Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2015

Dowód.

Piękny dowód na istnienie Boga to człowiek, który czyni dobro. Byłabym nie w porządku gdybym to pominęła. Otóż widzę, że przyszedł w moim życiu taki czas, kiedy Bóg pokazuje mi, że się troszczy. Nie czyni tego jednak ex nihil –z niczego, przeciwnie używa ludzi. Często Pan pokazuje mi siebie w ludziach, od których może najmniej tego oczekuję. Przychodzi pomoc w sytuacji podbramkowej.
Wczoraj, pewna osoba stanęła niemalże na rzęsach, by zadzwonić do mnie z bardzo cenną poradą. Osoba, którą mogłoby to zupełnie nie obchodzić, poszukała numeru telefonu do mnie, dzwoniła trzy razy …Tylko dlatego, że chciała mi w czymś pomóc –bez interesu.

Uczę się od tych „Bożych posłańców” jak mam sama traktować drugiego człowieka będącego w potrzebie. Uczę się nie być obojętna, wyciągać pomocną dłoń bez czekania aż ktoś poprosi.

Easy...

Dziś jedynie krótki komentarz do zdjęcia. Pierwsi mnisi uciekali od miasta, cywilizacji, hałasu. Poszukiwali ciszy i samotności. Zachwyca mnie szczerze mówiąc ta determinacja. Popatrzcie-ile oni musieli włożyć trudu w zbudowanie takiego klasztoru na skale?
Czy my czasem dziś nie gubimy się przez to, że wybieramy najprostsze rozwiązania? Nasz sposób myślenia jest w skrócie taki :„must be easy”-musi być łatwo. Coraz częściej szukamy więc łatwych-prostych rozwiązań, bo to jest „nowoczesne”.

Jednak patrząc na te piękne klasztory myślę sobie, że Ci co tam mieszkają są chyba szczęśliwsi od nas.

Wola ...czyja?

„Wyrzućcie mnie za burtę”-rzekł Jonasz, wiedząc, że rozpętana na morzu burza to sprawka jego ucieczki od woli Bożej. Bóg walczy o Jonasza, i daje mu przeciwności losu, bo koniec końców znalazł się w przeznaczonej mu lecz znienawidzonej przez niego Niniwie. Aż nazbyt dobrze rozumiem Jonasza. Rozumiem też Boga, choć walka z falami przeciwności, które mają mnie sprowadzić na odpowiedni kurs nie jest łatwa.
Bóg robi nam tak, żebyśmy w końcu znaleźli się na ścieżce Jego woli.
Jezus, dziś śpi w łodzi apostołów. Zupełnie jak Jonasz na statku do Tarszisz (miasta prestiżu). Powstaje huragan a On śpi. Jezus jest nowym Jonaszem i początkiem Nowego Stworzenia o jakim mowa w liście św . Pawła do Koryntian. Pełni wolę Bożą całkowicie a jednak dobrowolnie pozwala wyrzucić się „za burtę” życia idąc na Krzyż. My jesteśmy wątpiący i „małej wiary”-ale to On za to „obrywa”. I choć podobnie jak Jonasz lęka się własnej misji (Ogrójec) to realizuje ją zupełnie. Tak to Jeden umarł, i w śmierci pogrzebał grzech…

Niech Jezus kocha!

„ (…) Chciałam jeszcze napisać, że ja miłość moją ku Jezusowi buduję na Jego miłości ku mnie. Wiedząc o tym, że ona trwa wiecznie, staram się żywo wyczuwać ją w sobie i przez to życie wewnętrzne staje się coraz bogatsze, gdyż czuję miłość Jezusową zapalając się nią”-Takie słowa czytam dziś u założycielki mojej wspólnoty zakonnej Matki Tajber. Słowa niezwykle ważne, bo co tak naprawdę człowiek może dać, czego by nie otrzymał? Doświadczam mocno i boleśnie, jak wielką pustkę noszę w sobie. Nic nie jest w stanie jej zapełnić  jedynie ta Jezusowa miłość, o której pisała Matka Paula Tajber. To fakt! Poczucie tego, że jesteśmy kochani jest fundamentem tego kim jesteśmy. Więc stańmy w prostocie przed Panem i po prostu powiedzmy „Kochaj mnie”…Trwajmy w doświadczeniu Jego miłości.

Wydanie siebie.

