Stanie, czekanie i prawda.

Już po pierwszych nieszporach…więc się zaczęło. Czas ciemności, oczekiwania na światło. Przypomina mi on o tych niezliczonych osobach, które żyły w tym pierwotnym adwencie dziejów. O tych, którzy wsłuchani w głosy proroków, z wiarą przyjmowali, że „oto Pan Bóg przyjdzie”-że wydobędzie ich z mroku, jaki spowijał ich serca, z okropnego potrzasku grzechu zaciągniętego przez prarodziców.

Myślę o nich, bo jak nigdy wcześniej stają mi się dziś bliscy. Ze względy na swoje czekanie, swoją wiarę i swoją ciemność. Adwent bowiem, to nie tylko kolorowe, roratnie lampiony, i choć nuta radości w faktu Wcielonego w Maryję Mesjasza dźwięczy nam kojąco w uszach, Adwent przypomina i uobecnia owe oczekiwanie pełne mroku.

Widzę dziś taką stronę Adwentu, która rozgrywa się w głębi duszy ludzkiej. Adwentu który przeżywa się wówczas, gdy chce się naprawdę spotkać już Pana, ale serce, dusza, wszystko w człowieku pogrążone jest w ciemności.

Adwent dziś mówi mi, że muszę w tą ciemność wejść, jak do kościoła, tuż przed Mszą roratną. Nie mogę się zatrzymać na progu. I przychodzi mi na myśl ów obraz dziesięciu panien i ich lamp. By tam wejść potrzebuję lampy, tylko ona może mnie poprowadzić w tą noc.

Doświadczenie ciemności duchowych jest częścią naszego życia. Tak to już jest, że aby stanąć bliżej tajemnicy Boga, potrzebne jest naszej duszy upokorzenie zmysłów. Taka jakby utrata wewnętrznych skrzydeł, czegoś co dawało poczucie pewności w podążaniu za Bogiem. Doświadczenie widzenia ciemności w sobie samym i braku sił do zmagania z nią. Po prostu stanięcie w prawdzie o tym, jak bardzo niszczy nas grzech.

Co może oświetlić drogę, jeśli nie mała wiara, jak płomyk zaledwie? To ona sprawia, że człowiek może wejść w swój Adwent, w czas poznania siebie od najciemniejszej strony. Czas, który jest wielką łaską, bo pomaga pokorze. Można w nim dojrzeć do uznania własnej niewystarczalności.

Jeśli spojrzeć w ten sposób na Adwent, okazuje się, że przebiega on poza czasem – jest dany by zbliżyć się…I paradoksalnie wygląda na to, że my stoimy w miejscu a to Pan Młody przychodzi. Nie ma tu z naszej strony ani jednego kroku. Jest stanie w oczekiwaniu nadchodzącego. Jest stanie, czekanie i prawda.







Komentarze

  1. Nie stój, nie czekaj, pójdź...http://www.jamna.dominikanie.pl/wspomnienie/rozwazania/dolindo.html

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom