Przejdź do głównej zawartości

Spotkałam Jego Serce.

Miała na oko z 70 lat. Przyszła z kulami u boku i nie zauważyła, że jestem siostrą zakonną ( chyba to w tym wszystkim dodaje smaczku). Miała po prostu słaby wzrok-jakąś poważną wadę. Kiedy więc weszła do ciemnej poczekalni, niedowidziała. Usiadła obok mnie i trwałyśmy w milczeniu. Ja zaś czytałam na telefonie jakiś tekst o św. Janie Klimaku. Odczułam, że mnie obserwuje, pomyślałam nawet „ciekawe co myśli ta starsza pani widząc mnie z wzrokiem wlepionym w mały telefon”. Moje pytanie szybko odnalazło nieoczekiwaną odpowiedz.
Czyta Pani coś, czy się bawi?-usłyszałam. Zaśmiałam się cicho i mówię -nie ! nie bawię się…czytam
-a co pani czyta? –zapytała starsza Pani.
-a takie tam o św. Janie Klimaku, takim ojcu pustyni z IV w.
-ooo!!! Ciekawe-odparła.
–A może pani czytać na głos-zapytała.
- Nie wiem, czy nie będę przeszkadzać Pani czytającej gazetę- mówię.
Pani czytająca gazetę znacząco i z  wyrozumiałością machnęła ręką, uśmiechając się przy tym.
Więc nieco zmieszana mówię- dobrze.
Przeczytałam o tym kim był św. Jan Klimak i zaczęła się dyskusja.
Pani okazała się nosić wdzięczne imię Helena. Jej osobowość i sposób wypowiadania się nasunęły mi na myśl, że jest to ktoś nietuzinkowy. Przez moment przeszła mnie myśl, że to lekarka.
Pytam o to czym się w przeszłości zajmowała. Odpowiedz była mocno wymijająca.
Od słowa do słowa. Gadu, gadu a pani Helena opowiada mi o tym, że od zawsze dokarmia zwierzęta, że tak jej żal biednych bezpańskich kotów i że dawniej niektórzy uważali przez to, że ma coś „pod czubem”( choć akurat określenie z czubem dużo bardziej pasowałoby do mnie )
Rozmawiamy o różnych rzeczach, wychodzi przy okazji na jaw, że jest jednak domniemaną lekarką ( na emeryturze). Więc weszło na św. Charbela – pyta mnie co o nim wiem, ja na to, że właściwie nic. Otwieram internet –na jej prośbę i szukamy info o Charbelu. Hmm…Już rozumiem! Ten święty ponoć czasem tak się wstawia u Boga, że dokonuje „duchowych operacji”, ludzie zdrowieją po modlitwie do niego, ale pozostaje pamiątka w postaci blizny. Pytam, co ona z medycznego punktu widzenia o tym sądzi?
-„Coś jest na rzeczy”-odparła…
-Pytam więc o stygmaty o. Pio – tu uznała możliwość autosugestii.
- skąd jednak o. Pio posiadał znajomość ludzkich sumień ?- pytam.
-no…tu znowu jest coś na rzeczy…

Postać Pani Heleny- emerytowanej lekarki, warta jest ukazania światu. Dziś przecież uroczystość Serca Jezusowego. Mnie się dzisiaj to serce w Pani Helenie objawiło.

Kiedyś pisałam opowiadanie na tym blogu, o człowieku który nazywał się ADVENTIS? Pisałam o spotkaniu młodego mężczyzny z Adventisem –sędziwym mądrym starcem, który jakby znał serce młodzieńca. Adventis miał dom otoczony licznymi karmnikami dla ptaków i zaprosił chłopca z mojej opowieści na herbatę, do swego przytulnego mieszkanka.

Taka ironia losu, dziś w Pani Helenie spotkałam swojego Adventisa.

Fot: przypadkowe z netu.





Komentarze

  1. Pamiętam to opowiadanie...Jak to dobrze, Siostro, że dzielisz się tym z nami! Dziękuję, szczególnie dziś, gdy moje serce jest jakieś otępiałe i smutne....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś chyba najwierniejszą czytelniczką tego bloga, o Adventisie było z jakieś dwa lata temu :) Dziękuję i pozdrawiam południe Polski:)

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…