Światło w nas.

Bardzo często tęsknię za tym, by po prostu być. Odnaleźć ukojenie w tym co jest, co się przytrafia. Zgodzić się na teraźniejszość, zrozumieć jej sens.

Wszyscy jesteśmy w jakiejś drodze, choć różnie to bywa ze świadomością jej sensu. I wizja tego, kim chcielibyśmy być wówczas gdy już dotrzemy zaciera się nam. Chociażby idąc drogą powołania, często na początku widzi się jaskrawiej to kim chce się być. Później przychodzi rzeczywistość, zmaganie z tym co ludzkie i co odziera z fikcji. Obraz się zmazuje, cel się przekształca. Czasem oddala na tyle daleko, że go nie dostrzegasz. Zagubiony w tym co tylko tutejsze i dzisiejsze raczej nie patrzysz w to co nadchodzi.

A przecież to ważne, by wiedzieć kim się jest, kim się być chciało. Czasem bardzo uczciwie, trzeba popatrzeć prawdzie w oczy, odważyć się do stwierdzenia własnej choroby. Bo raczej łatwiej nam żyć w słodkiej iluzji o nas samych.

W modlitwie są takie momenty, kiedy światło chce nas dotknąć, oświetlić serce, zakamarki okryte woalkami broniącymi nas przed nami samymi. Światło chce nas otworzyć na nas samych-takich jakimi jesteśmy. Światło chce nas ukochać w doświadczeniu prawdy o nas samych.

To leczące światło potrzebuje przestrzeni, a my lubimy je zagadywać, zarzucać słowami, czynami, własną chwałą. Nawet modląc się, zarabiamy na miłość.

A to światło…chce nas kochać takimi, jacy jesteśmy-by otworzyć nas na prawdę o tym, że mimo miernoty, mimo niedociągnięć, mimo ograniczeń-jesteśmy kochani tak bardzo, jak mocno świeci słońce i jak bardzo ogrzewa nas gdy się przed nim odsłonimy.

Przyjąć światło miłości, które przychodzi w modlitwie, to znaczy pozwolić się ukochać w prawdzie. Tu nie trzeba słów, wystarczy sama obecność. Światło jeśli pozwolisz samo pokaże Ci kim jesteś- pokaże Ci prawdę. Nie musisz się przed tym światłem surowo oskarżać –To  ono Cię zapozna z Tobą samym, bo oświeca to co chciałbyś ukryć, zatuszować, zabić.


Światło Bożej miłości dosięga Tego kim jesteśmy naprawdę. Gdy nas dotyka odkrywamy własną wartość, bo widzimy piękno ludzkiej kondycji która od wewnątrz prześwietlona jest Bogiem. I wtedy nawet Twoja złość stanie się jedynie jak gliniana skorupka, którą prześwietla  pełna Miłości Boża prawda.


Komentarze

  1. Tak, warto rozróżnić te dwie rzeczy, czyli to czego my chcemy kierując się wybujałymi ambicjami, a czego chce od nas, a w istocie dla nas Bóg, widząc nas w całej prawdzie, która skłania do pokory :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Mniej masz-więcej umiesz.

Wycieram nosy cudzym dzieciom