Przejdź do głównej zawartości

Dialogi Bosko-ludzkie.

Człowiek-istota tak bardzo dialogiczna.
Składająca się z duszy i ciała. Nawiązująca dialog ze światem i z własnym wnętrzem.
A jednak Słowo w nas domaga się ciszy. I słowo jest dziś tak bardzo zdewaluowane.
W ogromnej ilości informacji ginie jakiś autentyzm a słowo staje się często narzędziem manipulacji i reklamy. Są jednak jeszcze takie momenty, gdy czujemy ciężar słowa. Istotnie głębokie spotkania z drugim człowiekiem charakteryzują się owym ciężarem. Kiedy mówimy sobie lub o sobie rzeczy ważne, nie raz ściska nas w krtani. Więc słowo ma w sobie jakąś moc. Słowem otwieram przed drugim wewnętrzny swój  świat.
Obraz namalowany przeze mnie :) na podstawie całunu i chusty z Manoppello

Kiedyś mi się tak napisało:

Pomiędzy drgnieniem a dźwiękiem
Jest sfera tajemna
Odnajdujesz ją w sobie
Tam gdzie myśl oczekuje słowa

Miedzy myślą a słowem
Tyle jest drgania
Tyle twórczej działalności
Tyle natężenia

Musi tak być
By wyszła tajemnica istnienia
Poprzez portyk ust.

Co zrobiłeś Boże, że wyrzekłaś Słowo? I wpuściłeś nas w siebie bośmy Tym Słowem zaistnieli?
A później znowu wyrzekłeś nas na nowo, po tym jak Cię zdradziliśmy. Powiedziałeś wtedy i znów Słowo Twe stało się Ciałem. Ty w Chrystusie stworzyłeś mnie na nowo.

Syn Twój to Wcielony dialog, tego co ludzkie z tym co Boskie. Pośrednik i Brat nasz.

„Jezus Chrystus, jako Słowo i doskonałe Przymierze Boga z ludźmi, jest ze swej istoty dialogiem – z tym jednak, że ten Bosko – ludzki dialog, którego On jest  w samym swoim jestestwie zapośredniczeniem, oznacza coś daleko więcej niż zwykłą rozmowę dwóch różnych Osób”. Hans Urs von Balthasar Medytacja Chrześcijańska


Komentarze

  1. I piszesz, i malujesz... Obdarowana, dzielisz się tym, co otrzymałaś. Komu tu dziękować? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i filozofujesz ;)
      Ave Maria, gratia plena, Dominus tecum;
      benedicta tu in mulieribus,
      et benedictus fructus ventris tui, Iesus.
      Sancta Maria, Mater Dei, ora pro nobis peccatoribus,
      nunc et in hora mortis nostrae. Amen.

      Usuń
    2. Baranko...cóż mam co nie byłoby mi podarowane? ;)
      Anonimowy :) Dziękuję za modlitwę :)

      Usuń
  2. "Kiedy mówimy sobie lub o sobie rzeczy ważne, nie raz ściska nas w krtani." - to prawda, ale prawdą jest, że jeśli już zdecydujemy się wyjść ze swej kryjówki przekraczając bariery, a następnie pokonując różne opory i ograniczenia, to za każdym razem bywa z tym lepiej. Myślę, że dialog, ze swej natury jest wyjściem w kierunku Innego, odmiennego psycho-fizycznie i kulturowo człowieka. Na początku wydaje się nam to ktoś obcy, ale im bardziej się do niego zbliżamy tym wyraźniej rozpoznajemy w Nim siebie, czyli nasze ukryte człowieczeństwo poprzez drugiego człowieka. Wydaje mi się, że lęk przed wejściem w relację z odmiennością może być zasiewem złego ducha, który nie chce dopuścić do urzeczywistnienia nadrzędnego dobra wypływającego z Ewangelii :)
    Dziękuję za inspirację i pozdrawiam:) benek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wychodzenie ku drugiemu jest dla nas bardzo uwalniające:)

      Usuń
    2. Czyż nie jest to pararela do wyjścia z "...ziemi egipskiej, z domu niewoli"...?

      Usuń
    3. Każde uwolnienie się z niewoli ducha jest Exodusem.

      Usuń
    4. Czyli każde wyjście z siebie ku drugiemu, ku Innemu to misja...https://www.youtube.com/watch?v=xBLbH6vRwk8

      Usuń
  3. ...słowa, które wypływają z głębokiej ciszy wypełnionej Bogiem mają moc przemiany i rodzą dobry dialog...dzięki Siostro Hiacynto za ten wpis :) Piękny ten Twój obraz! Zdolna jesteś artystko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Głęboka cisza wypełniona Bogiem"...tak....

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…