Nałogowy dobroczyńca.

Muszę o nim napisać, bo jest mi coraz bliższy.
Albert, święty, wrażliwy i uzależniony od tytoniu.  Śledząc jego życie myślę, że Bóg go ciosał jak drogocenny kamień, by wyszlifować. Miał świetne predyspozycje. Powstaniec styczniowy, malarz z wykształcenia, i…palacz nałogowy. Pragnący zostać Jezuitą, lecz doświadczony w nowicjacie silnym załamaniem psychicznym, na tle własnej walki z paleniem.
Wydalony z zakonu.
Koniec końców spotkał Miłosierdzie Boże i polepszyło mu się.
Sam odczuł powinność by się tym miłosierdziem dzielić. Malowane w Krakowie obrazy oddaje bezdomnym by je sprzedawali…Człowiek który zamieszkał w ogrzewalni dla ubogich.
Głęboko ukształtowany bo pozwolił kształtować w sobie Chrystusa.
Bardzo upodobniony.

Albert…
brat naszego Boga
Który zwyczajnie miał powołanie

Być może nie takie o jakim marzył

Albert – patron najmniejszych w zakonie
Ten z oddziału dla nerwowo chorych

Albert-święty

Z depresją zamiast palmy męczeństwa
Z  przeszłością i bez nogi

Albert

Z sercem na dłoni.

Komentarze

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Wycieram nosy cudzym dzieciom

Poszukiwanie własnej wartości.