Przejdź do głównej zawartości

Korzystaj z życia!

W gruncie rzeczy życie to wielki dar. I faktycznie, nie jest to dar doceniany. Tak już jest, to co mamy na co dzień  jest dla nas oczywiste. Ale życie to zbyt wielki dar, by na tą oczywistość się zgodzić. Dostałam szansę życia, mogę doświadczać świata, spotykać drugiego człowieka, poznawać. Mogę tworzyć.

Jak często nie korzystam z życia?
To wielka ściema współczesności, w którą daję się wmanewrować. Bo świat za słowami : „korzystaj z życia” rozumie coś co zupełnie jest sprzeczne z faktycznym byciem w życiu. „Korzystaj z życia” znaczy dla świata: baw się dobrze, wyluzuj się-UCIEKNIJ od rzeczywistości. Bo co proponuje nam taki model życia? Jedynie to, by mieć wygodnie.

Prawdziwe korzystanie z życia to zupełnie rzecz inna niż wygodnictwo. Życie to dar od Boga, uciekając przed rzeczywistością, uciekamy od frajdy płynącej z jej doświadczania. Naprawdę, życie warto przeżywać w pełni  - całym sobą. To znaczy być obecnym w tym co jest tu i teraz i umieć usłyszeć jaki to prezent przygotował dla Ciebie Bóg na teraz-dla Twojego życia.

Przykładowo: Mając wolny dzień masz wybór: możesz pójść spać, możesz spędzić resztę dnia na „fejsie”, obejrzeć film, serial, pójść na imprezę. Ale życie ma dla Ciebie samo siebie. Życie samo w sobie jest warte przeżycia, bez ucieczek jakie stosujemy.

Popatrz, za oknem piękna pogoda, weź psa, lub sąsiada i idź na spacer, uciesz się słońcem, przyrodą, napotkanym człowiekiem! A jeśli pada a Ty nie lubisz deszczu? Pewnie masz wiele talentów , pomyśl który mógłbyś wykorzystać i na przykład zrobić prezent komuś. Życie to twórczość i ona nas czyni ludźmi w pełni. Nawet prosta rozmowa jest twórczością. Poważnie! Kiedy obdarzysz kogoś uśmiechem, na ulicy może poprawisz mu zły dzień.

Serio! Mamy wpływ na świat w jakim żyjemy, na to jaki on jest. To my wnosimy w ten świat istotną treść. Ale jest warunek-musimy być obecni w naszym życiu. Nie uciekajmy więc! Żyjmy!


Komentarze

  1. tak, do tego co Siostra napisała nasunęły mi sie słowa św. Pawła,, Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele to bardziej dla was konieczne. A ufny w to, wiem, że pozostanę, i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze, aby rosła wasza duma w Chrystusie przeze mnie, przez moją ponowną obecność u was. Niesamowite sa te slowa, bo mówią, życie na całego, to życie poświęcone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Życie na całego to życie poświęcone. W końcu ziarno obumiera ale rodzi życie.

      Usuń
  2. To nie takie proste "uśmiechać się do ludzi", kiedy po drugiej stronie napotykamy zimną i obojętną maskę, czasem nawet podczas Mszy w kościele możemy zostać zranieni. Otwartość i odważne wchodzenie w relacje z innymi wiąże się z ryzykiem zranienia, albo odnowienia jakiejś starej rany...
    "Jak On może nam dać /swoje/ ciało na pożywienie?"... (J 6,52-59)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że odpowiedź na powyższe dylematy mogła by brzmieć; "Kto otwiera swoje serce na drugiego, żyje uczuciami Jezusa i zgadza się na zranienie swego serca, a przy tym łączy to z Jego męka, uczy się trwać w Nim"...:)

      Usuń
  3. w miłości nie ma LĘKU !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale to nie oznacza, że mamy zamykać oczy na istniejące ryzyko:)

      Usuń
    2. Warto wiedzieć, że serce Jezusa zostało zranione ...Rana z miłości. Miłość nie szuka zemsty po zranieniu. Lęk preparuje zemstę, kto się nie lęka oddaje życie bo kocha. Taki przykład dał sam Jezus.

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…