Przejdź do głównej zawartości

Lekarstwo Miłosierne.


Człowiek jest piękny. Każdy jeden! U zarania swej historii doświadcza bowiem miłosnego aktu stworzenia. I zanim akt miłości zaistnieje w dwóch ciałach przyszłych rodziców Bóg pierwszy umiłował. Jest to podstawa naszej wartości, fundament pod wszelką dojrzałość ludzką.
Człowiek dojrzały to przecież człowiek, który nie boi się Miłości. Celowo napisałam z dużej litery.

Wczoraj moje serce poruszyły słowa pewnego kapłana. Powiedział on:  „Abyśmy umieli przyjmować miłość, bez poczucia winy”. NIESAMOWITE. Uświadomiłam sobie, że ja to raczej nie potrafię przyjmować i po prostu czuć się wdzięczną, nie do końca wierzę, w bezinteresowność, w to, że ktoś może mnie kochać dla mnie samej, nie dla tego co mogę mu dać.

Takie doświadczenie, że jest się kochanym a ta druga osoba nie szuka niczego poza nami samymi, jest nam niezmiernie potrzebne ( bynajmniej mi jest bardzo). Wiemy, że my, ludzie jesteśmy interesowni. Zazwyczaj kochamy, bo osoba ukochana zapełnia nam naszą pustkę. I to bywa przyczyną tego, że w wielu przypadkach, nasze „ukochane” relacje w pewnym momencie zaczynają przeżywać bolesny kryzys. Emocje się kończą, a pustka, którą dotąd zapełniały uczucia między jedną a drugą stroną znów się odsłania.
 
Tak bardzo istotne jest więc, bym wiedziała, że noszę w sobie pustkę. Że jestem człowiekiem zranionym, że piętno grzechu mnie boli, tak mocno, że szukam złagodzenia. Szukam tej relacji, którą moja dusza przeczuwa. Relacji sprzed grzechu pierwszych rodziców. Szukam pełni.

Mam głębokie przekonanie o tym, że przed grzechem człowiek właśnie „przyjmował miłość bez poczucia winy”, był przejrzysty i kochał by kochać, nie dla zysku.

CHCEMY RELACJI.
Co więc mamy zrobić? Czy zamknąć się w celi i żyć jedynie dla siebie, z poczuciem, że moja pustka zawsze doprowadzi związek, relację do kryzysu? To byłby czysty egoizm, i wielu w to idzie. Myślę, że współczesna moda na singli właśnie tu ma swoje korzenie. Nie chce czuć rozczarowania, więc wolę żyć ze swoją pustką w dość toksycznej więzi, więzi z samym sobą.

Wydaje mi się, że bardzo potrzebujemy wpatrzenia w MIŁOSIERDZIE. Ono jest relacją dawania, bez oglądania się na siebie. Uczy nas jak przyjmować zostawiwszy poczucie winy raz na zawsze za sobą. Pozwolić się umiłować wiedząc, że  naprawdę nie mam nic nawzajem do dania.


Miłujmy się MIŁOSIERNIE…dawajmy i przyjmujmy w wolności, nie zobowiązując do wzajemności. Miłosierdzie samo wyzwoli wzajemność.  

Komentarze

  1. „Abyśmy umieli przyjmować miłość, bez poczucia winy” - tak, to zdanie esencjalne, samo sedno! Jesteśmy bowiem tak bardzo zranieni miłością zawłaszczającą, toksyczną, swoistym szantażem emocjonalnym, że później nie potrafimy uwierzyć w bezinteresowną miłość, gdy się cudownie zdarzy... A jednak, cuda się zdarzają...Pozdrawiam Siostrę i Siostry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzają się i cuda i bezinteresowna miłość :)

      Usuń
    2. Cieszę się, że jesteśmy "jednego serca i jednego ducha" i się ze sobą zgadzamy w kwestiach najważniejszych, a więc dotyczących wiary, nadziei, miłości i oczywiście Bożego Miłosierdzia, które podtrzymuje świat w istnieniu, pozwala wierzyć w życie, żywić nadzieję i bezinteresownie kochać Innego...:):);)

