Przejdź do głównej zawartości

Zakochana w spowiedniku (Bonus do rozeznawania powołania)

„jak można wybrać kierownika duchowego? Czy chodzi o to, by ten ktoś mi odpowiadał, w sensie to, w jaki sposób ze mną rozmawia, czy całkowicie przeciwnie, powinien być to ktoś, kto ma do tego duży dystans, kto potrafi być czasem ,,oschły i zimny"...?Jak mają wyglądać takie spotkania-rozmowy?

Ten komentarz napisany przez jednego z Was skłonił mnie by wrócić raz jeszcze, do poruszanego już przeze mnie tematu kierownictwa duchowego.
Powiem prosto i z własnego doświadczenia: Trzeba być przezornym ale mądrze. Co to znaczy? Czasem nasza nieufność, lęk i obawy paraliżują nas i byle błahostka, jaką dostrzeżemy u potencjalnego kierownika duchowego skłoni nas do rezygnacji z jego wyboru. Trzeba tu kierować się cnotą pokory, wiedząc, że ludzi doskonałych nie ma, że nawet najlepszy kierownik duchowy będzie posiadał cechy, które nam nie spasują.
Chodzi więc o pokorę i o podejście do sprawy w sposób nie tylko przyrodzony, ludzki. Opierając się na sympatii do tej czy innej osoby, mogę mieć problem w szczerości wobec niej, bo będzie mi zależało na dobrym wrażeniu. Dlatego dobry kierownik duchowy, to człowiek, który nie boi się prawdy. Nie dobrze jest zrażać się powiedzmy tym, że potencjalny kierownik powiedział mi jakieś cierpkie słowo. Taka postawa może wynikać z mądrości tego człowieka, który chce po prostu szczerego, prostego i przejrzystego kontaktu.

Trzeba zwrócić uwagę na to, że kobiety z natury lubią być podziwiane - we wszystkich aspektach. Kobiety mają też silną tendencję do mówiąc delikatnie przesuwania granic w relacji z kierownikiem, który jest mężczyzną. Nie chodzi mi tu o jakieś zaloty, ale o naturalną potrzebę kokieterii. Może to dosadnie napisałam, ale obserwacje każą wyciągnąć takie wnioski.

Obserwacje są w kierownictwie duchowym ważne. Chodzi mi o obserwacje własnych stanów emocjonalnych, jakie przejawiam w stosunku do kierownika duchowego.

Hmmmm….Czy zatem w kierowniku duchowym można się zakochać? Jasne, że można i zdaje się, że nie rzadko sytuacja ta ma miejsce. Nic w tym zresztą dziwnego, rzeczą naturalną jest budzące się uczucie ku osobie, której powierzamy nasze życie i której ufamy.

I co wtedy? Takie sytuacje należy omówić z kimś zaufanym i mądrym –i nie z tym kogo dotyczą. Nie zawsze dobrym rozwiązaniem jest ucieczka od tej osoby (kierownika duchowego). Czasem może się zdarzyć, że uczucie to pomoże naświetlić pewną ważną płaszczyznę życia duchowego w nas. Osobiście twierdzę( choć wiem, że nie wszyscy się z tym zgadzają), że w przypadku, gdy wiemy-rozeznaliśmy z kimś w poufnej rozmowie, że nasz kierownik duchowy jest osobą wystarczająco silną w tej sytuacji, że jest stabilny, wówczas uważam, że należy go o tym uczuciu poinformować. Jeżeli odczuwamy pewne zaangażowanie z drugiej strony kierownictwo należy bezzwłocznie przerwać. Nie tylko kierownictwo, ogólnie w tym przypadku ograniczyć do minimum kontakt.

Może się zdarzyć, że nie będziemy w stanie udźwignąć zakochania w relacji do kierownika, choć z jego strony będzie dystans, wówczas również trzeba zakończyć spotkania z danym kierownikiem.
Jeśli jednak nie mam zamiaru ulegać uczuciu zakochania w relacji do kierownika-uczuciu które minie (uwierzcie), wówczas, przy dystansie ze strony kierownika można kontynuować kierownictwo, zachowując jednak wielką czujność i rozwagę.

To niech zadowoli pytającego o kwestię sympatii, czyli „czy kierownik ma mi odpowiadać”- Szczerze powiem – po ludzku nie powinien, dobrze jest gdy pierwiastek „przyciągania” jest tu ograniczony do minimum. Choć wiadomo, że człowiek, któremu mamy zaufać musi też budzić przynajmniej to minimum pozytywnych odczuć. Dobrze jednak, gdy odczucia te bazują na uznaniu jakie w nas kierownik budzi, uznaniu jego kompetencji, mądrości, dystansu i wiedzy. Pobożności nie wymieniłam, bo jak rzecze św. Teresa Wielka ona może minąć a mądrość zostanie J.

„Jak mają wyglądać takie rozmowy, spotkania?”
Na to pytanie odpowiem, że w to zależy od przypadku. Zazwyczaj na pierwszym spotkaniu, już po tym, jak poprosiliśmy go o kierownictwo ustala się zasady. Ustala się częstotliwość spotkań, czas ich trwania i miejsce. To pomaga w późniejszym zachowaniu dystansu w relacji do kierownika.

