Przejdź do głównej zawartości

Przymus czy prawda?

Piłat zapytał Jezusa „Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?”. Bardzo bezpośrednio, bez konwenansów i wprost. Piłat zresztą jak podają źródła historyczne nie słynął z wrażliwości i raczej się nie patyczkował z ludźmi, był to człowiek surowy i twardy.

Jezus odpowiada „Czy to mówisz sam od siebie, czy też inni powiedzieli Ci o mnie?”-pytanie za pytanie.

Później Piłat obnaża swą pogardę wobec Żydów „naród twój i Arcykapłani wydali mi Ciebie”. Bardzo mocno oddziela się od tego, co żydowskie.

Ale rzecz wydaje się być jeszcze bardziej złożona. Chodzi o to pytanie „czy to mówisz sam od siebie?”. Pytanie to jest istotne. Człowiek przecież bardzo lubi wyrokować, na podstawie pogłosek.
Taka krzywda spotkała, chyba każdego z nas-pomówienie, że ktoś coś tam komuś na nasz temat powiedział. Efekt jest taki, że trudno później cokolwiek zmienić w obrazie jaki ktoś na nasz temat wymalował.

Pytanie Jezusa jest ważne „czy to mówisz sam od siebie?”. Przecież i my, mamy o Jezusie jakieś tam zdanie.  Nasz obraz Boga opiera się na tym jak Ktoś nam Go przedstawił. Od dziecka –katecheza, parafia, rodzina. W życiu jednak przychodzi taki czas, że trzeba wybrać Boga osobiście. To czas przełomowy, czas zmagania się z tym Jezusowym pytaniem „czy to mówisz sam od siebie?”.

Jezus jest Królem wolności, w Jego Królestwie nie ma przymusu. Jezus pragnie abyśmy Go wybrali. Świadomie i dobrowolnie uczynili naszym Panem, naszym Królem. Ale jak wybrać jeśli się nie poznało? Ano…wiara rodzi się ze słyszenia( Por. Rz 10,17) ale Słowo głoszenia musi dojść do głębi nas samych, do tego miejsca, gdzie spotykamy się z pytaniem „cóż to jest Prawda?”. Można to nazwać interioryzacją wiary, przyznaniem prawdy temu co się słyszało.

Królestwo wolnych dzieci Bożych to wybór oparty na wewnętrznym spotkaniu z Panem cierniem ukoronowanym.  Wtedy nasze chrześcijaństwo staje się autentyczne. Wtedy rozumiemy, że nasza droga polega na godności tak bardzo wielkiej i wewnętrznej, że nie potrzeba jej się manifestować, poprzez atrybuty władzy. Ale czy naprawdę wierzymy, że człowiek żyjący w skrajnej nędzy i poniżeniu posiada taką samą godność jak my?

„Królestwo moje nie jest z tego świata”-mówi Jezus. Rzeczywiście, ludzie świadomi bycia dziećmi Królestwa, nie mają zazwyczaj dóbr wielkich na tym świecie. Ten świat jest obecnie na jakimś ostrym zakręcie historii. Lecz Jezus nie miesza się w politykę władców tego świata, choć w końcu sami ogłaszają Go „królem”-we wszystkim językach świata-na tabliczkach wiszących zaraz nad dziełem politycznego ukrzyżowania.

Słuchałam niedawno wywiadu z Polakiem, walczącym w Syrii po stronie ISIS. Uderzyło mnie, że on nazwał tych z którymi walczą „krzyżowcami”. Taki paradoks historii. Wydaje się nam przecież, że krucjaty były godne potępienia. Czy jednak nasza wojna prewencyjna, nie jest pewną ekskluzywną formą krucjaty-walki dwóch kultur. Może dziś nikogo nie pali się na stosach, a jednak w cywilizacji chrześcijańskiej kobieta była więziona za obronę życia ludzkiego, inna natomiast  za obroną chrześcijańskich wartości, bo nie chciała udzielić ślubu homoseksualnej parze.

