Przejdź do głównej zawartości

Przesłanie do rozdartej ziemi.

Pustynia…jak kanwa na której zbudowana jest Ewangelia II niedzieli  Adwentu. Błogosławiona pustka adwentowego oczekiwania. Okazuje się bowiem, że to właśnie pustość –wytwarza odpowiedni klimat, dla głosu, który jest słyszany z pustyni. Słyszę głos, lecz jeszcze nie rozumiem Słów. Jestem może za daleko, a może Słowo rozmyte jest jeszcze w dawnym tonie –tonie Starego Przymierza. Głos wołającego w pustości staje się echem –słyszę głos – ale wciąż czekam na zrozumienie Słowa.

Jan Chrzciciel mieszkał w pustyni, posiadał więc pożądaną przeze mnie pustość –nie mylić z pustotą. Pustość to nie brak apetytów, to pozostawanie na tym co wystarcza, to zmaganie z apetytem. Jan zmagał się z własnym apetytem dosłownie…ale zmagał się również z apetytem na bycie wielkim prorokiem, nauczycielem, nawet mesjaszem. Jednak pozostał najmniejszym, bo tak wybrał, bo ku małości został wybrany . Choć, przecież nazywany jest największym z narodzonych w Starym Przymierzu.

Pustynia jest taka! To na nią wychodzi się z niewoli-na niej wychodzi się ze zniewoleń od apetytów. Dopóki nie  uwolni mnie ona od moich zewnętrznych smakołyków, od tego ku czemu dążą moje zmysły, dopóty będę cierpieć od mojej pustki-którą w sobie noszę i która woła z otchłani do mnie proroczym głosem, zachęcającym mnie do nawrócenia. O! wołaj pustko z wnętrza mego do mnie…i przywódź mnie ku nawróceniu!

Kiedy czytam o pustyni w Ewangelii, słyszę  echa Starego Testamentu.
Izraelici przez 40 lat chodzili po swojej pustyni-dokładnie tyle ile było trzeba, by wymarło „stare” pokolenie. Moja wędrówka też wyzwala mnie od starego człowieka do człowieka nowego. A pośrodku pustyni tej – zupełnie niespodziewanie płynie rzeka Jordan. Chrzest, podarowany mi , by zanurzyć starego człowieka w śmierci i wyjść w z rzeki jako człowiek już Zmartwychwstały!

I jeszcze ten element historyczno-zbawczy, w tej Ewangelii II niedzieli  Adwentu. Kiedy ją czytam, widzę liczne imiona-jest ich dokładnie siedem. Siódemka oznacza uniwersalizm, występują tam imiona zarówno żydowskie jak i pogańskie –Tyberiusz, Piłat. A Herod podzielił królestwo pomiędzy swych synów. Ziemia na której dzieje się ta Ewangelia to ziemia roztargana  -podzielona między swoich i okupowana przez „obcych”. Jak się ma do tego Janowe wezwanie o wygładzaniu pagórków i prostowaniu ścieżek-skoro ta ziemia jest tak mało łagodna i tak „potargana”?



Proroczy głos woła  do mnie: Pan przychodzi do ziemi rozdartej i szarpanej niepokojem. Pan przychodzi do mojej ziemi i „wszyscy ludzie ujrzą Boże zbawienie”.

Komentarze

  1. "Jak się ma do tego Janowe wezwanie o wygładzaniu pagórków i prostowaniu ścieżek-skoro ta ziemia jest tak mało łagodna i tak „potargana”? - tak mi się jakoś przypomniało: "Miłość Boga pisze prosto po liniach krzywych"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...Miłość Boga pozwala na wolność, która jak wiemy "pisze po liniach krzywych", ale za to uczy człowieka odpowiedzialności na drodze doświadczenia...

      Usuń
    2. Maryja doświadczywszy miłości Boga zgodziła się na wolność odpowiedzialnie wypowiadając doniosłe "fiat". Następnie udając się samotnie w niebezpieczną, górską wędrówkę wykazała się odwagą i niezależnością (Elżbieta chyba jej nie oczekiwała). Pragnienie podzielenia się swą radością była silniejsza niż ewentualne niebezpieczeństwa. Ponadto motywowała ją troska, o swą starszą kuzynkę. Tak więc starość musi spotkać się z młodością, aby wszystko stało się proste, gładkie, łagodne, nie potargane...

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…