„W pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości”- Te słowa z drugiego listu św. Pawła do Koryntian dziś rano głęboko mnie sfrustrowały.
Jak mało daję…I Jak bardzo chronię wygodny dla mnie tryb życia. Jak często zamiast służby wybieram egoizm. A przecież nieustannie przekonuję się, że nawet niedoceniony przez innych wkład w środowisko jakie mnie otacza daje radość. Radość – bo człowiek służąc obumiera ale pozostawia jakieś życie. Wydając siebie rodzę. Zawsze wydając rodzę. Dlaczego więc tak często wybieram nieurodzaj własnej pychy, ambicji, dumy?

Z odsłoniętymi twarzami :)

Opowiem Wam dziś o pewnym nielicznym z plusów internetu. Wiemy, że jest on kopalnią różnorodności. Potrafi wciągnąć i uzależnić. Dla niektórych bywa odskocznią od życia, ucieczką od rzeczywistości. Są i tacy, dla których sieć staje się miejscem wylewania negatywnych emocji  w kierunku nie znanych sobie osób. Każdy, kto jakoś w tym wirtualnym świecie działa, choćby przez posiadanie konta na portalu społecznościom spotkał się też z pewnością z tzw. hejterstwem – ludźmi, którzy czerpią satysfakcję w robienia innym na złość. To nie jedyna dewiacja sieciowa. Kryją się tu niezdolni do  realnej miłości pseudo-wielbiciele, którzy szybko zmieniają się w nienawistników-jeśli tylko dasz im do zrozumienia, że nie interesuje Cię flirt. To wszystko prawda.
Jednak internet to też sieć pełna ludzi – często samotnych, lub bojących się relacji rzeczywistych. Jest tu – w tej nierealnej do końca rzeczywistości masa poranionych, którzy szukają tu CZEGOŚ. Komunikatory internetowe nie są jednak złe, dzięki nim…

Nałogowy dobroczyńca.

Muszę o nim napisać, bo jest mi coraz bliższy. Albert, święty, wrażliwy i uzależniony od tytoniu.  Śledząc jego życie myślę, że Bóg go ciosał jak drogocenny kamień, by wyszlifować. Miał świetne predyspozycje. Powstaniec styczniowy, malarz z wykształcenia, i…palacz nałogowy. Pragnący zostać Jezuitą, lecz doświadczony w nowicjacie silnym załamaniem psychicznym, na tle własnej walki z paleniem. Wydalony z zakonu. Koniec końców spotkał Miłosierdzie Boże i polepszyło mu się. Sam odczuł powinność by się tym miłosierdziem dzielić. Malowane w Krakowie obrazy oddaje bezdomnym by je sprzedawali…Człowiek który zamieszkał w ogrzewalni dla ubogich. Głęboko ukształtowany bo pozwolił kształtować w sobie Chrystusa. Bardzo upodobniony.
Albert… brat naszego Boga Który zwyczajnie miał powołanie
Być może nie takie o jakim marzył
Albert – patron najmniejszych w zakonie Ten z oddziału dla nerwowo chorych
Albert-święty
Z depresją zamiast palmy męczeństwa Z  przeszłością i bez nogi
Albert
Z sercem na dłoni.

Skarpetki ...i co z tego?

Zdarzyło mi się wczoraj znaleźć się w sklepie z odzieżą. He! Poszukując …skarpet między innymi . Moja obecność przykuła jednakże uwagę dwóch ekspedientek, które jak się okazało bacznie przyglądały się mym skarpetkowym poszukiwaniom. Po kupnie wybranych skarpet, zapłaciłam lecz nie wyszłam ze sklepu. Przeszłam na drugą połowę, gdzie było obuwie.   Owe panie były jednak przekonane o moim opuszczeniu ich zacnego sklepu i wdały się w ciekawą dla mnie rozmowę, która….dotyczyła mej osoby. I jedno wam powiem: To dobra rzecz, czasem niechcący posłuchać o tym jak inni nas postrzegają. Mnie to rozweseliło, choć panie widząc, że jednak jestem nie miały zbyt ciekawych wyrazów twarzy. Pomyślałam jednak o dystansie do własnej osoby i takiej zdolności wysłuchania różnych rzeczy na swój temat. O ile z ust nieznajomych to nie boli o tyle, gdyby powiedział to ktoś bliski….no…byłoby może ciężko.
Dotarło do mnie, że ludzie po prostu mają prawo mówić o mnie różne rzeczy. Nie jestem pępkiem świata, bo świat n…

Zaciśnięta pięść.

