Przejdź do głównej zawartości

Dla samego Jezusa!



Rola zmysłowości w życiu duchowym człowieka.
Hmmm…Temat rzeka, budzący wiele sporów i kontrowersji. Czy więc zmysły mogą i czy odgrywają w naszym życiu duchowym jakąś rolę?

Zmysłowość człowieka jest nierozerwalnie związana z jego cielesnością, lecz komunikaty zmysłowe docierają do płaszczyzny duchowej. Doświadczenia zmysłowe mogą integrować człowieka z otaczającym go światem i zasadniczo taką rolą z założenia pełnią.
Wystarczy zresztą spojrzeć na świat człowieka z autyzmem, który niejako odgrodzony jest od własnych doznań zmysłowych. Nie umie ich zinterioryzować, są one dla niego „ciałem obcym” z którym trzeba sobie radzić jak się umie. Nie jest więc rzeczą zdrową życie oddzielone od uczuć i zmysłów. Życie w którym zmysły i dusza żyją oddzielnym i „własnym życiem”.

Ktoś ostatnio porównał życie autystyka z źle zdabbingowanym filmem, widzisz ruch warg ale głos idzie o dwie sekundy później. Zmysły są nie powiązane. Choć to przykre schorzenie, jednak autyzm pomaga nam zrozumieć istotną rolę zmysłów w prawidłowym funkcjonowaniu człowieka.

Bóg czyniąc nas istotami zmysłowymi chciał byśmy za pomocą tych zmysłów doświadczali duchowości. Mam o tym głębokie przekonanie. Wystarczy zresztą pójść do lasu o tej pięknej majowej porze. Po co ludzie idą na spacery do lasu? Bo ich dusze przeciążone tygodniowym siedzeniem w pracy, gdzie zazwyczaj o przyrodę i ciszę nie łatwo potrzebują doznania ciszy, zapachu lasu i zieleni. Już tu widać kojący wpływ trzech zmysłów na duszę człowieka.

Mamy więc wbudowany „wewnętrzny szpital” dla skołatanych  nerwów, lecz…w imię wielu nie mądrych wymówek nie chcemy z niego korzystać, co owocuje chorobami i wówczas już trzeba się udać do prawdziwego szpitala. Ten genialny „wewnętrzny szpital” sam daje nam znak, poczuciem chęci kontaktu z przyrodą, lub równie kojącym spotkaniem z przyjacielem. Każdy ma inaczej, bo Bóg w swej niezmiernej twórczości dał nam wrażliwość różnego typu. Może ktoś bardziej ukoi duszę w filharmonii czy operze, ktoś inny w muzeum.

Szukamy pozytywnych doznań zmysłowych, lecz czai się tu podstęp. Nasze ciało działa instynktownie, i rozum w porozumieniu z sercem ma rozeznawać co kiedy służy a co szkodzi.
Niektóre doznania zmysłowe są dziś trucizną opakowaną w kolorowy papier. Przykładem niech będą narkotyki. Ćpanie jest „odprężające” i daje „kopa”-działa na zmysły, ale na dłuższą metę widzimy, że skutki są opłakane. Bo gdy człowiek sam zaczyna kombinować jak po tanich kosztach się „wyluzować” to kończy się to tragicznie.

Ojcowie pustyni dobrze o tym wiedzieli, jest to zresztą ich geniusz,  że odkryli antidotum na współczesne choroby tyle wieków wstecz. Ojcowie zalecali więc drogę HEZYCHII-równowagi zmysłowo-duchowej. Hezychia jest powiązana z filokalią co się tłumaczy „umiłowanie piękna i dobra”. To klucz, bo aby rozeznać, które doświadczenia zmysłowe służą a które szkodzą pomocne jest pytanie „czy to jest piękne” a następnie „czy to jest dobre”, dobre nie tylko na tę chwilę ale na dłuższą metę.

Matka Paula Zofia Tajber, kobieta niezwykła – bo głęboko doświadczająca świata za pomocą zmysłów. Uzdolniona muzycznie, plastycznie i od dzieciństwa lubująca się   kontakcie z przyrodą, która ją zachwycała.  Ta właśnie nawrócona z marksizmu założycielka mojej wspólnoty zakonnej z własnego doświadczenia wiedziała, że zmysły są bardzo istotne. Wiedziała też, że zmysłowością lubi posługiwać się wróg Zbawienia. Tajber więc nie wprost, lecz wynika to pism, że wraca do idei ojców, którzy zalecali Hezychię-duchową harmonię.

Czytam u niej o potrzebie kochania Jezusa dla „samego Jezusa”, czyli o akcie czystej kontemplacji wlanej. Znaczy to, że Matka Tajber potrafiła nie zatrzymywać się na zmysłach lecz obrała kierunek „dla samego Jezusa”. I dodaje, że chodzi tu o trwanie w „szczęściu wiecznej harmonii”-więc hezychii  jakby powiedzieli Ojcowie. ( Por: M. Paula Zofia Tajber, Pisma Wybrane tom I, s.23).

Umiejętność Matki polegała na rozgraniczeniu tego co służy życiu duchowemu i tego co szkodzi. Te zmysłowe bodźce potrafiła ona umiejętnie dobierać i owocem tego stało się jej spotkanie z Jezusem w prostym akcie kontemplacji.

Trzeba jednak zwrócić uwagę na to pytanie, które odnajdujemy wczytując się w jej pisma:
„ Świat duszy musi być całkiem zamknięty na wszelkie wpływy niewłaściwe życiu Bożemu. Lecz gdzież znaleźć tę swobodę? Jak usunąć te wszystkie przeszkody? Jak zagrodzić dostęp temu zewnętrznemu życiu, które wchodzi do duszy przez zmysły, a tak przeszkadza w rozwoju ducha!”( Por: M. Paula Zofia Tajber, Pisma Wybrane tom I, s.24.)

Pytanie to ma głęboki związek, z opisywaną już na blogu przeze mnie drogą NOWEJ MENTALNOŚCI, która wypływa z nauczania Matki i która w moim odczuciu jest lekarstwem na dzisiejsze bolączki.
Nowa mentalność nie szuka siebie, lecz „samego Jezusa” czyli przewartościowuje służbę i ofiarowane życie ponad własne interesy i dobra odczuwane jako przyjemne dla zmysłowej, czyli z duchowego punktu widzenia patrząc , niższej części człowieka.


Komentarze

  1. "Bóg czyniąc nas istotami zmysłowymi chciał byśmy za pomocą tych zmysłów doświadczali duchowości"... wielka prawda na drodze harmonii naszego człowieczeństwa. Sam Jezus jest tu najlepszym przykładem jak łączyć ducha i zmysły. Dziękuję Siostro za ten wpis i za zaproszenie do "NOWEJ MENTALNOŚCI" :) Z modlitwą +

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…