Przejdź do głównej zawartości

Walentynkowe rozkminy zakonnicy.


Okazywanie miłości...

Czy to samo znaczy kiedy chłopak,  z roziskrzonymi oczyma mówi dziewczęciu  „I love you”, co wyznanie małżonka z 20 letnim stażem? No nie! Wiemy o tym dobrze. Wiemy też, z własnego doświadczenia, że dużo łatwiej przychodzi nam okazywanie miłości, jak i jej wyznawanie kiedy jesteśmy zakochani. Później, gdy uczucie mija i zakochanie winno przerodzić się w dojrzalszą od niego miłość, zaczynają się schody.

Miłość nie jest banałem.

Nie jest z miłością prosto. Zaczynasz kochać naprawdę, kiedy czujesz jej wagę. W zakochaniu hormony dodają Ci skrzydeł niczym red bull . W miłości nie ma dopalaczy, jest życie drugiej osoby, za które jeśli naprawdę kochasz bierzesz odpowiedzialność. Nie sprawdza się  wiec w miłości psychologiczne stwierdzenia „ja to ja, ty to ty”. W zakochaniu przecież szybko o tym zapominamy stapiając się z drugą osobą niczym wosk…mamy wrażenie, ze Ty to ja, ja to Ty. Dlaczego więc kiedy uczucia stygną tak łatwo potrafimy przypisać pełną odpowiedzialność osobie drugiej mówiąc „ja to ja, Ty to ty”?

Tak naprawdę to właśnie zakochanie wymaga zachowania tej zasady. Właśnie wówczas, gdy wszystko w człowieku ciąży w kierunku stopienia się w jedno, trzeba zachować zasadę odrębności . Po co? Z szacunku. Ludzkość ma niepohamowany egoizm, każdy z nas chce dobrze dla siebie. Ale jedynie miłość(nie zakochanie) potrafi chcieć większego dobra dla drugiego, nie dla siebie. To właśnie dlatego zakochanie winno być szkołą oddzielności, uczenia się tego, że drugi jest inny, że ma własną suwerenność i nie służy do zaspokajania moich egoistycznych potrzeb.

Jak kochać by nie krzywdzić?

Jezus powiedział, że „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” J 15,13. Osobiście umieściłam te słowa na obrazku ze ślubów wieczystych. Są one dla mnie esencją tego co to znaczy kochać. Kochać to znaczy umierać sobie samemu dla drugiego człowieka. Dokonuje się to nie w patetycznych słowach, w scenerii wieży, księżniczki i rycerza na koniu, lecz w codziennych walkach z miłością do własnego „ja”, bo nie można powiedzieć, ze jest to miłość samego siebie. Kochając siebie, kocham drugiego, bo wiem, że więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu. Kocham więc wówczas, gdy zamiast siedzieć zamknięta w sobie, w swoim bezpiecznym świecie wychodzę do drugiego człowieka, by dać mu fragment siebie, własnego czasu, obecności, serdeczności ale i prawdy. Napisałam „dać fragment siebie”-jak Jezus, który podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy” Mk 14, 22.
Kochać to pozwalać by inni mnie jedli. Inaczej niż w prawie dżungli, gdzie panuje zasada „albo Ty jesz, albo Ciebie jedzą” J. W miłości przyjmujesz, że Ciebie jedzą-Ty też jesz czasem innych, ale To oni dobrowolnie karmią Cię sobą – swoją miłością do Ciebie. To właśnie dlatego wszyscy jesteśmy ludem kapłańskim. Każdy z nas ma udział w powszechnym kapłaństwie i choć nie jest to kapłaństwo służebne, jakie przynależy się charyzmatowi święceń, kapłaństwo to również jest udziałem w ofierze Jezusa.


Miłość jest więc liturgią. Dziękczynieniem i składaniem ofiary z siebie.

Komentarze

  1. Dziękuję za apetyczny kąsek po 18 dniach posuchy:)

    Pozwolę sobie też coś zaproponować w duchu św. Walentego: "Wędrowali razem... Towarzyszył im także pies." (por. Tb 6, 1-19;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobiasz "oślepł",fakt ten zapoczątkował jego podróż wewnętrzną. Posłał syna w drogę ku cielesno-duchowemu pojednaniu. Tobiasz młodszy wędruje wraz z aniołem Rafałem - przewodnikiem duchowym i zarazem wiernym przyjacielem. Mamy także psa, który symbolizuje tutaj uczucia, których nie należy lekceważyć...:)

      Usuń
    2. "Psa" zwykliśmy często traktować "po macoszemu", za co on się nam, po swojemu "odgryza"...

      Usuń
    3. "Pies" może symbolizować miłość egotyczną, ów niewygasły wulkan narcyzmu, któremu przypisujemy demoniczną moc, i nic dziwnego, skoro w głębi wrze...takie tam zwierze łasi się, merda, istne niewiniątko, a jak zanadto się zbliżysz to ugryzie! Chyba wolę koty, od nich można się nauczyć, co to odrębność, niezależność, poszanowanie granic...

      Usuń
    4. Już wiem! Jezus na pustyni poskromił zwierzę w sobie, ale ta walka wciąż trwa i jest dla nas niedoścignionym wzorcem. Hmm..., a może lepiej z "nieprzyjacielem pogodzić się, dopóki jesteśmy w drodze", inaczej może "nie pozostawić na nas suchej nitki"...?

      Usuń
  2. Dziś mam dobry dzień, dlatego dzielę się z radością, medialnie... http://www109.zippyshare.com/v/RAdOWGOt/file.html

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

skomentowali

Popularne posty z tego bloga

Przerywam milczenie!!!

Odkąd usunęłam Fb miało mnie być tu więcej...Nawet obiecywałam. Prawda jest taka, że dzięki odcięciu facebookowej pępowiny doświadczam cudownej wolności od internetu. Korzystam z niego o wiele rzadziej i nie marnuję tyle czasu, poza tym wydaje się, że jestem zdrowsza psychicznie. 

Czuję się o wiele spokojniejsza i mniej zabiegana, łatwiej mi wrócić do harmonii z samą sobą. To są fakty przetestowane na własnej skórze. Odkąd "rzuciłam" facebooka bardziej angażuję się w PRAWDZIWE życie, w ludzi i ich sprawy. Bardziej jestem ze wspólnotą i więcej czasu poświęcam ludziom. Potrafię dać komuś więcej swojego czasu.

Moi drodzy. Wiem, że brzmi to trochę jak przechwałki. Szczerze powiem, że trochę gryzło mnie sumienie, że nie piszę nic na blogu. Z drugiej strony...Naprawdę nie chcę, by chodziło tylko o liczbę wejść na bloga i popularność. 

Wiem, że są tu moi przyjaciele. Ludzie, którzy czytają bloga bo gdzieś tam, na jakimś etapie życia zetknęli się ze mną i polubili. Biblia mówi "po…

Odkąd oddycham Słowem lepiej Cię słyszę.

Zastanawiam się nad moim sposobem wyrażania się. Czy kiedykolwiek o tym myślałeś? Nasza mowa nas rzeczywiście „zdradza”-że nieco żartobliwie nawiążę do sytuacji Piotra na dziedzińcu Piłata.
Wystarczy się wsłuchać w to co mówi drugi człowiek, a jeśli mam przenikliwy umysł potrafię wywnioskować wiele na temat jego pragnień, zranień i trudności.
Mowa nas zdradza…
Kiedy dłużej słuchamy odkrywamy tajemnicę mówiącego. Pozwalając się wypowiedzieć odkrywamy człowieka.
Jakże ważnym jest umiejętność słuchania!
W istocie, mimo coraz liczniejszych kursów komunikacji interpersonalnej słuchamy siebie nawzajem za mało i źle. Osobiście to odkrywam! Źle słucham, często zagaduję sobą i nie daję w rozmowie przestrzeni milczeniu. To milczenie jest przecież tak ważne!!!
Boimy się jednak pozostać z kimś bez słowa, to nas krępuje, natrętnie cisną się wówczas do głowy przeróżne pytania lub opowieści. To błąd!
Modlitwa kontemplacyjna uczy słuchania dużo bardziej niż jakikolwiek trening komunikacji. Dzieje się tak, …

Dbałość, miłość, pielęgnacja...słów kilka na temat rozwoju więzi.

Gdyby nie spotkanie z kilkoma osobami wszystko byłoby inaczej…Myślę o tym, że w życiu tak bardzo istotne są relacje. Ogólnie więzi, które zawieramy.
Może nie jestem jakaś bardzo stara…ale tak teraz mam, że patrzę z perspektywy. Widzę, jak konkretne spotkania, z konkretnymi ludźmi wpłynęły na to kim jestem, co robię, jaki jest standard mojego samopoczucia.
Jakby nie było, ludzi spotykamy od początku…Ledwo wyjdziemy z łona matki. Tak bardzo relacje rzutują na to jaki jest nasz świat. To wręcz oszałamiające…Prawdą się okazuje przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje” i jakaś niezwykła mądrość jest w biblii, kiedy mówi ona o tym, by unikać przewrotnych i złych. Już w psalmie 1 czytamy, że „błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wkracza na drogą szyderców”. Lecz…czy to oznacza, że mam uważać niektórych za gorszych i nimi gardzić?-Bynajmniej. Biblia pokazuje w ten sposób o wiele głębszą prawdę. Chodzi w niej o to, by głębokie, przyjacielskie relacje budować z…