Takie dziś aktualne są dla mnie Boże Słowa, które czytam. O oku za oko, i zębie, który chcę wybić memu bratu w zamian za to, że on wybił mój. Przenośnia doskonała jak dla mnie. Wciąż przecież widzę, że tak bardzo kurczowo, w pięściach trzymam własne życie. Zupełnie jakbym wierzyła w to, że należy do mnie, że się mi należy…Cokolwiek. A przecież, wszystko co mam jest mi „podarowane”-celowo w cudzysłowie, bo mają zwyczaj mówić tak pewne dobre dusze.
Gdybym wierzyła w  „podarowane”- czy zachowywałabym tak wiele dla siebie? Tylko i wyłącznie dla siebie? Staję się tym samym tak często powodem do „wyszydzenia posługi” – której przecież nie pełnię z obowiązku, lecz z łaski Bożej. Bo św. Paweł ma rację, że:„okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach , więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach, przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez /objawy/ Ducha Świętego i …

Wolne ptaki.

„Byłem wolny, mogłem uwić gniazdo na każdym drzewie, a jednak wybrałem to”- rzekł mój młody przyjaciel Kacper, podczas wczorajszego dzielenia Słowem Bożym.
To jakaś głęboka prawda o dzisiejszej Ewangelii i o nas. Dopóki autentycznie nie wybierzemy TEGO drzewa jakim jest Kościół, nigdy nie uwijemy też gniazda.
Ja z moimi młodymi przyjaciółmi spotykam się co tydzień by rozważać Słowo Boże starożytną metodą Lectio Divina. Wszyscy razem się tego dopiero uczymy ale doświadczenia wspólnej modlitwy Słowem i dzielenia się jej owocami jest dla mnie niezwykle bogate.
„Dziękuję, że mogę kraść wasze gałązki”-mówił dalej mój przyjaciel. Wszyscy się śmiejemy ale każdy z nas gdzieś w sercu czuje głęboką wdzięczność płynącą z faktu podzielenia się gałązką Królestwa Bożego jaka w nim zakwitła ze spotkania z Słowem Bożym.

Jak wolne ptaki zdecydowaliśmy uwić gniazdo w Koronie Kościoła.

Spotkałam Jego Serce.

Miała na oko z 70 lat. Przyszła z kulami u boku i nie zauważyła, że jestem siostrą zakonną ( chyba to w tym wszystkim dodaje smaczku). Miała po prostu słaby wzrok-jakąś poważną wadę. Kiedy więc weszła do ciemnej poczekalni, niedowidziała. Usiadła obok mnie i trwałyśmy w milczeniu. Ja zaś czytałam na telefonie jakiś tekst o św. Janie Klimaku. Odczułam, że mnie obserwuje, pomyślałam nawet „ciekawe co myśli ta starsza pani widząc mnie z wzrokiem wlepionym w mały telefon”. Moje pytanie szybko odnalazło nieoczekiwaną odpowiedz. Czyta Pani coś, czy się bawi?-usłyszałam. Zaśmiałam się cicho i mówię -nie ! nie bawię się…czytam -a co pani czyta? –zapytała starsza Pani. -a takie tam o św. Janie Klimaku, takim ojcu pustyni z IV w. -ooo!!! Ciekawe-odparła. –A może pani czytać na głos-zapytała. - Nie wiem, czy nie będę przeszkadzać Pani czytającej gazetę- mówię. Pani czytająca gazetę znacząco i z  wyrozumiałością machnęła ręką, uśmiechając się przy tym. Więc nieco zmieszana mówię- dobrze. Przeczytałam o t…

Podobni.

Człowiek jest ikoną Boga.  Odbite w duszy podobieństwo promieniuje na całe ciało o czym pisała Matka Paula Zofia Tajber . Ona miała taką mocną świadomość tego ukrytego podobieństwa. Mówiła, że obraz Boży żyje w człowieku, oraz że „Bóg  po to stworzył wszechświat, a w nim ten świat, by stworzenia noszące jego żywy obraz(…) stały się rzeczywiście w całej prawdzie i potędze podobnymi Jemu, stały się nawet jedno z Nim”.
Człowiek w optyce Matki jest kimś wyjątkowym, nosi w sobie samego Boga ukrytego przez podobieństwo i aktywnego przez chrzest – zanurzenie w męce, śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa. Człowiek jest „ żywym tabernakulum” Boga.
To wszczepienie w Chrystusa jest faktem. Dla nas chrześcijan – Chrystus w chrzcie wciela się w każdego z nas.
My zaś możemy Mu pozwolić w nas żyć, lub też uczynić Go „więźniem naszych dusz”, którym i tak się stał. Nieopisana pokora Boga.
Spotykam ludzi, którzy mają to podobieństwo w sobie niejako odkryte. Chodzą tak trochę z Chrystusem na twarzy. W ich ocza…

Potęga Syjonu.

