Przyprawa.

Sól…
Nurtuje mnie ta przyprawa. Powiem wam co dziś mnie naszło w kaplicy.
Siedzę…czytam tekst świętej Ewangelii no i myślę sobie „znów te błogosławieństwa”. Jakaś ogarnęła mnie niechęć, a przecież to ważny dla mnie tekst.
Świadoma, że takie uczucie może świadczyć o tym, że „coś jest na rzeczy”-czyli, że Słowo mnie jednak dotyka, choć dotyka uczuciem niechęci.
Jednak brnę w to konsekwentnie. Nudzi dalej. Czytam raz, drugi, trzeci-wolniej niż poprzednio i czwarty. Aż w końcu taka myśl…Hiacynto! Wycisz się, powalcz najpierw o pokój w sobie.
No! I za piątym razem szok!
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.” Mt 5, 11-12.
Taki grom z niebios. Że dopóki jestem jak sól, mogę być spokojna. Sól w oku.

Po prostu, pogodzić się z tym faktem, że kiedy żyjesz po myśli Bożej ( albo przynajmniej się starasz) będziesz solą w oku tych, którzy już są mdli. I taka prośba do Jezusa, żebym zawsze miała sól w sobie. Sól piecze ale bez niej serio jest mdło.

Komentarze

  1. Sól kamienna czy morska, z kamienia, czy z morza? A może tylko symboliczna szczypta, błogosławione ziarno z Ewangelii...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo malutkie ziarenko :) ale słone :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Wycieram nosy cudzym dzieciom

Poszukiwanie własnej wartości.