Przejdź do głównej zawartości

Inspirujący czy też prawdziwy?

Patrząc na to jak żył Jezus, dochodzę do wniosku, że Jego życie polegało po prostu na tym, że robił On swoje, a że czynił to w sposób autentyczny, stał się przez to inspiracją dla wielu.

Jednak bycie inspiracją, to efekt uboczny życia Jezusa, wiodącym w tym życiu było trwanie w ofiarowaniu samego siebie za braci.

Tak to widzę, że błąd wielu chrześcijańskich celebrytów, a nawet liderów,polega na tym że chcą oni stać się inspiracją, nie podejmując ofiary.

Ofiara codzienności, to życie ascetyczne, które polega na prostym wybieraniu tego co jest służbą, ponad to, co jest przyjemnością.

Komentarze

  1. "Ewangelizacja jest tylko oddolna" powiedział kiedyś ks. Edward Staniek. Zdziwiłem się trochę, bo wobec powyższego co robi ksiądz na ambonie? Aha, inspiruje, ale nie służy, bo służba oznacza zejście z piedestału, pochylenie się nad biedą drugiego, ale nie z pozycji silniejszego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam takich Księży, którzy inspirują swoją służbą i cichością oraz pokorą wpierw, zanim wejdą na ambonę. Bo nie w "mocy głoszenia" leży siła Ewangelii, sam św.Paweł powie o sobie, że jest "niewprawny z słowie" ( Por. 2 Kor 11,6) a przecież Jego Ewangelizacja przyniosła tak obfite owoce.

      Usuń
  2. Z pewnością istnieją i tacy, ale też wielu "liderów" czyni odwrotnie... Amedeo Cencini mówił o istniejącym wśród duchownych "autoerotyźmie duszpasterskim", to chyba tyczy się właśnie owych "chrześcijańskich celebrytów" :)
    A św. Paweł, cóż powie o sobie? "Oszalałem, a wyście mnie do tego zmusili!" (2 Kor 12, 11)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…