Co się w życiu liczy tak na serio? Hmmm…Tak się składa, że ostatnio mam „dużo na głowie”. Obowiązki, duszpasterstwo itp. Ale dziś taka chwila refleksji – że mam jedno życie i na tym świecie jestem tylko przez chwilę. Za czym więc tak biegam i czy faktycznie jest to istotne dla tego ostatecznego rozrachunku?
Czy pozycja społeczna (nawet ta w zakonie) ma jakieś znacznie ? Tylko po ludzku. Człowiek faktycznie goni za wiatrem, za umykającym pozorem szczęścia.
A psalmista mi podpowiada, że „Jak góry otaczają Jeruzalem, tak Pan swój lud otacza”.Ps 125, 2 Ten obraz gór-potęgi, która chroni miasto położone w dolinie. Taka się poczułam bezpieczna, bo te góry to dłonie mego Boga, który otacza swą własność –duszę moją.
Po cóż mi więc ta cała gonitwa za wiatrem? Za chmurą? Za deszczem? Duszo moja złóż nadzieję w Panu, na zawsze i na wieki.
Bo „Ci co zaufali Panu, są jak Góra Syjon” Ps 125, 1 Stabilność tej góry sprawia, że nie trwoży się berłem bezbożnym – czyli dla mnie mentalnością tego świata, która ch…

Przyprawa.

Sól… Nurtuje mnie ta przyprawa. Powiem wam co dziś mnie naszło w kaplicy. Siedzę…czytam tekst świętej Ewangelii no i myślę sobie „znów te błogosławieństwa”. Jakaś ogarnęła mnie niechęć, a przecież to ważny dla mnie tekst. Świadoma, że takie uczucie może świadczyć o tym, że „coś jest na rzeczy”-czyli, że Słowo mnie jednak dotyka, choć dotyka uczuciem niechęci. Jednak brnę w to konsekwentnie. Nudzi dalej. Czytam raz, drugi, trzeci-wolniej niż poprzednio i czwarty. Aż w końcu taka myśl…Hiacynto! Wycisz się, powalcz najpierw o pokój w sobie. No! I za piątym razem szok! „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.” Mt 5, 11-12. Taki grom z niebios. Że dopóki jestem jak sól, mogę…

Jeszcze...

Jest mistyczną linką wspinaczkową Co łączy, lecz by uratować
Nie zniewala
Jest silna I choć nie pręży muskułów Ponoć góry przenosi
Ponoć mówię Bo moja jeszcze wciąż nie taka
Jeszcze zbyt zaborcza I Jeszcze nie tak kocham

Rodzenie się po latach.

Umysł - bardzo ważna sprawa bo promieniująca na jakość naszego życia. To w umyśle wszystko się zaczyna, choć jak wiemy, przez wiele wieków myślano, że w sercu. Jednak to właśnie umysł i związany z nim organicznie mózg odpowiada nie tylko za to jak coś rozumiemy, lecz także co w związku z tym odczuwamy i jak ( i czy w ogóle) to wyartykułujemy. Nie chcę się rozwodzić nad biologią mózgu. Chcę pokazać rolę umysłu w życiu duchowym człowieka.
Popatrz, umysł rejestruje wszystko w Twoim życiu, od drugiego tygodnia życia prenatalnego, kiedy to zaczął kształtować się w Tobie system nerwowy połączony z mózgiem. Ten cudowny organ jakim jest mózg ma związek  z umysłem. Lecz umysł to nie tylko mózg, pojmowany jako zgrupowanie szarych komórek z których każda ma swoje specyficzne zadanie. Umysł  jest związany z osobowością. Twoje przeżycia są zapamiętywane w umyśle i choć każde rodzi się na skutek impulsów w danej części mózgu ( ciało migdałowate ) to nie można powiedzieć, że uczucia są jedynie „w …