Przejdź do głównej zawartości

Chciwcy i zazdrośnicy.



Trochę sobie po błyszczeć.  Trochę zaimponować. Odnieść sukces. Być kimś o kim mówią ( najlepiej tylko dobrze). Może czujemy pogardę myśląc o ludziach o podobnych dążeniach. Im większa jest jednak nasza pogarda do nich, tym bardziej jesteśmy jednymi z nich.

Ostatnio przeczytałam gdzieś, że zazdrość pokazuje nam to, czego najbardziej nam brak. To znaczy, tylko subiektywnie nam tego brak, w naszej ocenie. Zazdrościmy najmocniej tego, co uznajemy za wartość godną pozyskania. Chcielibyśmy stanąć na miejscu osoby, której zazdrościmy, lecz okazuje się, że to wielka ściema. Kiedy się może zdarzyć, że kogoś wygryziemy z zazdroszczonej mu pozycji, nasz głód, zamiast maleć przeradza się w uczucie jeszcze bardziej destrukcyjne - staje się frustracją.

Frustracja potrafi być metodą formacyjną, i pewnie  z myślą o tym Bóg nam ją dał. Jednak zazdrość jak widać nie jest nigdy nasycona…

W ostatnim czasie Liturgia Słowa dużo nam mówi o zazdrości, może nawet o chciwości.
Uczniowie Jezusa, od samego początku spierali się o to, kto z nich jest najważniejszy. Sytuacja po 2000 lat nie uległa zmianie. Kościół jest pełen dążących do świętości zazdrośników.
Pociesza jedynie fakt, że pierwszych dwunastu chciwców ostatecznie oddało życie za Jezusa – Jan też ( w mistycznym wymiarze).

Co jednak musi się stać w życiu chrześcijanina, by ostatecznie oddał życie Bogu?
Może brzmi  to jak sprzeczność, a jednak chrześcijanie to ludzie drogi, którzy dopiero są w trasie. Nasze oddanie Chrystusowi, poprzez przeróżne formuły, nawet najbardziej uroczyste dokonuje się nie jednorazowo, powiedzmy w ślubach wieczystych, czy jeszcze wcześniej w chrzcie. To się dzieje ciągle…w czasie.

Oddajemy nasze ego po kawałku, bo jest nam tak drogie, że nie potrafimy w całości. Gdybyśmy potrafili, wszyscy w momencie chrztu szlibyśmy prosto do nieba.

Rana grzechu pierworodnego nas jednak osłabiła i od niemowlęctwa każdy z nas usilnie dąży, by udowodnić światu kim się jest. A przecież wynika to z niepamięci…Bo wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, który nie czyni między nami żadnych różnic!

To właśnie dlatego Maryja była najpokorniejszą z ludzi. Pokora to bowiem cecha ludzi świętych, czyli takich, którzy doświadczyli bezwarunkowej miłości Boga i otwarli się na nią całymi sobą.
Bo…pokora potrafi stać w cieniu, potrafi odstąpić zaszczyty komuś innemu, potrafi niesłusznie znosić niesprawiedliwość.

Cała ściema psychologii polega na tym, że ona twierdzi, że jeżeli czegoś pragniesz, to Ci się to należy i winieneś ku temu za wszelką wręcz cenę dążyć. Podczas, gdy to tylko podnosi w człowieku poziom niepokoju i frustracji.

Pokora to antidotum. Jeśli psychoterapia prowadzi Cię, do stwierdzenia, że jesteś na tyle wartościowy i dobry, że nie musisz sobie tego cały czas udowadniać-to jesteś na dobrej drodze.

Jeśli jednak zmagasz się ciągle ze sobą i światem, chodząc na coraz to nowsze coachingi i inne szkoły samorealizacji, to zastanów się…Co w Tobie tak woła o nasycenie? I poszukaj w sobie siły by zobaczyć , że jesteś Kochany, kochana za darmo.


Komentarze

  1. Ciągle powtarzam sobie, że Bóg kocha za darmo... Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…