„Królestwo moje nie jest stąd”-mówi Jezus. Można jednak w to Królestwo wchodzić, powoli ucząc się postaw królewskich –pokory, cichości, oddania życia i zgody na ostatnie miejsce. To jednak wymaga owej interioryzacji wiary-uznania Jezusa naszym osobistym Królem, nie zaś tylko Królem Kościoła do którego należę.





Komentarze

  1. Zauważyłem, że proces uwewnętrznienia istotnego przekazu trwa u mnie ok. 24 godziny, to tak jak z metabolizmem alkoholu w organizmie. Najpierw szok, później bolesny ferment, oporne trawienie, w końcu przyswajamy sobie trudną prawdę, po czym następuje pokorna akceptacja rzeczywistości i oddanie jej w ręce Pana.

    Druga refleksja: myślę, że zamiast oburzać się na rzeczywistość, lepiej zapytać, co Bóg chciał nam przez dane wydarzenie zakomunikować, przekazać? My przeważnie wolimy ferować wyroki pośpiesznie, nie cierpimy czekać 24 godzin, no chyba, jak w przypadku zamroczenia alkoholowego jesteśmy do tego przymuszeni...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To co w takim razie zrobić w sytuacji, kiedy w czasie osobistego wyboru Boga pojawiają się poważne komplikacje? Czyli dochodzę do wniosku, że wcale tak naprawdę nie wierzę, a wcześniejsze praktyki były bardziej spowodowane nakazami rodziców niż własnymi przekonaniami.
    Karolina






    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg pragnie być wybrany w wolności. Warto szukać...zmagać się z pytaniami, z własną niewiarą...Wiara dojrzewa powoli i rzeczywiście czasem potrzebuje kryzysu, by stała się ona wiarą naszą, a nie naszych rodziców. Nasza Założycielka M. Tajber przeszła coś podobnego, podobnie św.Rafał Kalinowski, św.Augustyn. To chodzi o Twój wybór...czasem ten wybór poprzedzają miesiące a nawet lata zmagań. Pozdrawiam z darem modlitwy.

      Usuń
    2. Niestety te moje zmagania trwają 3 lata. Przez ten czas nic nie uległo poprawie. Zastanawiam się czy dalsza walka ma sens.
      Karolina

      Usuń
    3. Trzeba zadać pytanie o to, co to jest, to coś w Tobie, co sprawia, że walczysz? Co to jest, co sprawiło, że tu o tym napisałaś? Czym to jest?

      Usuń
    4. Napiszę priv
      K.

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Dbałość, miłość, pielęgnacja...słów kilka na temat rozwoju więzi.

Gdyby nie spotkanie z kilkoma osobami wszystko byłoby inaczej…Myślę o tym, że w życiu tak bardzo istotne są relacje. Ogólnie więzi, które zawieramy.
Może nie jestem jakaś bardzo stara…ale tak teraz mam, że patrzę z perspektywy. Widzę, jak konkretne spotkania, z konkretnymi ludźmi wpłynęły na to kim jestem, co robię, jaki jest standard mojego samopoczucia.
Jakby nie było, ludzi spotykamy od początku…Ledwo wyjdziemy z łona matki. Tak bardzo relacje rzutują na to jaki jest nasz świat. To wręcz oszałamiające…Prawdą się okazuje przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje” i jakaś niezwykła mądrość jest w biblii, kiedy mówi ona o tym, by unikać przewrotnych i złych. Już w psalmie 1 czytamy, że „błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wkracza na drogą szyderców”. Lecz…czy to oznacza, że mam uważać niektórych za gorszych i nimi gardzić?-Bynajmniej. Biblia pokazuje w ten sposób o wiele głębszą prawdę. Chodzi w niej o to, by głębokie, przyjacielskie relacje budować z…

Ocalić Małego.

Bóg to prostota i kruchość mały jest i goły bezdomny i w tułaczce.
Mały w świecie naszych urojonych wielkości na chwilę co rok zwraca na siebie nasze oczy.
Więc Go zechciejmy zauważyć Przyjąć do siebie nie tylko na święta.
Zacząć zupełnie na nowo. Wierzyć w moc ukrytą w najmniejszym.
Ocalić pokorę i oddanie drugiemu by w nas PRZETRWAŁ.