O czym mówić?
Jeśli kierownictwo duchowe połączone jest ze spowiedzią, to mówimy o grzechach, z tym, że spoglądamy na nie w szerokim aspekcie życia duchowego. Patrzymy na nie z perspektywy tego skąd się biorą, w co godzą i jak wpływają na naszą kondycją duchową. Ale nie tylko o grzechach mówimy w kierownictwie. Trzeba mieć świadomość, że wielu z nas nie potrafi przynieść kierownikowi „dobrych wiadomości”, że często zagrzebujemy się w poczuciu porażki. W życiu duchowym nie ma tylko samych porażek, albo tylko samych sukcesów. One się przeplatają, ale warto wychwytywać pozytywne rzeczy, pojawiającą się poprawę naszych słabych przyzwyczajeń, trzeba umieć ucieszyć się z kierownikiem naszymi zwycięstwami w walkach z pokusami, zmysłowością, egoizmem. Każde zwycięstwo jest świętem.





Niezwykle ważną jest jednak szczerość, szczególnie wtedy, gdy kierownictwo nie obejmuje spowiedzi. Nie da się dojść do celu idąc fałszywą drogą, dlatego, przed kierownikiem duchowym trzeba jasno i wyraźnie pokazać własne rany. Tak, by mógł wyraźnie zobaczyć jakiej są natury, czy są szarpane, czy kłute, czy tłuczone. Dlatego kierownik duchowy powinien poznać kontekst naszej historii życia. Nie dla psychoanalizy ale dla poznania okoliczności, które prowadzą nas do naszych upadków.

Komentarze

  1. Trochę na temat, trochę nie, ale zacytuję "klasyka"... Sekret przyjaźni księdza z kobietą: tego samego CHCIEĆ i tego samego NIE CHCIEĆ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam - https://gloria.tv/media/ALZyeXk1mXp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dobre jest także o agresji.
      "Agresja wywodzi się z łacińskiego „agredi”, co znaczy zbliżać się do, przystąpić do..."

      Usuń
  3. Siostro, bardzo proszę o modlitwę o uratowanie mojego małżeństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może książka pomoże? https://vocatio.com.pl/pl/p/Granice-w-relacjach-malzenskich/716

      Usuń
    2. Drogi(a) AA- powierzam Twoje małżeństwo Bogu, z wielkim zatroskaniem.

      Usuń
  4. Napiszę o swoich doświadczeniach. Mój pierwszy kierownik duchowy wyciągnął mnie z przepaści, nad którą stałam i mogłam wciągnąć też kogoś innego. "Spotykaliśmy" się kilka lat, nawet kiedy odszedł z parafii. Studiowałam wtedy, więc nie było żadnego problemu z kierownictwem. Kiedy po studiach wróciłam do rodzinnej parafii polecił mi swojego kolegę. Tutaj także współpraca układała nam się bardzo dobrze. Jednak po trzech bodajże latach ksiądz poznał pewną panią, wyjechał z nią do innego kraju, mają kilkoro dzieci. Mój pierwszy kierownik (który udzielał mi sakramentu małżeństwa) także odszedł z kapłaństwa (po kilkunastu latach od święceń). Powodem był konflikt z przełożonym, ale po kilku latach od tamtego momentu, kiedy spotkaliśmy się przypadkiem, okazało się, iż także poznał kogoś i jest żonaty. Moim kolejnym kierownikiem został prawie 80-letni ksiądz, któremu już raczej nie groziło to, co jego poprzednikom :) Niestety, odszedł już do Pana. Baaardzo chciałabym mieć kogoś znowu dla siebie - wiem, dziwnie to brzmi, ale wiadomo o co chodzi. Niestety, do mojej parafii trafiają niemal zawsze młodzi księża zaraz po święceniach. Oni coraz młodsi, a ja coraz starsza. Już teraz na upartego jestem w takim wieku, że mogłabym być ich mamą ;) Wolałabym, aby był to ktoś z większym doświadczeniem, może kiedyś .... nie tracę nadziei.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Mniej masz-więcej umiesz.

Kochani Umiar nas uzdalnia, nadmiar nas zubaża. Serio! Prosty przykład zaczerpnięty jest z mojego dnia-dnia dzisiejszego-dodać warto.
Nie jestem muzykiem ale gram na gitarze, ładne 20 lat. Otrzymaną  jako nastolatka gitarę darzę szczególnym sentymentem. Jest już masakrycznie poobijana, podrapana, do żywego drzewa obdarta z lakieru niedelikatnym gestem kostki. Dwa razy zmieniane siodełko ( próg nr 0), lakierowana dwa razy na własną rękę ( czy raczej własną ręką).
Dziś przegrała w starciu z moim uczniem z klasy III (SP).Straciła klucz-złamał się(kawał żelaza-dodać trzeba).
Kochani, myślałam, że to już koniec…Że nie pogram, aż do kolejnej próby uratowania kultowego instrumentu, oczywiście w oparciu o własne zdolności lutnicze ;)
Kiedy pierwszy raz zmieniałam próg-nie miałam pojęcia, że to mi się uda. Dziś podobnie stało się z kluczem. Otóż…”Nie pogram do momentu zakupu nowych maszynek z kluczami”-pomyślałam ze smutkiem.
No ale coś mnie podkusiło i stwierdziłam, że wcale nie trzeba stroić gitar…