Zaciśnięta pięść.

Takie dziś aktualne są dla mnie Boże Słowa, które czytam. O oku za oko, i zębie, który chcę wybić memu bratu w zamian za to, że on wybił mój. Przenośnia doskonała jak dla mnie.
Wciąż przecież widzę, że tak bardzo kurczowo, w pięściach trzymam własne życie. Zupełnie jakbym wierzyła w to, że należy do mnie, że się mi należy…Cokolwiek.
A przecież, wszystko co mam jest mi „podarowane”-celowo w cudzysłowie, bo mają zwyczaj mówić tak pewne dobre dusze.

Gdybym wierzyła w  „podarowane”- czy zachowywałabym tak wiele dla siebie? Tylko i wyłącznie dla siebie?
Staję się tym samym tak często powodem do „wyszydzenia posługi” – której przecież nie pełnię z obowiązku, lecz z łaski Bożej. Bo św. Paweł ma rację, że: „okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach , więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach, przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez /objawy/ Ducha Świętego i miłość nieobłudną, przez głoszenie prawdy i moc Bożą, przez oręż sprawiedliwości zaczepny i obronny, wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie. Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani, niby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani, jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko.” ( 2 Kor 6, 4-10).

Ja zaś trzymam swoje „ego” mocno zaciśnięte w dłoniach, i tak trudno mi je wypuścić. Kalkuluję po ludzku i patrzę bardziej na domniemaną przeze mnie niegodziwość bliźniego niż na sposobność do oddania życia. Moja mentalność jest czysto światowa, bo chrześcijanie to Ci co umierają dla bliźniego, szczególnie wówczas, gdy jest niegodziwcem.

Trafnie więc ujął to św. Ireneusz który powiedział: „Chrystus wzywa Cię, abyś był pożyteczny Twemu bliźniemu, nie biorąc pod uwagę jego niegodziwości, lecz dopełniając miary Twej dobroci”.


Komentarze

  1. Intryguje mnie to "podczas rozruchów", ciekawe co Autor miał na myśli?

    OdpowiedzUsuń
  2. czytając nasunęło mi sie stwierdzenie że, o miłości w sonetach wielu pisało, wielu o niej śpiewało, wielu ją chciało wymalować ale tylko Jeden w jej imię umarł. Chyba prawda tej miłości ofiarnej, może jedynie stać sie źródłem otwierania ,, zaciśniętej dłoni''.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciśnięte piąstki, ani kamienne serduszka, nie są w stanie zrazić duszy... Pozdrawiam Siostry ZDCh :) b.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom