Przejdź do głównej zawartości

Rozeznawanie powołania cz II ( Praca nad sobą )


W pierwszej części poświęconej rozeznawaniu powołania dotknęłam kwestii kierownictwa duchowego  jako relacji będącej swego rodzaju satelitą, która krąży pomiędzy podmiotami powołania czyli człowiekiem rozeznającym oraz Bogiem –powołującym do konkretnego sposobu życia.  Pisałam, że w tym rozeznawaniu powinno dojść do uznania za wzorzec własnego życia postaw Jezusa Chrystusa.  Ks. prof. Marek Tatar nazywa ów proces „Chrystoformizacją”. W każdym powołaniu chodzi o to, by stać się odbiciem Jezusa. Dlatego właśnie ta relacja jest tutaj pierwsza i najważniejsza. Nie możliwym jest właściwe rozeznanie życiowego powołania, bez ustawienia sobie tego priorytetu. Jeżeli chcę podążać drogą Jezusa, niezależnie od tego czy będę żoną, siostrą zakonną, czy kapłanem muszę ustawić życiowy azymut na Jezusa.

Pierwszym warunkiem rozeznania powołania jest więc ustawienie sobie hierarchii relacji. Nie wystarczy tylko powiedzieć, że „Jezus jest dla mnie najważniejszy”- to musi stać się prawdą życia. Jak już we wcześniejszym wpisie zaznaczyłam, uznanie w Jezusie numeru jeden własnego życia, nie przychodzi z automatu. W życiu duchowym nie chodzi przecież o automatyzm, ale o miłość, o wzrastanie w miłości do Jezusa. Chodzi o to, by Go pokochać odkłamując przy tym fałsze, które nakłada na naszą relację z Bogiem i światem historia naszego życia.

Muszę w rozeznawaniu powołania spotkać się z takimi pytaniami jak: czego szukam , czego oczekuję od drogi życia nad którą się zastanawiam? Jakie wydarzenia z mojego dzieciństwa skłaniają mnie do podjęcia takiej a nie innej drogi powołania? Czy wybór jakiejś drogi życia nie jest z mojej strony sposobem na wygodne życie, lub sposobem na bezpieczne życie? Czy nie szukam jakiś przywilejów związanych z obieranym powołaniem? Jeśli tak to jakich i dlaczego akurat tych? Czego w życiu mi brakowało, że teraz pragnę tych profitów?

Zwięźle do sprawy podchodząc, trzeba bardzo uczciwie stanąć ze sobą w prawdzie. Jeśli tu, na etapie rozeznawania woli Bożej, nie zdemaskuję swych nieewangelicznych intencji, później pokusa będzie uderzała mnie właśnie w te miejsca, których nie nazwałam-których boję się nazwać.
Motywacja powołania, pytanie „dlaczego” chcę np.: być siostrą zakonną nigdy nie jest zupełnie czysta. Bóg potrafi posługiwać się naszą skaleczoną historią życia, by przemienić rany w perły. Jednak Bóg jest osobą, która domaga się relacji przejrzystej. Czyli…jeśli narzeczeni są w stanie opowiedzieć sobie o trudnych sytuacjach swojego dzieciństwa, które sprawiły, że noszą w sobie trudne potrzeby, to ich małżeństwo będzie o tyle silniejsze, że oni będą wiedzieli o własnych niedojrzałościach, o miejscach, w których niedorośli.

Niestety, z powołaniem do „służby Bożej” bywa trudniej…Zdarza się, że ktoś rany z dzieciństwa ukrywa pod płaszczem duchowości, czasem nawet subtelnej wersji pseudo-mistyki. Nie trzeba szukać daleko, każdy kto pamięta zamęt w jednym z Polskich Zgromadzeń Zakonnych wywołany przez pseudo-mistyczną przełożoną i pewnego kapłana zrozumie. Można pod płaszczykiem duchowości ukrywać obszerne nieuporządkowanie na płaszczyźnie ludzkiej.  
Kierownictwo duchowe musi więc rządzić się zasadą dystansu, wolności i ukierunkowania na prawdę w świetle Słowa Bożego. Nie można dopuścić, by dominowały tu emocje. Świat emocjonalny należy raczej rozpoznawać z duchowym kierownikiem ale w atmosferze spokoju, nie na gorąco. Zasadniczo więc o emocjach rozmawiamy po ich opadnięciu J.

    

Komentarze

  1. W pierwszym podejściu "wyhaczyłem" pytanie:"Jakie wydarzenia z mojego dzieciństwa skłaniają mnie do podjęcia takiej a nie innej drogi powołania?" A co mówi Ewangelia na ten temat?

    «Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!» (Mt 19, 12)

    Jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że uczniowie Jezusa pozyskiwani są spośród ludzi szczególnie zranionych, uciemiężonych, chorych, wymagających leczenia. Ponadto mają świadomość grzechu, winy, rozróżniają dobro od zła... co jak wiemy z Księgi Rodzaju w konsekwencji prowadzi do [chrztu] śmierci.

    Okazuje się, że Jezus przychodząc na świat, właśnie z takimi ludźmi się identyfikuje i solidaryzuje, aż po krzyż, po oddanie swego Życia za nas grzeszników, czyli dobrych i złych łotrów. Zanurzył się w rzeczywistości naszej egzystencji nadając sens cierpieniu, które często nam wydaje się beznadziejne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że Ewangelia ukazuje w Jezusie szczególne umiłowanie grzeszników, zranionych, słabych. Widzimy też, że kontakt z Jezusem przemienia-leczy te słabości. Chodziłoby więc o to, by nie udawać zdrowego, gdy jest się chorym, mocnego gdy jest się słabym, sprawiedliwego, gdy jest się grzesznym - wtedy w spotkaniu z Jezusem w prawdzie następuje cud "leczenia serc złamanych".

      Usuń
    2. Tak, zaprzeczanie rzeczywistości jest bardziej szkodliwe, niż odważne jej uznanie, czyli nazwanie stanu rzeczy po imieniu i spokojne do nich podejście, rozwiązywanie zapętleń, supełków..., a jak się nie da, to wystarczy zawierzyć wypowiadając słowa: "Jezu, Ty się tym zajmij"...

      Usuń
    3. I On się wciąż "tym" zajmuje, przynajmniej ja w to wierzę!..."Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego."...(por. Mk 1,21-28)

      Usuń
  2. Polecam: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/tp2011-37-luter.html?no_header=1&no=1

    OdpowiedzUsuń
  3. "Marek Tatar nazywa ów proces „Chrystoformizacją”. W każdym powołaniu chodzi o to, by stać się odbiciem Jezusa." Kazimierz Obuchowski pisze w "Człowieku intencjonalnym" o naprzemiennym procesie "doczłowieczania" i "odczłowieczania" ubolewając przy tym, że nazbyt łatwo schodzimy z osiągniętego poziomu rozwoju. A więc, jak ktoś napisał: "Miłość jest zawsze zagrożona", powiem więcej Ona musi być zagrożona, abyśmy nie ustawali w czujności. Przypomniały mi się w tym miejscu słowa Matki Pauli, które wbiły mi się w umysł szczególnie:

    "Moim powołaniem jest być nikim, aby Jezus mógł być we mnie Sobą."

    OdpowiedzUsuń
  4. "Niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili"... Kim oni są? Kogo można "zakwalifikować" do tej właśnie grupy - chyba zresztą "najgorszej", bo z winy innych ludzi.
    Dziękuję Siostro Hiacynto za wpisy, bo to ja o nie prosiłam, a rzadko jest tak, że "mówisz i masz" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedz można znaleźć w tym artykule: https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2014/Przewodnik-Katolicki-5-2014/Przewodnik-liturgiczny/Niezdatni-do-malzenstwa
      W kontekście współczesności trzeba jednak wymienić zasadniczą trudność jaką są skłonności homoseksualne, które wynikają z nieprawidłowości w funkcjonowania rodziny, emocji matki i obecności bądź nie rodzica, bądź obu.

      Usuń
    2. Myślę, że nie warto próbować "kwalifikować" ludzi, bo rozeznanie drogi życia to bardzo indywidualna sprawa. Dlatego zazwyczaj zachęcam do indywidualnych rekolekcji rozeznania powołania. Czas na modlitwę, ciszę, rozmowę... Zapraszam.

      Usuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Dbałość, miłość, pielęgnacja...słów kilka na temat rozwoju więzi.

Gdyby nie spotkanie z kilkoma osobami wszystko byłoby inaczej…Myślę o tym, że w życiu tak bardzo istotne są relacje. Ogólnie więzi, które zawieramy.
Może nie jestem jakaś bardzo stara…ale tak teraz mam, że patrzę z perspektywy. Widzę, jak konkretne spotkania, z konkretnymi ludźmi wpłynęły na to kim jestem, co robię, jaki jest standard mojego samopoczucia.
Jakby nie było, ludzi spotykamy od początku…Ledwo wyjdziemy z łona matki. Tak bardzo relacje rzutują na to jaki jest nasz świat. To wręcz oszałamiające…Prawdą się okazuje przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje” i jakaś niezwykła mądrość jest w biblii, kiedy mówi ona o tym, by unikać przewrotnych i złych. Już w psalmie 1 czytamy, że „błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wkracza na drogą szyderców”. Lecz…czy to oznacza, że mam uważać niektórych za gorszych i nimi gardzić?-Bynajmniej. Biblia pokazuje w ten sposób o wiele głębszą prawdę. Chodzi w niej o to, by głębokie, przyjacielskie relacje budować z…