Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2015

Małe.

Małe ziarenko, z wielkim potencjałem-gorczyca. Zakwas w mące. Nie wiele trzeba – tak przecież powiedział Marcie. Powiedział, że trzeba „tylko jednego” i o jakiejś cząstce mówił. Cząstka to bardzo mało, ale trzeba tylko tyle.
O co chodzi Mistrzu? Z tą małością o której ciągle przypominasz. Jak choćby z chłopczykiem co miał tylko dwie ryby i pięć chlebów… Apostołowie nawet mieli wątpliwości mówiąc „cóż to jest dla tak wielu?”.
Dzisiaj widzę, że jesteś miłośnikiem małości, tego, co niepozorne, niekrzykliwe, co jest cząsteczką.  Kochasz najmniejszą komóreczkę i patrzysz właśnie na nią. Ma w sobie wielki potencjał, o którym jeszcze nie wie. Póki co doświadcza własnej nicości, bycia najmniejszą z ziaren, bycia odrobiną zakwasu.
Królestwo Twoje rozwija się z zawiązki czegoś bardzo niepozornego i z uznania prawdy o tej niepozorności. Dziś widzę, że ciągle mówisz w przypowieściach. Cały czas mówisz. To są wydarzenia,  które mi dajesz. Czy ja potrafię czytać te Twoje przypowieści zapisane w moim ż…

Szlachetna glina.

Służba przynależy ze swej natury do pokory. Pokorny człowiek służy, pozwala by ktoś stał nad nim, nie jest panem samego siebie. Uznanie czyjegoś zwierzchnictwa i prawa do kierowania życiem, to rzecz niebagatelna. Dziś jednak nie docenia się tej postawy, bo liczy się ten, kto rządzi, z resztą było tak i dawniej. Różnicą jest fakt, że kiedyś pokora, służba i kultura osobista miały wartość, dziś ludzie o tych przymiotach (których niestety coraz mniej) są uważani za „słabe ogniwo”.
Pokusa by się wylansować i być panem samego siebie jest jednak niebezpieczna. Hasło „nie będę służył” pierwszy raz wypowiedział pewien anioł, który zamiast światła wybrał ciemność. Wiemy, że anioł ów był bardzo inteligentny i z pewnością przedsiębiorczy. Inteligencja bez pokory owocuje ogromnym zniewoleniem. Anioł który wybrał ciemność pozostaje na wieki uwięziony, przez własny intelekt i poczucie wyższości.
A pokora…czy może zniewolić? Nie wiem, lecz doświadczam jednego: ilekroć zdobędę się na gest pokory czuję …

Konserwacja Europy.

Pasja. W życiu trzeba ją mieć! Jest świetnym środkiem zaradczym, w objawach acedii, czyli duchowej ospałości. Pasje należy pielęgnować, nawet jeśli cały świat zdaje się mówić, że czas poświęcony na nią to marnotrawstwo. Każda pasja wymaga czasu, wymaga ćwiczeń, wymaga poświęcań. Nikt mi nie wmówi, że naprawdę pasjonuje go oglądanie filmów, czy surfowanie po witrynach internetowych. Owszem, film może zawierać w sobie jakiś nazwijmy to pasjonujący nas etos, a w internecie można znaleźć pomoce w rozwoju pasji ale sam w sobie monitor nigdy nie zastąpi tego czego można doświadczyć robiąc coś co nas pasjonuje.
Święta Brygida Szwedzka, żyjąca w XIV w była kobietą pełną pasji. Kobietą zaangażowaną w życie i bardzo uważną. W wyobraźni rysuje się jako pełna wdzięku osobistego szlachcianka, o dobrych manierach, wysokiej kulturze osobistej i klasie. Wówczas cechy te były w cenie, czego dowodem jest fakt, iż Brygida została poproszona, przez króla Szwecji, Magnusa o to by zapoznała jego małżonkę, B…

Mission impossible.

A no tak! Wszyscy jesteśmy posłani. Wszyscy mamy określony czas na wypełnienie powierzonej misji i wszyscy się obijamy. To takie proste! :) 
Kiedy uświadomimy sobie, że nasze życie to pewnego rodzaju zlecenie od Stwórcy, zaczynamy się mocno zastanawiać nad tym jak spędzamy nasz czas. Nie chodzi o nerwicową potrzebę nieustannego czynienia czegokolwiek, ale o poczucie prostego faktu: Moje życie ma sens i ma plan. 
Coraz mocniej dociera do mnie, że ucieczka w lenistwo, ucieczka od modlitwy, ucieczka od siebie samej mają swe źródło w tym, że brakuje poczucia sensu. Viktor Frankl leczył ludzi sensem. Wiedział, że kiedy człowiek dostrzeże w swoim życiu sens stanie się szczęśliwszy. 
Jeśli chodzi o mnie, dostrzegam, że moje poczucie sensu życia rośnie wraz z poczuciem sprawczości. Kiedy robię coś, co zaowocuje jakimkolwiek skutkiem jestem szczęśliwsza. Najbardziej uszczęśliwia mnie czynienie czegoś z pożytkiem dla innych. Jednak bardzo często wybieram mimo wszystko mało kreatywny sposób na spęd…

Inaczej.

Bóg jest niestandardowy, nieschematyczny, nietypowy, INNY niż myślimy. Pomysł Boga na nasze życie jest  po prostu szalony. Szalony w miłości. Jego wzrok spoczywa na Tobie i czeka, aż dasz się Mu uwieść…aż pozwolisz by Jego spojrzenie Cię przeniknęło, przeszyło, dotknęło najgłębszej części duszy. On-Pan niewiadomych, Mistrz improwizacji, Bóg nieskrępowany i zawsze bezbłędny, czeka aż uznasz, że to On jest taki…nie TY. Jezus zwycięża w sytuacjach, w których Ty tracisz poczucie stabilności, gdy Twoje plany „idą w łeb”.
Gdy Apostołowie wrócili po „rozesłaniu”, gdy zobaczyli JAKICH CUDÓW dokonują, byli NA FALI. Można by rzec „trzeba było iść za ciosem”, póki mają gorliwość, póki im się chce. Ale Jezus właśnie wtedy mówi im „chłopaki…wyluzujcie, idźcie na pustynie” .
Jezus zaś głosi tym, którzy już wyczaili, że płynie na drugi brzeg jeziora Galilejskiego. Są takie sytuacje, kiedy dostrzegam, że Jezus radzi sobie świetnie beze mnie … I to jest dobre, bo wtedy widzę, kto tu jest Zbawicielem. T…

Luzik.

W życiu trzeba mieć dobry humor i otwarte serce. To w sumie zasada bycia szczęśliwym. Dlatego też przeciwnik naszego zbawienie robi wszystko co w jego mocy, by nam zabrać humor – dystans do życia i otwartość serca. Człowiek robi się podejrzliwy wobec życia, bo zawodzą go ludzie i „koleje losu”.  Tak z wolna zatwardza się serce, humor odchodzi na bok, a człowiek cały czas zajęty jest myśleniem, czy aby dobrze wypadł. Kiedy nam na czymś bardzo zależy to w naszym ciele rodzi się napięcie, i ono wcale nie pomaga nam w osiągnięciu tego, do czego dążymy. Bardzo często napięcie to, jest wprost proporcjonalne do poziomu ambicji, ta zaś zależy od tego jak wiele poczucia spełnienia i bycia kochanym otrzymaliśmy. Kto ufa Bogu nie jest napięty. Ludzie Boży są wyluzowani, bo wiedzą, że ich życie nie zależy od nich. Asceza nie polega na rywalizacji i punktowaniu, lecz na ogołoceniu z własnej dumy i pragnienia wielkości. Wyluzowanie świętych to pokorne uznanie siebie samego za wartościowego i kochan…

STOP.

Wszechświat rozwija się w Bogu, który go całkowicie wypełnia. Istnieje zatem misterium, które trzeba podziwiać w liściu, w ścieżce, w rosie, w twarzy ubogiego” – Franciszek Laudato si 233.

Bardzo nam potrzeba takiego zatrzymania, które otwiera oczy na piękno świata. Wciąż jeszcze przecież świat pełen jest ludzi, którzy pragną dawać, którzy pragną pozostawić po sobie na tym świecie ślad dobra. Piszę to, bo namacalnie tego doświadczyłam. Po pierwsze troski Boga o mnie, kiedy w nieznanym mieście przysłał księdza, który zawiózł mnie do celu (który znajdował się w jeszcze innym mieście). Bóg kochani moi troszczy się o swoje dzieci, warto ufać…Czasem na Bożą interwencję trzeba nieco poczekać ( ja machałam ręką na „stopa”, pół godziny). Bóg nie działa jak szybki internet – i chwała Mu za to. Bóg wychowuje i wciąż pokazuje swą troskę. By tą Boską czułość wyrażoną w ludzkiej dobroci, czy w pięknie przyrody zauważyć, trzeba jednak powiedzieć sobie STOP. Zwolnij.

Obietnica.

