u mnie na prostym powtarzaniu „Jezus…Jezus…” trwał długo….Gdy wreszcie odnalazłam w sobie miejsce dla Słowa przeczytałam fragment dzisiejszej Ewangelii. Moją uwagę przykuły słowa „Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym”(J 5,27). Z tych zaś jedynie te „mieć życie w sobie”.

Zrozumiałam, że to ważne. Mieć życie w sobie to znaczy posiadać własne życie. Mieć w sobie życie wewnętrzne. I tak pomyślałam, że kiedy ma się życie w sobie – tak jak Jezus, wtedy nie żyje się „cudzym życiem”. Mieć życie w sobie to wziąć je, tak jak Syn od Ojca, wziąć je od Syna.

I jakoś mi się tak połączyły wątki. Rano przecież w bardzo banalnym i nie pobożnym miejscu, przyszło mi do głowy coś takiego:
Świat nie może nas napełnić ponieważ jest skończony, ma początek i będzie miał koniec. Nie może nas napełnić bo jest ograniczony…materią. Człowiek jednak zapycha się światem, i czuje coraz większy głód ( w myśl zasady „apetyt wzrasta w miarę jedzenia”). Prawdziwie napełnić nas może jedynie Bóg, bo jest nieskończony ( był, jest i będzie) i nieograniczony ( niematerialny ).

Tak mi się to powiązało. Mieć życie w sobie to żyć życiem wewnętrznym, być jak Maryja KECHARITOMENE czyli pełna łaski. Mieć życie w sobie…

Komentarze

  1. "Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
    wszystkich wzywających Go szczerze." (Ps 145, 18)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce." ( por. J 1,1-18)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny blog Siostra prowadzi. Tylko jak "napełnić" się Panem Bogiem, to też nie jest takie proste ;) i wtedy zaczyna się to "zapychanie" światem, ciężko przed tym uciec.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla nas, słabych, pozostaje jedynie uciekać się do Imienia Jezus, aby przezwyciężyć namiętne myśli. (Św. Barsanufiusz i Jan z Gazy). Ci swięci to tytani wytrwałości, ale napewno nie było im łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  5. HYLEMORFICZNA...
    METHAMORPHOSIS...
    KECHARITOMENE...
    MIRIAM zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. (Łk 2,19).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…