      Usuń
  2. Miłość jest wspaniałomyślnym darem Niebios, a samo Jej przyjęcie sprawia Bogu niewysłowioną radość! Tak, nie mieści nam się w głowach, że tak może być w rzeczywistości. Obserwujemy wokół nas szaleństwo mentalności wojennej, dla której istnieje jedynie konflikt interesów i bratobójcza walka. To nie jest rzeczywistość prawdziwa, jednak daliśmy sobie wmówić, że nie może być inaczej, nie do końca wierzymy Królestwu, które 2000 lat temu przyniósł na ziemię Jezus Chrystus. Jak historia pokazała szybko się z Nim uporaliśmy, wystarczyło trzy lata... Teoretycznie możemy już żyć w niebie przebaczenia, ale w praktyce mamy problem z umysłem, który żyje dzięki konfrontacji, dlatego bez przyjęcia Miłosierdzia Bożego, które jest uzdrawiającym balsamem pozwalającym zintegrować w sobie przeciwieństwa, skazani jesteśmy na smutny los płynący z podziału na "lepszych" i "gorszych", na "swoich" i "obcych" itd, itd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci S. Hiacynto za głębię Twoich słów i podzielenie się... ta PEŁNIA, której szukamy jest w NIM. W BOGU MIŁOSIERNYM. Często własnie w zranieniach i po omacku docieramy do tej prawdy... Z modlitwą za Ciebie +

      Usuń
    2. Tak :) To On jest nasza Pełnią-Chwała MU! Odwzajemniam modlitwę :) +

      Usuń
  3. "Miłosierdzie samo wyzwoli wzajemność." :):):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nurtuje mnie jeszcze kwestia poczucia winy w obliczu ofiarowanej nam miłości, dlatego postanowiłem doprecyzować tą kwestię. Otóż, czujemy się winni, bo nie możemy pojąć i uwierzyć jak coś w tym świecie może być za darmo. Od kolebki wtłaczane jest nam do głowy przekonanie przeciwne, że nic nie ma za darmo i że na wszystko musimy zasłużyć. Po czym przychodzi do nas Jezus i rozdaje życie wieczne za darmo, miłosiernie lituje się nad nami, szczerze nam współczuje, przebacza winy i miłuje nasze słabości. A co my na to? - "Nie, to nie może być prawda, z pewnością ma jakieś konszachty z Belzebubem!" Nasza głowa nie chce tego cudu pomieścić, bo to się nie godzi, aby takie szaleństwo Miłości miało miejsce! A jednak, Pan przychodzi i nieustannie do nas mówi: "BIERZCIE I JEDZCIE" - ZA DARMO :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że tu trzeba coś dopowiedzieć. Bo chyba nic złego w tym, że czujemy się winni tego, że Jezus za nas umarł. Problem zaczyna się w naszej nieumiejętności przyjęcia tej ofiary bez "poczucia winy" to znaczy bez takiego kombinatorstwa, że nie zasługuję- NIE ZASŁUGUJĘ ale muszę przyjąć że tak jest, że NIGDY na TAK WIELKĄ MIŁOŚĆ, posuniętą aż do daru z życia nie zasłużę.

      Usuń
    2. Słusznie dopowiedziałaś Siostro! "Po części bowiem tylko poznajemy..." (1 Kor 13. 9)

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Dbałość, miłość, pielęgnacja...słów kilka na temat rozwoju więzi.

Gdyby nie spotkanie z kilkoma osobami wszystko byłoby inaczej…Myślę o tym, że w życiu tak bardzo istotne są relacje. Ogólnie więzi, które zawieramy.
Może nie jestem jakaś bardzo stara…ale tak teraz mam, że patrzę z perspektywy. Widzę, jak konkretne spotkania, z konkretnymi ludźmi wpłynęły na to kim jestem, co robię, jaki jest standard mojego samopoczucia.
Jakby nie było, ludzi spotykamy od początku…Ledwo wyjdziemy z łona matki. Tak bardzo relacje rzutują na to jaki jest nasz świat. To wręcz oszałamiające…Prawdą się okazuje przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje” i jakaś niezwykła mądrość jest w biblii, kiedy mówi ona o tym, by unikać przewrotnych i złych. Już w psalmie 1 czytamy, że „błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wkracza na drogą szyderców”. Lecz…czy to oznacza, że mam uważać niektórych za gorszych i nimi gardzić?-Bynajmniej. Biblia pokazuje w ten sposób o wiele głębszą prawdę. Chodzi w niej o to, by głębokie, przyjacielskie relacje budować z…