„Kiedyś Bóg obiecał”…Powiem wam, że trochę rozśmiesza mnie to zdanie. Po ludzku myślę sobie…Kurczę! No jak? Jak On może obiecywać? Mówić  -„będziesz miał to, lub tamto”. A jednak Bóg wiele nam obiecuje. Kiedy czytamy chociażby błogosławieństwa, ale nie tylko. Gdyby wyszukać wszystkie obietnice Boga zawarte w Biblii okazałoby się, że jest ich SPORO. Te obietnice dotyczą również nas, bo Bóg mówi do nas przez Pismo.
No dobrze! Ok! Ale nie zbyt często zdarza się, byśmy mieli okazję widzieć człowieka, który w euforii biega po mieście (lub wsi) i krzyczy „Bóg spełnił swoją obietnicę wobec mnie!”. Przyznajcie…To nie zdarza się często. Poza tym, każdy z nas widząc takiego gostka, przypuszczalnie zadzwoniłby po karetkę.
Ale Bóg NAPRAWDĘ spełnia swe obietnice. Spełnia, choć inaczej niż sobie tego życzymy. Dziś przecież słucham w Kościele o tym, jak Faraon stwierdza  „Oto lud synów Izraela jest liczniejszy i potężniejszy od nas” (Wj 1,8). Pamiętacie może jak Abraham nie mógł spłodzić potomka z Sarą…

Nic.

Nie zabierać NIC. Być po prostu w „nic”. To droga wyznaczona przez samego Jezusa w Ewangelii, którą dziś słyszymy. Droga o której pisał św. Jan od Krzyża:
„1. Aby dojść do smakowania wszystkiego, nie chciej smakować czegoś w niczym. Aby dojść do poznania wszystkiego, nie chciej poznawać czegoś w niczym. Aby dojść do posiadania wszystkiego, nie chciej posiadać czegoś w niczym. Aby dojść co tego, by być wszystkim, nie chciej być czymś w niczym.
2. Aby dojść do tego, w czym nie smakujesz, powinieneś iść przez to, czego nie smakujesz. Aby dojść do tego, czego nie poznajesz, masz iść przez to, czego nie poznajesz. Aby dojść do posiadania tego, czego nie posiadasz, masz iść przez to, czego nie posiadasz. Aby dojść do tego, czym nie jesteś, masz iść przez to, czym nie jesteś.
3. Gdy zatrzymujesz się nad czymś, przestajesz dążyć do wszystkiego. Aby dojść całkowicie do wszystkiego, musisz zaprzeć się siebie całkowicie we wszystkim. A gdy dojdziesz do posiadania wszystkiego, masz to posiadać nie p…

Kryzys wiary.

Wiara…Czyż to nie brzmi tajemniczo? Przyznam się wam, że do dziś odpowiedź na pytanie, czym jest wiara stanowi dla mnie nie lada problem. Postęp jest taki, że dawniej myślałam, że skoro nie bardzo potrafię określić czym jest dla mnie wiara, to znaczy, że coś ze mną nie do końca dobrze. Teraz stwierdzam, że wiara ma to do siebie, że nie można zbyt wiele o niej powiedzieć bo jest ciemna. Tak, ciemna jak noc.
Wielu mistyków używa obrazu nocy by przybliżyć rzeczywistość wiary. Jest ona nie do końca możliwa do opisania. Z Pisma Świętego wiemy jednak, że „rodzi się ze słyszenia”( Rz 10, 17). Skoro tak, to wiara karmi się tym, co poznał rozum. Dlatego chociażby wspominany dziś św. Benedykt dobrze wiedział jak istotną rolę w życiu mnicha stanowi studium – karmienie umysłu (słuchanie). Benedykt karmiąc umysły ludzi dał podwaliny pod chrześcijańską kulturę Europy.
Ale nasza wiara, która zrodziła się z tego co poznaliśmy, usłyszeliśmy od innych, lub przeczytaliśmy (też od innych) przeżywa taki eta…

Z żebra ja.

Czy wiecie że słowa, które w Biblii są użyte przy opisie stworzenia kobiety są nieco inne niż je sobie tłumaczymy? Osobiście przeżyłam lekkie zdziwienie i choć nie planowałam dziś już nic pisać, wyszło na to, że muszę się z wami podzielić.
Słuchajcie… Gdy facet, czyli Adam ( co oznacza mężczyzna) po hebrajsku isz został prze Stwórcę zoperowany, bo użyte jest tam słowo terdemah – co nie oznacza zwykłego snu lecz właśnie „uśpienie”-takie jak przy operacjach. Wtedy Bóg wyciąga jedno z jego żeber –Boska chirurgia i uwaga!!!! To jest najpiękniejsze…BUDUJE –hebr. banah Kobietę. Ten czasownik banah używany jest w Biblii w dwóch okolicznościach. Pierwsza to ta tajemnicza Boska operacja dokonana na mężczyźnie, druga gdy mowa jest o budowie świątyni Jerozolimskiej. Czyli….. Ja nie mogę! Wiecie co to znaczy? Kochane! My jesteśmy Boską operacją dokonywaną na mężczyznach. A oni stają się dla nas tym z czego powstajemy jako Kobiety, z ich troski, ich ochrony. Żebra w końcu  chronią wnętrze. Powstałyśm…

Wakacyjnie - światło -cienie.

