Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2015

Duchowy teleskop Hubble'a.

Słuchałam ostatnio ciekawego wykładu ks. Prof. Michała Hellera – jest to wybitny matematyk, fizyk i astronom. Z obszernego i jakże ciekawego wykładu o wszechświecie, moją uwagę przykuł dość prosty fakt-nie możemy zobaczyć naszej galaktyki, nie możemy jej sfotografować , możemy jedynie wnioskować na przykładzie innych, których zdjęcie posiadamy dzięki chociażby teleskopowi Hubble’a.
Ma to głęboki związek z naszym życiem duchowym. Posiadamy w sobie życie duchowe, nie tylko cielesne, nie potrafimy go jednak do końca zobrazować, jest ono dla nas swoistą tajemnicą. Podobnie więc jak teleskop Hubble’a potrafi badać czasoprzestrzeń kosmosu tak i my, potrafimy wnikliwie opisywać świat i osoby które nas otaczają. Mamy jednak problem z opisaniem własnego świata wewnętrznego i bardzo często potrzebujemy  drugiej osoby aby zdać sobie sprawę z naszych uwikłań oraz by choć trochę zrozumieć zachodzące w naszej duszy procesy.
Hubble nie może sfotografować naszej galaktyki, bo jest od niej mniejszy i ni…

Przylgnięcie.

Istnieje w człowieczym sercu taka przestrzeń, która chce przylgnięcia. I w Bogu jest taka przestrzeń, do której serce człowieka może przylgnąć. Jest to przestrzeń kojąca, niczym chłodny wiatr w upale, a czasem przestrzeń ta grzeje, jak w lodowany dzień promień słońca. W przestrzeni tej człowiek znajduje najbardziej możliwe na ziemi ukojenie.
Wszystkie dobra tej ziemi, wydają się bowiem nas koić i poniekąd zaspakajać nasze pragnienia, a jednak mamy ciągły niedosyt. Osiągnąwszy marzenia, pragniemy jeszcze więcej. Słowo „więcej” nas definiuje. Człowiek  wykracza poza to czego potrzebuje. Człowiek pragnie więcej i jest to najbardziej podstawowe pragnienie Największego. Pragnienie ukojenia serca w Bogu, który sam jeden jest niezmierzony, nieogarniony i wciąż odkrywany.
Jednak wędrówka ku duchowej pełni, ku przylgnięciu serca w Bogu ma zupełnie inną specyfikę aniżeli normalny proces zdobywania czegokolwiek. W tej wędrówce, zamiast się napinać, trzeba wypuszczać powietrze ambicji. Zamiast się…

Monaster moich marzeń.

Widziałam oczami wyobraźni Monaster moich marzeń. Piękny, na skale, z dużym dzwonem. Wisiał nad morzem niczym Greckie Meteory. Słyszałam uszami wyobraźni piękny liturgiczny śpiew połączonych chórów, śpiew modlitwy w której nikt się nie śpieszy.
Widziałam siebie, zawsze skupioną, uważną, skoncentrowaną i obecną. Widziałam Monaster moich marzeń.
To prawda, czasem myślę, że czynne życie zakonne było z mojej strony pomyłką. Ale w tym klasztorze nie było ścisłej klauzury. Każdy tam mógł wejść na wspólną Liturgię Godzin. Każdy mieszkaniec Monasteru był otwarty na ludzi, widząc siebie samego najmniejszym, nawet od tych co do niego przychodzą po radę.
Piękna to wizja, lecz nierealna, nie do zdobycia na dzisiaj. Dlatego jest ona pokusą, ucieczki w to co wymarzone, od tego co tak bardzo zakonne, bo monotonne.
W zakonie uczymy się odnajdywać Bożą obecność w monotonii, czasem w zewnętrznym chaosie spraw i zajęć. Toteż moje czynne życie uczy mnie bardziej trwania w skupieniu, w milczeniu, w modlitwie…

Nieprzygotowanie do życia.

Z prawdziwym, wypróbowanym przyjacielem jest tak, że faktycznie zjadło się z nim „beczkę soli”. Lubię to porównanie, bo rzeczywiście, gdyby mi przyszło z kimś zjeść beczkę soli, to bym się pewnie przy tej okazji wiele dowiedziała o sobie i o moim wspólniku. Taka dość nieprzyjemna czynność podzielona na dwoje .
Właśnie dzięki temu, wypróbowana przyjaźń to rzeczywistość bardzo cenna.  Nie każdego mamy przecież odwagę budzić po nocach bo „mamy problem”.
Jezus mówi, że mamy Ojca traktować jak przyjaciela z którym zjedliśmy „beczkę soli”-takiego do którego nie boimy się pójść w środku nocy za potrzebą i obnażyć przed nim nasze nieprzygotowanie.
Tak to wychodzi, że my raczej jesteśmy permanentnie nieprzygotowani…Życie i okoliczności tylko nam to nasze nieprzygotowanie coraz dobitniej pokazują. Zupełnie jak z tym ewangelicznym przyjacielem, do którego przybył w nocy przyjaciel…Taki no z lekka nie fart-brak nam chleba.
Jezus uczy nas, że wobec Ojca mamy być niemalże bezczelnie prości, kiedy przych…

Inspirujący czy też prawdziwy?

Patrząc na to jak żył Jezus, dochodzę do wniosku, że Jego życie polegało po prostu na tym, że robił On swoje, a że czynił to w sposób autentyczny, stał się przez to inspiracją dla wielu.

Jednak bycie inspiracją, to efekt uboczny życia Jezusa, wiodącym w tym życiu było trwanie w ofiarowaniu samego siebie za braci.

Tak to widzę, że błąd wielu chrześcijańskich celebrytów, a nawet liderów,polega na tym że chcą oni stać się inspiracją, nie podejmując ofiary.

Ofiara codzienności, to życie ascetyczne, które polega na prostym wybieraniu tego co jest służbą, ponad to, co jest przyjemnością.

Jak czynny gej czyta Biblię...

Po raz kolejny potwierdza się, że bez Słowa Bożego nie można budować życia chrześcijańskiego. Zawsze mnie dziwiło, że protestanci, tak wierni  zasadzie „sola scriptura” pierwsi otwarli się na homo związki. Przecież od pierwszych stron Biblii, nieomal po ostatnie jasno wybrzmiewa wartość komplementarności płci.
Czy ksiądz, który jest aktywnym homoseksualistą zna Pismo Święte? Jeśli pracuje na Uniwersytetach Papieskich wnioskuję, że posiada należytą formację intelektualną… Czy więc nie czytał nigdy Pierwszego listu do Koryntian, w którym dobitnie jest stwierdzone, że: „ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą (…) nie odziedziczą Królestwa Bożego” (1Kor 6.9-10). Tego zdania nie da się źle zinterpretować, jest bardzo jednoznaczne.
Zastanawiam się, czy ksiądz który jest CZYNNYM  gejem medytuje codziennie nad Słowem Bożym?
SCLEROCARDIA –zatwardziałość serca.
Dokładnie o tym, jest jutrzejsza Ewangelia. Mojżesz, przez zatwardziałość serc pozwolił n…

Chciwcy i zazdrośnicy.

Trochę sobie po błyszczeć.  Trochę zaimponować. Odnieść sukces. Być kimś o kim mówią ( najlepiej tylko dobrze). Może czujemy pogardę myśląc o ludziach o podobnych dążeniach. Im większa jest jednak nasza pogarda do nich, tym bardziej jesteśmy jednymi z nich.
Ostatnio przeczytałam gdzieś, że zazdrość pokazuje nam to, czego najbardziej nam brak. To znaczy, tylko subiektywnie nam tego brak, w naszej ocenie. Zazdrościmy najmocniej tego, co uznajemy za wartość godną pozyskania. Chcielibyśmy stanąć na miejscu osoby, której zazdrościmy, lecz okazuje się, że to wielka ściema. Kiedy się może zdarzyć, że kogoś wygryziemy z zazdroszczonej mu pozycji, nasz głód, zamiast maleć przeradza się w uczucie jeszcze bardziej destrukcyjne - staje się frustracją.
Frustracja potrafi być metodą formacyjną, i pewnie  z myślą o tym Bóg nam ją dał. Jednak zazdrość jak widać nie jest nigdy nasycona…
W ostatnim czasie Liturgia Słowa dużo nam mówi o zazdrości, może nawet o chciwości. Uczniowie Jezusa, od samego początk…