Co uwydatnia światło?
Jaka jest rola cienia?
Skąd płynie z obu piękno?

Role kontrastów.

















Szczęście kobiety.

Wczoraj siedząc w kaplicy usłyszałam jak rozmawiały pod mym oknem przechodzące kobiety. Jedna do drugiej powiedziała coś co zaczęła słowami: „mój mąż”. Słuchajcie…Ile w tych słowach, tonie i akcencie, sposobie wypowiedzenia było miłości! Niezwykłe! Poruszające, że ja –siedząca w kaplicy zostałam tym dotknięta. Sposób w jaki ta kobieta mówiła „mój mąż” sprawił, że ja nie widząc jej twarzy i jedynie słysząc wiedziałam, że za tymi słowami kryje się ktoś bardzo kochany. Pomyślałam, że kobieta ta jest w szczęśliwym związku, i że ów mąż musi być szczęśliwy z taką kobietą.
Przeniosłam wzrok na tabernakulum a kobieta z towarzyszką poszły dalej. Patrzyłam na mego Oblubieńca i myślałam. Wniosek nasunął się jeden, że to piękne móc powiedzieć w takim tonie i z takim akcentem o kimś komu oddało się życie. I taka refleksja o tym w jaki sposób wypowiadam imię Jezus.
Jestem przekonana, że to co czyni nas-kobiety szczęśliwymi to relacja oblubieńcza. I mój Jezus szeptał mi o tym na ucho już od wczoraj, ki…

Bez komentarza.

Wyznanie.

Gdyby to było według moich zasług Gdybym musiała zebrać pulę punktów Wypełnić trudny test Popisać się geniuszem
 I Gdybym musiała zasługiwać Napinając  co dzień mięśnie rywalizacji
Nigdy byś nie mógł być mój Lecz…
Ty jesteś Inny tak bardzo

Że kochasz mnie
Ostatnią.

Zamiast słów.

Chorwacja.

'JA'- bóstwo.

„Ludzkość znacząco się zmieniła, a nieustanny pęd za nowością uświęca pewną ulotność, która nas pociąga w jednym kierunku, ku powierzchowności”[1] – pisze Franciszek w Laudato si. Papież zauważył  coś z czym trudno się nie zgodzić. Osobiście łapię się na tym jak mówię „nie mam czasu na to, nie mam czasu na tamto”. A gdzie się podział ten mój czas? Skąd wziął się chorobliwy pośpiech i niezdolność zatrzymania? Dlaczego mijam w pośpiechu człowieka, tłumacząc , że się bardzo spieszę? Być może powinnam po prostu wychodzić z domu o 10 min wcześniej – zostałaby wtedy rezerwa na spotkanie z „przypadkowym” człowiekiem.
Kultura w jakiej żyjemy cechuje się nieustannym pośpiechem. Wszystko jest jak oferta least minute, a życie niektórych przypomina wakacje least minute. Takie wakacje gdzie trzeba skorzystać ze wszystkich atrakcji na raz. Jesteśmy ogromnie konsupcjonistyczni.  I Franciszek pisze, że stajemy się przez to „powierzchowni”, brak nam głębi. Tymczasem jedyne na co warto nie mieć czasu …

Jesteś.

Tak Prosty, Że nieopisany.
Piękna Twa prostota I pokora wieczysta
Wsłuchana i ku nam Nachylona.
Pochylony A nie dumny.
Choć w twórczości swej tak wybitny.
TY Artysta lubiący proste znaki
I słowa I gesty.....

Najprostsze.

Czy Matka Tajber maczała palce w nowej encyklice???

Zostaliśmy poczęci w sercu Boga i dlatego <<każdy z nas jest owocem myśli Bożej. Każdy z nas jest chciany, każdy jest kochany, każdy jest niezbędny>>[1]Cytuje Benedykta XVI Franciszek w swej najnowszej encyklice Laudato si. Choć wokół samej encykliki toczy się polityczno-ideologiczna walka, dla mnie jest bardzo potrzebna. Myślę też, że stanowi  jakiś wstęp do większego dzieła, co ostatnio jest zwyczajem papieży – chociażby trylogia Benedykta o trzech cnotach kardynalnych zakończona we współpracy z Franciszkiem. Czy moje intuicje się sprawdzą zobaczymy. Kwestia „ekologiczna”-to w moim odczuciu lekka propaganda medialna. Papież pisze po prostu zaczynając od stworzenia –zachowuje jakiś logiczny porządek. Zajął się więc na początku ontologią – bytowością świata. Ukazał jego godność by (jak śmiem przypuszczać) doprowadzić do tematu człowieka i Zbawienia. Naklejka „encykliki ekologicznej”-jest dużym uproszczeniem poruszanego, przez papieża tematu.
Celowo wyłoniłam dziś ten inau…